Operacja nosiła kryptonim „Wildhorn III” - „Most nr. 3” - przeprowadziła ją załoga z 267 Dywizjonu RAF, której dowódcą był Nowozelandczyk George Culliford, a drugim pilotem i oficerem łącznikowym porucznik Kazimierz Szrajer z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia.

Zdjęcie

Polski korespondent wojenny ogląda resztki rakiety V-2, 1944 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Polski korespondent wojenny ogląda resztki rakiety V-2, 1944
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Na pokładzie samolotu Dakota (KG-477 "V") do kraju przylecieli: kpt. Kazimierz Bilski "Rum", por. Zdzisław Jeziorański "Zych", ppr. Leszek Starzyński "Malewa" i mjr Bogusław Wolniak "Mięta". Przywieziono też pocztę i przesyłki.

Tym razem nie zrzucano skoczków - cichociemnych, samolot lądował na lądowisku "Motyl", położonym pomiędzy wsiami Wał-Ruda, Zabawa i Jadowniki Mokre w pobliżu Tarnowa. Z Polski zabierano do Wielkiej Brytanii części rakiety V-2 odnalezione w okolicach wsi Sarnaki, raport i dokumentację techniczną. Z kraju zabrano także do Brindisi we Włoszech pasażerów - odlecieli: Tomasz Arciszewski "Stanisław", por. Tadeusz Chciuk "Celt", por. Jerzy Chmielewski "Rafał", ppor. Czesław Miciński i Józef Rettinger.

Reklama

"Oni ocalili Londyn". Rocznica akcji V-2

70 lat temu, 20 maja 1944 roku, nad Bugiem w okolicach Mierzwic żołnierze Armii Krajowej przejęli pocisk V-2. czytaj więcej

Powrót nie odbył się bez przeszkód. Grunt był podmokły i maszyna ugrzęzła w błocie. Trzy próby startu nie powiodły się. W końcu postanowiono zabrać pilotów na kwatery, a samolot spalić.

Dramatyczną sytuację opisał w swoich wspomnieniach dowódca zabezpieczenia lądowiska kpt. Władysław Kabat ps. Brzechwa. "(...) Chłopcy weszli do samolotu. Wysadzili pasażerów. Wyrzucili spadochrony i ogołocili wnętrze maszyny ze wszystkiego. Sytuacja była niewesoła i naprawdę tragiczna".

Partyzanci zauważyli, że jedno koło minimalnie ruszyło z miejsca. Zdecydowano się na jeszcze jedną próbę.

"Przyniesiono też pośpiesznie deski i szczapy z lasu, które podłożono pod koła. Załadowano po raz trzeci "Gości" i pocztę, wrzucono pośpiesznie poplątane spadochrony i sprzęt wyładowany z Dakoty. Pilot ponawia start. Silniki nabierają pełnych obrotów i ryczą potężnie. Dakota drga i rusza z wolna. Nabiera pędu. Robi pętlę i unosi się. Gasną reflektory i maszyna poszybowała w daleką podróż".

Samolot przebywał na lądowisku 65 minut. We Włoszech samolot wylądował o 5.43 nad ranem. Cała akcja, łącznie z pobytem na ziemi w Polsce trwała 10 godzin i 15 minut.

AS

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza