Kopalnia "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu-Zdroju była pierwszym zakładem, w którym do strajkujących przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego górników funkcjonariusze ZOMO strzelali z broni palnej. Rannych zostało czterech górników, piątego pracownika kopalni zomowcy pobili do nieprzytomności.

Zdjęcie

Pafifikacja kopalni "Manifest Lipcowy" 15 grudnia 1981 r. - zdejęcie ze zbiorów Społecznego Komitetu Pamięci Górników Poległych 16 Grudnia 1981 r. /IPN
Pafifikacja kopalni "Manifest Lipcowy" 15 grudnia 1981 r. - zdejęcie ze zbiorów Społecznego Komitetu Pamięci Górników Poległych 16 Grudnia 1981 r.
/IPN

Jastrzębska kopalnia "Manifest Lipcowy" przeszła do historii już latem 1980 r. Tu wybuchł pierwszy w śląskich kopalniach strajk, będący wyrazem solidarności z robotnikami Wybrzeża. Było to wydarzenie niezwykle ważne dla przebiegu sierpniowych protestów 1980 r., ponieważ Śląsk uchodził w oczach władz PRL-u za ich bastion, o którego pomyślność szczególnie mocno dbał I sekretarz KC PZPR Edward Gierek.

Bunt wydarzył się w sposób nagły i nieplanowany, na nocnej zmianie 28 sierpnia 1980 r. Przyczyną protestu było grubiańskie zachowanie dyrektora przedsiębiorstwa Władysława Dudy, który widząc dyskutujących o sytuacji w kraju górników, zaczął ich wyzywać i obrażać.

Reklama

Protest rozlał się błyskawicznie. Nie zapobiegł mu błyskawiczny przyjazd do "Manifestu" ministra górnictwa Włodzimierza Lejczaka i jego zastępcy Mieczysława Glanowskiego. W nocy strajkowało już około 1000 górników, rano dołączyła do nich kolejna zmiana. Dyrektora Dudę wyprowadzono przed kopalnię i już do niej nie wrócił.

Choć działający bez wcześniejszego planu, górnicy z "Manifestu Lipcowego" świetnie się zorganizowali. Przedsiębiorstwo znalazło się pod ich kontrolą. Do protestów dołączyły inne okoliczne kopalnie, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy.

3 września 1980 w kopalni "Manifest Lipcowy" podpisane zostały porozumienia z rządem PRL. W porozumieniach jastrzębskich władze komunistyczne zgodziły się na likwidację czterobrygadowego systemu pracy (który wiązał się z pracą siedem dni w tygodniu) oraz na wprowadzenie wolnych sobót i uznanie pylicy za chorobę zawodową górników.

Największa tragedia stanu wojennego

Od milicyjnych kul zginęło dziewięciu górników, a kilkudziesięciu innych zostało rannych. 16 grudnia mija 33. rocznica pacyfikacji katowickiej kopalni Wujek - największej tragedii stanu wojennego. czytaj więcej

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. górnicy z "Manifestu Lipcowego" zdecydowali się na ogłoszenie strajku. Komitet strajkowy, któremu przewodził Jan Bożek, zawiązał się 14 grudnia. W kopalni zabarykadowało się około 2 tys. protestujących.

15 grudnia 1981 r. od rana do górników docierały informacje o pacyfikacjach pobliskich kopalń "Jastrzębie" i "Moszczenica". O godz. 11 uzbrojone oddziały milicji, ZOMO i wojska, wyposażone w broń palną, pojazdy bojowe i czołgi, rozpoczęły szturm na "Manifest Lipcowy". Pacyfikacją kopalni dowodził płk. Kazimierz Wilczyński.

Pierwsza próba przedarcia się czołgami na teren kopalni nie udała się. Atakujący ponawiali próby, stosując przy tym petardy i gaz łzawiący. O 11.45 strzały w stronę górników oddał Pluton Specjalny ZOMO - 16-osobowy oddział, uzbrojony w ostrą amunicję.

Czterech górników zostało rannych: Zdzisław Kraszewski, Franciszek Gąsiorowski, Bogusław Tomaszewski, Czesław Kłosek. Karetki pogotowia zostały do nich dopuszczone dopiero po 50 minutach. "Rannych przewieziono do szpitala górniczego w Jastrzębiu, kule wyjęte z ran operowanych górników zabrała SB" (za: Encyklopedia Solidarności). Podczas wieloletniego procesu funkcjonariuszy Plutonu Specjalnego ZOMO, udało się ustalić, że w kierunku górników z "Manifestu Lipcowego" zomowcy wystrzelili 57 pocisków.

Do szpitala trafił również brutalnie zmasakrowany przez ZOMO Zdzisław Dudek (członek straży kopalnianej, który nie chciał wpuścić do budynku funkcjonariuszy zajmujących pozycje do strzelania w kierunku strajkujących) oraz siedmiu innych górników.

Po zorientowaniu się, że ZOMO strzela do protestujących z ostrej amunicji, górnicy postanowili zakończyć strajk i po uzgodnieniu z dowództwem oddziałów pacyfikujących, opuścili kopalnię.

Do rozbicia protestu w "Manifeście Lipcowym" władze stanu wojennego użyły ponad 1,7 tys. milicjantów, funkcjonariuszy ZOMO i SB oraz żołnierzy, 30 czołgów, 15 wozów bojowych i 4 armatek wodnych.

Wieczorem 15 grudnia płk Jerzy Gruba, odpowiedzialny za likwidacje strajków na Śląsku, meldował o "oczyszczeniu" dziewięciu kopalń. Do "oczyszczenia" na następny dzień wyznaczona została kopalnia "Wujek" w Katowicach.

Pacyfikacja kopalni "Wujek"

liczba zdjęć: 15

16 grudnia 1981 r. Pluton Specjalny ZOMO - ten sam, co w "Manifeście Lipcowym" - zabił dziewięciu górników z kopalni "Wujek".

23 grudnia 1981 r. atak czołgów i desant ze śmigłowców doprowadził do zakończenia strajku w "Hucie Katowice". W Wigilię wygasł strajk w kopalni "Ziemowit", a 28 grudnia najdłużej trwający w kopalni "Piast".

Górnicy w "Manifeście Lipcowym" wstrzymali pracę jeszcze 15 sierpnia 1988 r. i zakończyli protest 3 września - jako ostatni z zakładów, który brał udział w letniej fali strajków roku 1988. Do zakończenia protestu przyjechał ich namawiać Lech Wałęsa, przyznając, że odbył spotkanie z gen. Czesławem Kiszczakiem i jest zdecydowany szukać porozumienia z władzami PRL. W gorącej atmosferze górnicy zagrozili, że lidera "Solidarności" i towarzyszącego mu ks. Henryka Jankowskiego wywiozą na taczkach. Po telefonicznej rozmowie z gen. Kiszczakiem Wałęsa zaręczył, że uzyskał dla strajkujących gwarancje bezpieczeństwa. Okazało się to nie być prawdą - po 3 września 1988 r. protestujących górników spotkały represje.

Dawna kopalnia "Manifest Lipcowy" nosi obecnie nazwę "Zofiówka".

NH

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza