Po wyborach z lutego 1947 roku komuniści błyskawiczne przystąpili do przejęcie kontroli nad prywatnym handlem. Władza nie ukrywała intencji i określała proces deprywatyzacji iście militarnym sformułowaniem "bitwy o handel".

Zdjęcie

O tak zaopatrzonych sklepach Polacy mogli pomarzyć (zdjęcie ilustracyjne) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
O tak zaopatrzonych sklepach Polacy mogli pomarzyć (zdjęcie ilustracyjne)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Komuniści mieli naprawdę sporo do wygrania w tej "bitwie", bo jeszcze na początku 1947 roku sektor prywatny miał ponad 80 procent udziału w handlu. Tłumacząc działania problemami z zaopatrzeniem, czemu rzekomo miało skutecznie zapobiec poddanie handlu ścisłej kontroli państwa, 2 czerwca 1947 roku Sejm przyjął restrykcyjne ustawodawstwo uderzające w sektor prywatny.

Były to zaproponowane przez Hilarego Minca - paradoksalnie syna zamożnego kupca - ustawy w sprawie zwalczania drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym, o obywatelskich komisjach podatkowych i lustratorach społecznych i o zezwoleniach na prowadzenie przedsiębiorstw handlowych i budowlanych.

Reklama

Za szczytnymi słowami nazw aktów prawnych kryły się poważne przeszkody dla prywatnych kupców, którzy mogli prowadzić działalność wyłącznie po uzyskaniu koncesji. Poza tym na handlowców nałożono wysokie opłaty, a władze miały prawo regulować nie tylko ceny, ale też i wysokość zysku.

Obok uregulowań wprowadzono również niezwykle dotkliwe sankcje. Za zbyt wysokie - zdaniem komunistów - ceny i zysk można było trafić na 5 lat do więzienia.

Przedsiębiorców prześladowała i dręczyła Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, która mogła ukarać nawet za zbytnie gromadzenie towarów. Ukarany handlowiec, który mógł stracić majątek i trafić na roboty przymusowe, nie miał prawnej drogi odwołania się od arbitralnej decyzji Komisji.

Za unormowaniami szła ostra kampania propagandowa, dzięki której na głównych wrogów Polaków wyrośli "spekulanci", "szkodnicy gospodarczy" czy "defraudanci". Tym samym - za sprawą komunistów - prywatni kupcy stali się w powojennej Polsce traktowani na równie z przestępcami.

Działania przyniosły oczekiwany skutek. Liczba prywatnych sklepów spadła z ponad 134 tysięcy w 1947 roku do około 78 tysięcy w 1949 roku. Efekty były jednak dramatyczne dla handlu, a Polacy zaczęli ustawiać się w kolejkach - jednym z symboli rządów komunistów. Co gorsza, upaństwowione sklepy oferowały niewielką liczbę towarów i do tego kiepskiej jakości. Jednocześnie partyjniacy, ubecy i milicjanci otrzymali prawo dostępu do dobrze zaopatrzonych sklepów dla władzy. Co w nich sprzedawano? Zwykli obywatele nie mogli się dowiedzieć, bo witryny tych sklepów były szczelnie zasłaniane firanami.

AW

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:Hilary Minc | "bitwa o handel"