- Bitwa warszawska, wojna z Rosją bolszewicką, ukształtowały nas, Polaków, nawet jeśli dzisiaj nie do końca zdajemy sobie z tego sprawy - mówi Sławomir Koper, współautor książki "Mity wojny 1920" .

Zdjęcie

Żołnierze polscy podczas ćwiczeń strzeleckich /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Żołnierze polscy podczas ćwiczeń strzeleckich
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Czy dzięki zwycięstwo w bitwie warszawskiej uratowaliśmy Europę przed rosyjskim bolszewizmem? Czy jest to mit, który pielęgnujemy?

- W stulecie bitwy często mówi się o znaczeniu geopolitycznym bitwy warszawskiej. Nie odważyłbym się jednak powiedzieć, że uratowaliśmy całą Europę, ale najpewniej Litwa, Węgry i Czechosłowacja zostałyby zajęte przez Armię Czerwoną. Zwracam uwagę, że bitwa warszawska została nazwana osiemnastą decydującą bitwą świata nie przez Polaków, tylko przez lorda Edgara Vincenta d'Abernona, członka międzyalianckiej misji, przebywającego latem 1920 roku w Warszawie. 

Reklama

W tej wielkiej europejskiej narracji znika jednak znaczenie bitwy warszawskiej - i całej wojny - dla Polaków. A przecież to było najważniejsze. Gdyby nie zwycięstwo nad Wisłą i - trzeba to przypomnieć - nad Niemnem, nasza niepodległość skończyłaby się po niecałych dwóch latach. A wtedy lata 1919-1920, gdy zmagaliśmy się z Armią Czerwoną wspominalibyśmy jako kolejne nieudane powstanie antyrosyjskie lub też wojnę z Rosją. 

Bitwa warszawska, wojna z Rosją bolszewicką, ukształtowały nas, Polaków, nawet jeśli dzisiaj nie do końca zdajemy sobie z tego sprawy. Ale przecież bez doświadczenia 1920 roku, które ugruntowało w nas determinację i wolę walki, nawet w niekorzystnych warunkach, Polacy - jak wiele innych narodów - pewnie przyjęliby dyktat Hitlera. Nie byłoby więc II wojny światowej, a w efekcie Europa zamieniłaby się w jeden wielki obóz koncentracyjny. Bez doświadczenia 1920 roku, nie byłoby Powstania Warszawskiego. Pokolenie 1944 roku pamiętało przecież doskonale, że ich ojcowie w 1918 roku rzucili wyzwanie zaborcom, a w 1920 - odparli najgroźniejszego z nich. Bez zwycięskiego doświadczenia 1920 roku, nie byłoby również Solidarności.

Zdjęcie

Kawaleria czasów wojny polsko-bolszewickiej /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Kawaleria czasów wojny polsko-bolszewickiej
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Traktat ryski często oceniany jest w Polsce bardzo surowo. Wielu twierdzi, że wygraliśmy wojnę, a przegraliśmy pokój. Czy rzeczywiście tak było?

- Polacy są bardzo ambitni, stawiają sobie wysokie wymagania, mało co nas satysfakcjonuje. Nic dziwnego, że warunki pokoju kończącego wojnę z Rosją bolszewicką nam się nie podobały. Ale traktat sankcjonował nasze wielkie polskie zwycięstwo - gdyż obroniliśmy niepodległość - a zarazem tamta wojna była ogromną porażką Rosji. To przecież wówczas rozpoczął się proces tracenia przez nią ziem białoruskich i ukraińskich, a granice Rosji zostały przesunięte bardzo daleko na wschód. I chociaż były próby zmiany tego stanu rzeczy, to współczesna zachodnia granica Rosji jest niemal taka sama, jak po przegranej przez Rosjan wojnie z Polakami w 1920 roku.

Była to wojna przegrana przez Rosjan, czy przez bolszewików? Tamta wojna określana jest się raczej jako wojna polsko-bolszewicka.  

- Rzeczywiście, to pojęcie jest bardzo utrwalone w świadomości społecznej. Dzięki temu możemy  podkreślać, że polskie zwycięstwo uratowało zarówno nas, jak i może też Europę  przez bolszewizmem. Nie zapominajmy jednak o tym, że państwo, z którym Polska toczyła wojnę, nazywało się Rosją. Zmagania sprzed stu lat były kolejną wojną z rosyjskim imperializmem. Trzeba to podkreślać, by nie powtórzyła się narracja podobna do tej, według której za II wojnę światową odpowiadają naziści, ludzie bez określonej narodowości. Wkrótce może się okazać, że - według naukowców z Moskwy - rozbioru ziem ukraińskich i białoruskich dokonali w traktacie ryskim Polacy wspólnie z bolszewikami, a Rosjanie nie mieli z tym nic wspólnego. Nie pomagajmy naszym przeciwnikom tworzyć kolejnych mitów... 

Zdjęcie

"Mity wojny 1920",  Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski, Wydawnictwo Czarna Owca /materiały prasowe
"Mity wojny 1920", Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski, Wydawnictwo Czarna Owca
/materiały prasowe

Wydał Pan ostatnio - wraz z Tymoteuszem Pawłowskim - książkę "Mity wojny 1920". Właśnie takie mity Panowie tam opisujecie? 

- W tytule książki są mity i nimi się zajmujemy, lecz jest ona jednocześnie historią wojny polsko-rosyjskiej, jak mówią jedni czy też polsko-bolszewickiej, jak uważają drudzy. Napisaną jednak bez wszelkich naleciałości propagandowych, a tych jest wciąż bardzo dużo. Swoje mity tworzyli piłsudczycy, swoje - narodowcy, wreszcie Rosjanie, komuniści, narzucili własną narrację. I na to wszystko nakłada się warstwa mitów stworzonych w ostatnich latach. Tamta wojna kojarzy się jedynie z rokiem 1920, w którym Polacy rozpoczęli marsz na Kijów, zostali spod niego odrzuceni i musieli bronić Warszawy, co udało się tylko dzięki bohaterstwie Wojska Polskiego i wstawiennictwu Matki Boskiej. Rokiem 1920 zajmujemy się w sposób szczególny, stąd data ta znalazła się w tytule książki, ale wojna rozpoczęła się w styczniu 1919 roku.

Który z mitów dotyczących tamtej wojny uważa Pan za najsilniejszy?

- Wiele kwestii wokół wojny z Rosją bolszewicką obrosło mitami i poprzez nie jest postrzegana, gdyż jest to - niestety - wciąż mało znana wojna. Najsilniejsze są wciąż mity narosłe wokół kwestii autorstwa planu bitwy warszawskiej. Fascynujące jest również to, jak na przestrzeni lat kształtowała się odpowiedź na pytanie, kto był autorem zwycięstwa. Piszemy o tym w naszej książce.

Dlaczego mity historyczne należy zwalczać?

- Są niebezpieczne, gdyż zakłamują historię. Takim mitem jest na przykład twierdzenie, że marszałek Józef Piłsudski i generał Tadeusz Rozwadowski latem 1920 roku nie rozumieli się, diametralnie się różnili w ocenie sytuacji.  Tymczasem pomiędzy nimi nie było wtedy żadnego konfliktu, obaj ze sobą współpracowali i o tej doskonałej współpracy i wzajemnym rozumieniu się obu dowódców należy dziś pamiętać. Marszałek Piłsudski był zdolnym i doświadczonym wodzem, ale nie był geniuszem militarnym. Generał Rozwadowski jako szef sztabu miał udział w wypracowywaniu koncepcji bitwy warszawskiej. Należy jednak przypomnieć także na tych, którzy faktycznie i niezależnie od siebie wpadli na pomysł, jak powstrzymać Armię Czerwoną. Jeden z nich był pułkownik Tadeusz Piskor, szef oddziału III (operacyjnego) Sztabu Naczelnego Wodza, który opracował "Ogólną instrukcję obronną". Drugi - generał Edward "Śmigły" Rydz przekazał Piłsudskiemu, że będzie w stanie przerzucić swoje wojska z Małopolski na Mazowsze. Ich zasługi są dziś znane jedynie historykom. Warto je przypomnieć, gdyż, jak widać, zwycięstwo w 1920 roku miało wielu ojców.

Rozmawiał Tomasz Stańczyk

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego partnerem jest PKN Orlen.


Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita