Komuniści doskonale zdawali sobie sprawę z mocy oddziaływania filmów na obywateli. Nic zatem dziwnego, że repertuar kin znajdował się pod czujną lupą peerelowskich cenzorów.

Zdjęcie

Zachodnie filmy mogły być niezrozumiałe dla widza z prowincji /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Zachodnie filmy mogły być niezrozumiałe dla widza z prowincji
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Na początku lat 50. podjęto próbę odcięcia polskiego widza od imperialistycznych produkcji filmowych - zwłaszcza tych amerykańskich. Miały one - jak czytamy w projekcie uchwały Biura Politycznego KC PZPR w sprawie kinematografii z 1950 roku - stanowić "oręż propagandy w celu odciągnięcia uwagi społeczeństwa od toczącej się walki klasowej, w celu uśpienia jego czujności i zatruwania go ideologią wrogą klasie robotniczej i socjalizmowi".

Postanowiono również, że "film w Polsce Ludowej winien stać się najbardziej czułym i skutecznym instrumentem w rękach władzy ludowej w kształtowaniu świadomości społeczeństwa".

Reklama

Zalecano również "zwiększenie czujności w doborze repertuaru filmów zagranicznych, szersze upowszechnianie filmów wychowawczych, użytecznych społecznie, zwłaszcza filmów produkcji Związku Radzieckiego i Krajów Demokracji Ludowej".

Tym samym priorytetowe było prezentowanie filmów wyprodukowanych w krajach socjalistycznych, a te z bloku kapitalistycznego wyświetlano "jedynie w wypadku uznania ich oddziaływania za społecznie pożyteczne".

Rzeczywiście, jak pokazują statystyki, filmy zza Żelaznej Kurtyny stanowiły nikły procent repertuaru kinowego. Co więcej, w kinach wiejskich kinematografia imperialistyczna była w zupełnym odwrocie. Powód? Jak argumentowano, zachodnie filmy mogły być niezrozumiałe dla widza z prowincji.

Po październiku 1956 roku liczba zagranicznych produkcji w peerelowskich kinach znacząco wzrosła. Na przykład w 1957 roku stanowiły one aż 71 procent repertuaru (88 filmów), a rok później 61 procent (94 filmy).

Do roku 1961 procent imperialistycznych filmów w kinach nie spadał poniżej 50, spychając produkcje demokracji ludowych na drugi plan. To oczywiście musiało się spotkać z reakcją władz.

31 marca 1961 roku minister kultury i sztuki Tadeusz Galiński wprowadził rozporządzenie w sprawie repertuaru filmowego w kinach. Na jego mocy liczba wyświetlanych filmów państw socjalistycznych nie mógł spaść poniżej 50 procent wszystkich filmów. Jeszcze dotkliwiej potraktowano miejscowości, gdzie znajdowało się jedno kino. Tam filmografia demokracji ludowej musiała wynosić co najmniej 60 procent. Żywo przypomina to współczesne unijne dyrektywy dotyczące procentu europejskich produkcji w telewizjach publicznych.

AW

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza