Na kilkadziesiąt godzin przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Łodzi, Niemcy z barbarzyńską bezwzględnością wykonali rozkaz obbergruppenführera Wilhelma Koppe o likwidacji wszystkich więźniów na terenie okupowanej Polski.

Zdjęcie

Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu" /INTERIA.PL
Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu"
/INTERIA.PL

W związku z militarnymi sukcesami Sowietów, wycofujący się Niemcy otrzymali rozkaz ewakuacji lub wymordowania więźniów w miastach, do których zbliżała się Armia Czerwona. Wyraźnie zaznaczono, że więźniów nie można wyzwolić.

Rozkaz wydany przez Koppe w nieludzki sposób wykonano 17 stycznia 1945 roku w łódzkim więzieniu Radogoszcz, które znajdowało się na terenie byłej fabryki włókienniczej Samuela Abbego, a w którym przebywało wówczas ponad 1,5 tysiąca więźniów.

Reklama

Jak w "Radogoszcz więzienie policyjne w latach 1939-1945" pisał Henryk Siemiński z Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, na początku Niemcy wkroczyli do cel na parterze, gdzie strzelali do więźniów i zabijali ich bagnetami.

Po rzezi wkroczyli na III piętro. Tam nakazano zbiegać więźniom schodami w dół. Na klatce czekał na nich jednak karabin maszynowy, z którego Niemcy strzelali do wybiegających z celi. Ci, którym udało się uniknąć kul, zawrócili. Wtedy ogień otworzyli czekający na nich wachmani.

Następnie Niemcy przystąpili do mordowania więźniów z I i II piętra. Sytuacja uległa zmianie, gdy zdesperowani więźniowie z III piętra rzucili się na oprawców. Całe ich uzbrojenie stanowiły deski i cegły. Pomimo tego Niemcy rzucili się do ucieczki.

Zdjęcie

Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu" /INTERIA.PL
Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu"
/INTERIA.PL

Po kilku godzinach od rozpoczęcia masakry, Niemcy postanowili wysadzić budynek. Do wybiegających z płonącego więzienia strzelano. Masakrę przeżyło tylko około 25 więźniów, którzy dostali się na dach i przeskoczyli na sąsiednie budynki albo ukryli się w rezerwuarze z wodą.

"Przybyliśmy na miejsce, gdy ciała zamordowanych nie przestały jeszcze dymić. Ogień już ustał, a czerwona cegła ruin straszyła z daleka. Setki zwłok ludzkich zalegały teren. Twarze ofiar zbrodni wykrzywione były okropnym bólem i zamarłym krzykiem grozy, a tych oczu nie zapomni nikt, kto patrzył wtedy na to piekło na ziemi" - wspominał Arkadiusz Sitek w "Radogoszcz więzienie policyjne w latach 1939-1945", który był na miejscu zbrodni już po ucieczce Niemców.

Zdjęcie

Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu" /INTERIA.PL
Fragment Polskiej Kroniki Filmowej "Na szlaku zbrodni. Więzienie w Radogoszczu"
/INTERIA.PL

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:Radogoszcz