"Proces był absurdalny, zarzuty nie miały związku z rzeczywistością" – tak pokazowe postępowanie sądowe przeciwko twórcom antykomunistycznego Radia "Solidarność" wspominała skazana procesie Zofia Romaszewska. Poza nią wyroki usłyszeli jej mąż Zbigniew Romaszewski oraz inni organizatorzy podziemnej rozgłośni.

Zdjęcie

Pomimo aresztowań i procesu rozwoju podziemnego radia nie udało się już zatrzymać /Leszek Kasprzak /Agencja FORUM
Pomimo aresztowań i procesu rozwoju podziemnego radia nie udało się już zatrzymać
/Leszek Kasprzak /Agencja FORUM

Komuniści, do walki z solidarnościową rozgłośnią, zaangażowali nie tylko funkcjonariuszy bezpieki, ale również wojsko, które polowało na nadajniki radia za pomocą urządzeń szpiegowskich stosowanych przez specjalistyczne Biuro Radiokontrwywiadu.

Działania SB były wspierane również przez specjalistów z Wojskowej Akademii Technicznej i Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a później również i enerdowską Stasi.

Reklama

Początki radia podziemnego w Warszawie

Brak dostępu do środków masowego przekazu przez NSZZ „Solidarność” był w latach 1980-1981 jednym z najważniejszych punków zapalnych w relacjach z władzami, które dopuszczały dostęp Związku do prasy, ale utrzymywały blokadę informacyjną w radio i telewizji. Stąd też niektóre Komisje Zakładowe... czytaj więcej

Pomimo tego, liczącej kilkanaście osób redakcji Radia "Solidarność", udało się rozmieścić nadajniki nie tylko w Warszawie, ale też w Poznaniu, Gdański i w Krakowie.

Niestety, intensywne śledztwo i aktywność agenturalna esbeka Sławomira Miastowskiego, który działał w solidarnościowych szeregach, doprowadziła do licznych aresztowań redakcji Radia "Solidarność".

5 lipca 1982 roku esbecy zatrzymali m.in. Zofię Romaszewską. Jej mąż zdołał uciec, ale nie na długo - został zatrzymany 29 sierpnia.

Radio Solidarności Walczącej

Niezależne radio było jednym z największych sukcesów podziemia lat 1982-1989. Jego główne znaczenie polegało na możliwości dotarcia do przeciętnego odbiorcy, nie zawsze mającego bezpośredni dostęp do "bibuły" czy innych form działalności podziemnej. Radio rozszerzało więc zasięg... czytaj więcej

Proces przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego przeciwko Romaszewskim oraz innym osobom związanym z radiem "Solidarność" rozpoczął się 24 stycznia 1982 roku. Na ławie oskarżonych zasiedli również Jacek Bąk, Danuta Jadczak, Anna Owczarska, Zbigniew Pietrzak, Irena Rasińska, Marek Rasiński, Zofia Romaszewska, Zbigniew Romaszewski i Dariusz Rutkowski

Zbigniew Romaszewski został skazany na cztery i pół roku (prokuratura żądała ośmiu lat więzienia), a jego żona na trzy lata pozbawienia wolności. Pozostałym oskarżonym wymierzono kary od 7 miesięcy do 2,5 roku więzienia.

"Rzekomo próbowaliśmy obalić siłą ustrój PRL-owski. Natomiast drugi zarzut dotyczył przynależności do zdelegalizowanego związku zawodowego 'Solidarność'. [...] Proces był absurdalny, zarzuty nie miały związku z rzeczywistością. W moim przypadku np. były bardzo wielkie dociekania, czy to jest na pewno mój głos, czy nie. Nasz kolega z Politechniki Wrocławskiej przekonywał podczas procesu, że tego absolutnie nie można ustalić, stwierdził również, że on w nagraniu wyraźnie rozpoznaje akcent środkowopolski czy kielecki. W ogóle to był niezły spektakl" - wspominała Zofia Romaszewska.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza