27 grudnia 1984 r. Początek procesu o zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki

Niedziela, 27 grudnia 2015 (00:00)

Przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu rozpoczął się 27 grudnia 1984 proces zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Na ławie oskarżonych zasiadło czterech funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa: trzech wykonawców mordu i ich bezpośredni przełożony.

Zdjęcie

Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki - okolicznościowy transparent (archiwum fotograficzne Edwarda Hartwiga) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki - okolicznościowy transparent (archiwum fotograficzne Edwarda Hartwiga)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Proces wyreżyserowany przez ówczesne władze PRL odbywał się pospiesznie - w niespełna dwa miesiące po wyłowieniu 30 października 1984 r. ciała kapłana z Wisły.

Kapelana "Solidarności" - co nie podlegało wówczas i obecnie wątpliwości - 19 października 1984 r. uprowadziło trzech esbeków z departamentu do walki z Kościołem, podległego generałowi Czesławowi Kiszczakowi w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych PRL. Ci trzej: kapitan Grzegorz Piotrowski oraz porucznicy Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski, porwanego księdza zmasakrowali (oględziny ciała wykazały m.in. zmiażdżony język) i obciążone kamieniami ciało wrzucili do wody na tamie we Włocławku. Te fakty udało się ustalić. Czego wtedy i teraz nadal nie wiadomo, to kiedy i jak dokładnie zginął ksiądz Jerzy, a przede wszystkim: kto wydał rozkaz zabójstwa.

Reklama

3 listopada 1984 r. Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki

Zwłoki ks. Jerzego Popiełuszki, wyłowione z zalewu na Wiśle koło Włocławka, przewieziono do Białegostoku, gdzie w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej przeprowadzono sekcję. Następnie ciało przewieziono do Warszawy do kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. czytaj więcej

W procesie toruńskim na ławie oskarżonych - oprócz Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego - posadzono jeszcze Adam Pietruszkę, pułkownika SB i przełożonego morderców. Pospieszne zwołanie procesu sądowego zabezpieczyć miało resort bezpieczeństwa i inne agendy PRL-owskiego państwa przez szukaniem prawdziwych zleceniodawców.

Jak szybko rozpoczęty, tak też szybko proces toruński się zakończył. Wyroki na Pietruszkę (za podżeganie do przestępstwa dostał 25 lat), Piotrowskiego (25 lat), Pękalę (15 lat) i Chmielewskiego (14 lat) zapadły już 7 lutego 1985 r. Więcej winnych ani w PRL-u, ani w III RP nigdy nie osądzono.

Reżyserom procesu toruńskiego zależało nie tylko na szybkim zamknięciu sprawy i na ograniczeniu kręgu osób z nią związanych (stąd m.in. sąd tak konstruował pytania, aby oskarżeni w końcu zeznawali do protokołu, że żadnych instrukcji ani nacisków z wyższego szczebla bezpieki nie odbierali).

Najbardziej haniebnym zabiegiem zastosowanym przed sądem w Toruniu, była próba postawienia na równi zabójców z ich ofiarą. Co gorsza, takie inwektywy formułowali nie tylko sądzeni esbecy, ale nawet prokurator, który ich formalnie oskarżał.

"Ekstremalna postawa księdza Jerzego Popiełuszki zrodziła nie mniej szkodliwą ekstremę, której produktem są odrażające zbrodnie będące przedmiotem osądu w niniejszej sprawie" - oznajmił prokurator Leszek Pietrasiński w mowie "oskarżycielskiej", dorzucając ponadto, że kapelan "Solidarności"... "siał nienawiść, lżył, poniżał, szydził, wzywał do niepokojów społecznych".

Zdjęcie

Proces zabójców ks. Jerzego Popiełuszki przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu. Na ławie oskarżonych: z lewej Grzegorz Piotrowski, za nim Waldemar Chmielewski, w środku Leszek Pękala, z prawej Adam Pietruszka. /Grzegorz Roginski /Agencja FORUM
Proces zabójców ks. Jerzego Popiełuszki przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu. Na ławie oskarżonych: z lewej Grzegorz Piotrowski, za nim Waldemar Chmielewski, w środku Leszek Pękala, z prawej Adam Pietruszka.
/Grzegorz Roginski /Agencja FORUM

Przy pełnej blokadzie informacyjnej i zmasowanej kampanii propagandowej reżimu PRL, którą firmował rzecznik rządu Jerzy Urban, obrony godności księdza Jerzego podjęli się oskarżyciele posiłkowi, dopuszczeni do udziału w procesie: Jan Olszewski, Krzysztof Piesiewicz, Edward Wende i Andrzej Grabiński.

"Nie można stawiać znaku równości między tym, dla którego narzędziem działania było słowo, a tymi, których narzędziem była pętla i pałka. Takiego zrównania nie przewiduje prawo żadnego współczesnego cywilizowanego kraju" - powiedział mecenas Olszewski.

"Mord pozostaje mordem, bez względu, na jakie racje powołuje się morderca. Oskarżeni uznali, że stawiając się ponad, mają prawo być (z sobie znanych powodów) i oskarżeniem, i sądem, i katem. Przed ich sądem nie było jednak obrońcy. (...) Stali się nie tylko oskarżycielami i katami księdza, ale i oskarżycielami swych przełożonych, których akcept, gdyby dać im wiarę, mieli mieć. Usprawiedliwiają zbrodnię zadaniami stawianymi im w ramach służbowej działalności... I w tym sensie oskarżeni stali się oskarżycielami również resortu, w którym byli zatrudnieni" - wskazywał wprost mecenas Wende.

Zwierzchnicy morderców - generałowie SB Zenon Płatek i Władysław Ciastoń (zastępca Kiszczaka) nie zasiedli na ławie oskarżonych w Toruniu, ale niebawem po procesie przesunięto ich na placówki dyplomatyczne za granicą. W III RP również nie doszło do ich skutecznego skazania.

Zdjęcie

3 listopada 1984 r. Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki (archiwum Edwarda Hartwiga)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Pękala wyszedł z więzienia w 1990 r., Chmielewski w 1993 r., Pietruszka w 1995 r., a Piotrowski w 2001 r.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko w 2010 r. został ogłoszony błogosławionym i jest wspominany 19 października, w dniu, w którym oprawcy z SB wykonali na nim wyrok śmierci.

NH

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza