W wyniku zatrucia się siarkowodorem w nowej przepompowni ścieków na Osowej Górze w Bydgoszczy śmierć poniosło siedem osób.

Zdjęcie

W wyniku zatrucia zmarło siedem osób /Andrychowski i Mark Carrot /Fotonova
W wyniku zatrucia zmarło siedem osób
/Andrychowski i Mark Carrot /Fotonova

Jak relacjonowały "Kulisy", "siarkowodór wypłynął z kanałów, spływał nimi nad powierzchnię ścieków, z bliżej nieznanego źródła".

"Gaz wypełnił przepompownię około piątkowego popołudnia. Jakie było wtedy stężenie, trudno powiedzieć, pomiary wykonano dopiero nazajutrz po katastrofie i ilość gazu w powietrzu przekraczała jeszcze czternastokrotnie dawkę śmiertelną" - czytamy w ocenzurowanej przez władzę relacji, dla której katastrofa była niewygodna ze względów propagandowych.

Reklama

W wyniku zatrucia siarkowodorem, który wnika do organizmu nie tylko przez płuca, ale również bezpośrednio do krwi przez pory skóry, śmierć poniosło siedem osób. Dodatkowo, wiele osób hospitalizowano. W efekcie zatrucia wielu z nich już nigdy nie powróciło do pełnej sprawności.

"W tej katastrofie - jak w soczewce - widoczna jest przede wszystkim komunistyczna bylejakość. Pracownicy nie wiedzieli, że może ich spotkać tragedia; nikt ich nie wspierał, nie dbał o ich bezpieczeństwo i higienę pracy. Nie było elementarnej wiedzy, jak udziela się pomocy w atmosferze toksycznej. Lekarze, sanitariusze i sanitariuszki, którzy przybyli na miejsce katastrofy też nie byli poinformowani o zagrożeniu, (...) bez specjalistycznego sprzętu sami ryzykowali utratę życia. Technologia i organizacja pracy zaszwankowała w tamtej sytuacji na całej linii" - ocenił Bartłomiej Siwiec w felietonie opublikowanym na stronie "Bydgoskiego Informatora Kulturalnego".

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:Bydgoszcz