Mieszkańcy PRL doczekali się scen rodem z najlepszych komedii Stanisława Barei. Na ulicę wyszli milicyjni "inspektorzy do walki z nadużyciami w gospodarce mięsnej".

Zdjęcie

Władysław Gomułka bał się "niewątpliwie poważnego zaostrzenia sytuacji" /Getty Images
Władysław Gomułka bał się "niewątpliwie poważnego zaostrzenia sytuacji"
/Getty Images

Po koniec lat 50. zeszłego stulecia ludowa Polska zmagała się z ogromnymi problemami na rynku żywnościowym. Deficyt dotyczył przede wszystkim mięsa, przetworów mięsnych i tłuszczów zwierzęcych.

Władysław Gomułka i ekipa rządząca zareagowało na kryzys żywieniowy listem z 5 października 1959 roku do Nikity Chruszczowa, w którym towarzysz "Wiesław" błagał Moskwę o błyskawiczne dostarczenie kilkunastu tysięcy ton mięsa.

Reklama

Natomiast 18 października wprowadzono średnio 25-procentową podwyżkę cen na mięso, przetwory mięsne i tłuszcze. To miało zniechęcić Polaków do spożywania mięsa.

Gomułka miał jednak świadomość, że nawet tak drastyczne podwyżki nie rozwiążą problemu. "Jeśli natychmiast po podwyżce cen nie zabezpieczymy sieci handlowej w mięso i tłuszcz (...) nastąpi niewątpliwie poważne zaostrzenie sytuacji" - alarmował "bratni" Kreml.

Wcześniej podjęto jeszcze inne kroki mające na celu ograniczenie spożycia mięsa. Ministerstwo Handlu Wewnętrznego, poza ograniczeniem sprzedaży mięsa, zakazało podawania potraw mięsnych w poniedziałki (tak zwane "bezmięsne poniedziałki"). W restauracjach nie można było zjeść potrawy z mięsa, a w sklepach - jeśli były - sprzedawano wyłącznie podroby, salcesony, kaszanki, słonina i smalec.

Reżim użył wszelkich możliwych sił, by przypilnować "bezmięsnych poniedziałków". W ramach Milicji Obywatelskiej utworzono "inspektoraty do walki z nadużyciami w gospodarce mięsnej".

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza