"Ostatni tabor" Jolanty Drużyńskiej to opowieść o polskich Romach i peerelowskim zakazie wędrówek. Decyzja władz państwowych, wynikająca ze stalinowskich zamiarów poddania społeczeństwa totalnej kontroli, doprowadziła do zepchnięcia wspólnot cygańskich na margines życia społecznego i ekonomicznego.

Zdjęcie

Cyganie na tle wozu - zdjęcie z okresu międzywojennego /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Cyganie na tle wozu - zdjęcie z okresu międzywojennego
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Spośród czterech głównych szczepów cygańskich mieszkających w Polsce trzy, choć w różnych okresach i z różnym natężeniem, były szczepami wędrującymi. Najwcześniej, już w wieku XV i XVI, przybyli na ziemie polskie Cyganie należący do grupy Polska Roma, nazwani przez cyganologa Ficowskiego Cyganami nizinnymi. Koczowniczy tryb życia prowadzili pochodzący z terenów Rumunii i Mołdawii Kełderasze, "wyjątkowo ruchliwi i przedsiębiorczy", uprawiający tradycyjne rzemiosła cygańskie, przede wszystkim kotlarstwo. Mieli ciężkie wozy przypominające te cyrkowe, które służyły im jako swoiste mieszkania w miejscach dłuższych postojów, czasem przewożone ciągnikiem czy pociągiem. Do wędrówki używali wozów lżejszych, ciągniętych przez konie.

Podobnie podróżowali po Polsce bliscy Kełderaszom Lowarzy, wywodzący się najprawdopodobniej z terenów Węgier, oraz Cyganie ze wschodu, Chaładytka Roma. Z rzadka przemieszczali się natomiast prowadzący od wieków zdecydowanie osiadły tryb życia polscy Cyganie wyżynni zwani Cyganami karpackimi lub Bergitka Roma. Wędrowała także - niewielka na terenach polskich - Sinti, pokrewna Romom grupa przybyła z Niemiec, związana wcześniej także z terenami dawnego zaboru pruskiego czy tzw. Ziemiami Odzyskanymi przyłączonymi do Polski w 1945 roku.

Reklama

Jolanta Drużyńska "Ostatni tabor. Jak władza ludowa zakazała Cyganom wędrowania" Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015

- Ja nie miałem rodzinnego wozu - mówi Sinto Karol Gierliński. - Miałem swój wóz. Najpierw lekki, typu ostrowskiego, które produkowane były w Ostrowie Wielkopolskim, a później, ze względu na to, że mój wujek pracował w cyrku, kupiłem sobie duży wóz cyrkowy. Mój wóz przypominał trochę mieszkanie - kawalerkę, no może tylko ciut bardziej egzotycznie urządzoną. Czasem było w nim bardzo tłoczno, a czasem byłem tylko ja. Miałem też konia, ale bardziej był on do ozdoby, bo gdy chciałem się przemieszczać, to przeważnie wynajmowałem traktor. Jeździłem do 1968 roku. Udawało się, ale już po wojnie dochodziły do nas sygnały o przymusowym osiedleniu. Mieliśmy kontakty z Romami z Czechosłowacji i ze Związku Radzieckiego, gdzie ten nakaz wprowadzono wcześniej i bardziej rygorystycznie. W Czechosłowacji krnąbrnych zamykano w obozach pracy. Pierwszym takim sygnałem był dekret z 1952 roku.

* * *

Sobota 24 maja 1952 roku miała się stać dla polskiej społeczności Romów datą przełomową. Niewiele się działo tego dnia. Kroniki odnotowały jedynie pierwsze posiedzenie prezydium powołanej dekretem prezydenta Bolesława Bieruta Polskiej Akademii Nauk, która kończyła działalność istniejącej od lat 70. XIX wieku Polskiej Akademii Umiejętności.

Jednak tego dnia zebrało się także pod przewodnictwem premiera Józefa Cyrankiewicza Prezydium Rządu. W jego skład wchodzili Władysław Gomułka, Antoni Korzycki, Aleksander Zawadzki, Hilary Minc, Hilary Chełchowski i Stefan Jędrychowski. Głosowano kilkadziesiąt uchwał regulujących najrozmaitsze aspekty życia Polaków. Uchwałą nr 438 określono liczbę członków prezydiów wojewódzkich rad narodowych, podpisano uchwałę w sprawie gospodarki makulaturą, uposażenia przewodniczących, zastępców przewodniczących i sekretarzy prezydiów rad narodowych oraz w sprawie premiowania pracowników "wykonawstwa budowlanego za terminowe oddanie obiektów do użytku". Uchwała nr 441 określała powierzchnię lokalów biurowych, a nosząca numer 424 powoływała Radę Czytelnictwa i Książki.

Tego dnia Prezydium Rządu podjęło też uchwałę mającą, mimo postępowego brzmienia, radykalnie zmienić wielowiekową tradycję i kulturowe przyzwyczajenia tysięcy polskich Romów.

Zdjęcie

Jolanta Drużyńska "Ostatni tabor" Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015 /materiały prasowe
Jolanta Drużyńska "Ostatni tabor" Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015
/materiały prasowe

Uchwała nr 452 - "W sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb życia" - miała na celu "stworzenie jej odpowiednich warunków rozwoju społecznego, gospodarczego i kulturalnego oraz udziału w realizacji państwowych zadań gospodarczych". Zobowiązywała prezydia rad narodowych wszystkich szczebli, aby "na terenach, gdzie przebywają Cyganie, [rozwinęły] szeroką akcję wychowawczego działania na ludność cygańską w kierunku porzucenia przez nią koczowniczego trybu życia, a przejścia na tory produktywnego życia osiadłego".

W tych działaniach wspomagać je miały poszczególne ministerstwa. Ministerstwo Oświaty miało zapewnić dzieciom cygańskim dostęp do szkół i organizowanie "dla biedniejszych spośród nich materialnej pomocy w postaci książek i innych pomocy szkolnych, odzieży i obuwia", a także objęcie "nauczaniem wszystkich analfabetów wśród ludności cygańskiej". Ministerstwu Zdrowia nakazano prowadzenie działalności w "zakresie podniesienia stanu zdrowotnego i sanitarnego wśród ludności cygańskiej". Do zadań Ministerstwa Kultury i Sztuki należało otoczenie "opieką twórczości artystycznej i muzycznej, w szczególności przez kierowanie utalentowanej młodzieży cygańskiej do właściwych szkół artystycznych".

Ministerstwo Państwowych Gospodarstw Rolnych zobowiązano do "przyjścia z pomocą ludności cygańskiej przy jej osiedlaniu się w majątkach PGR (pomoc w zakresie urządzenia domowego oraz inwentarza żywego)". Ministerstwo Przemysłu Drobnego i Rzemiosła miało dodatkowo udzielić pomocy "w postaci narzędzi pracy, warsztatów przy zakładaniu spółdzielni wytwórczych (np. kotlarskich i innych - zwłaszcza na wsi)". Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej miało zadbać o otoczenie "opieką niezdolnych do pracy i potrzebujących opieki lub pomocy". I wreszcie Ministerstwo Rolnictwa, które zostało zobligowane do "uruchomienia ulgowych kredytów dla osiedlającej się ludności cygańskiej na indywidualnych gospodarstwach rolnych, na zakup żywego i martwego inwentarza oraz w zakresie rolniczego przeszkolenia tej ludności".

Z początkiem czerwca tekst uchwały i instrukcje dotyczące jej wykonania docierają do prezydiów wojewódzkich rad narodowych. Dwudziestego drugiego i dwudziestego trzeciego września Milicja Obywatelska przeprowadza tzw. Akcję "C" mającą na celu zewidencjonowanie wędrujących Cyganów. Jej wyniki trudno było uznać za zadowalające. Wedle szacunkowych danych pod koniec 1949 roku mieszkało w Polsce blisko 30 tysięcy Romów. Liczba zatrzymanych w wyniku wrześniowej akcji w 140 taborach nie była imponująca. Wynosiła niewiele ponad cztery tysiące obywateli. Blisko pięć tysięcy doliczono w trakcie kontrolowania Romów osiadłych. Wszystkich spisano, sfotografowano, pobrano odciski palców, wszystkim wydano odpowiednie dokumenty.

Niemająca precedensu, zwłaszcza w kontekście innych mniejszości narodowych czy etnicznych, akcja ewidencjonowania prowadzona była na specjalnych kartach DPA-1 aż do późnych lat 70.

Deklarowana daleko idąca pomoc państwa dla ludności cygańskiej pozostała głównie na papierze, chociaż w wielu miejscowościach rzeczywiście powstają stowarzyszenia kulturalno-oświatowe lub wspomagane państwowymi środkami zespoły artystyczne, m.in. zaczynająca swą karierę w Krakowie "Roma" czy działający wcześniej jeszcze w Lublinie jej poprzednik - Zespół Pieśni i Tańca Cyganów Mołdawskich Lacego Michaja. Udaje się założyć spółdzielnie produkcyjne, przeważnie kotlarskie, lecz działają one ze zmiennym szczęściem. Niektóre rodziny otrzymują mieszkania czy wolnostojące baraki. Rodzice rezygnujący z koczowniczego trybu życia zaczynają posyłać dzieci do szkół, ale to zaledwie garstka. Próba dekretowego wtłoczenia tak odmiennej kulturowo i obyczajowo społeczności w ramy administracyjno-prawne socjalistycznego państwa idzie opornie.

* * *

(...) Wędrowanie, koczownictwo stało się symbolem cygańskości. Ten mit wiecznego wędrowca, szczęśliwego wolnością, którą zapewnia niekończąca się włóczęga, zdaje się dziś jednoczyć wszystkich Cyganów, nawet tych, którzy z nomadyzmem niewiele mieli wspólnego. Pojawia się zarówno w hymnie cygańskim: "Wędrowałem długimi drogami/Napotkałem szczęśliwych Cyganów", jak i na fladze, gdzie na zielonym jak ziemia i niebieskim jak niebo tle widnieje czerwone koło od wozu, uniwersalny symbol wędrówki. Hymn i flaga ustanowione zostały podczas pierwszego światowego kongresu Romów, który odbył się w 1971 roku pod Londynem.

Śledząc dzieje Cyganów, nietrudno jednak zauważyć, że ten tak bardzo nas urzekający, a zaakceptowany przez nich samych mit Cygana wędrowca został tej społeczności narzucony.

Zdjęcie

Tabor cygański w okolicach Nysy (maj 1957 r.) /Wojciech Plewiński /Agencja FORUM
Tabor cygański w okolicach Nysy (maj 1957 r.)
/Wojciech Plewiński /Agencja FORUM

- Ta nasza wędrówka to była wielowiekowa tradycja - podkreśla Karol Parno Gierliński. - Ja miałem w rodzinie cyrkowców i często rozmawialiśmy na ten temat, bo życie cyrkowca też polega na ciągłym przemieszczaniu się. Nasze koczownictwo wynikało raczej z konieczności, jakie nam w Europie stworzono. Bo to Europa stworzyła nam etnos Cygana czy, mówiąc teraz poprawnie politycznie, Roma, chociaż dla mnie nie ma to akurat znaczenia. Tam, gdzie były warunki, gdzie mogliśmy się zatrzymać na dłużej, to myśmy zostawali na stałe. Nasze chęci do koczownictwa wzbudzały raczej różne dekrety antycygańskie. Więc można powiedzieć, że to wędrowanie, koczownictwo było już od początku wymuszone. Do dziś mamy całe wioski czy miasteczka na Bałkanach zamieszkane przez Romów, którzy już nie pamiętają, od którego pokolenia prowadzą osiadły tryb życia. Podobnie w Szwecji czy w Anglii nigdy nie było zakazu koczownictwa, a i tak większość prowadzi osiadły tryb życia.

Wędrowanie wymuszone było też przez tradycyjne zawody cygańskie. Bo też ilu kotlarzy, kowali czy nawet grajków i wróżbiarek mogło się utrzymać z tej profesji w jednej miejscowości? Tabory ustawiały więc swoje marszruty tak, by jedni drugim nie odbierali zarobku.

Mit koniecznej wędrówki powtarzany był także przez samych Cyganów, którzy i sobie, i innym to ciągłe "bycie w drodze" starali się jakoś wytłumaczyć. Bodaj najpopularniejszy wiąże się z Biblią i karą banicji. Sugerowano, że są potomkami Kaina i jako przeklęci przez Boga za zbrodnię ich protoplasty, skazani zostali na tułaczkę, nigdzie bowiem nie byli chętnie przyjmowani. Innym powodem ich ciągłej ucieczki były rozpowszechniane na Bałkanach przypowieści o tym, że Cyganie pochodzą z kazirodczego związku Chama i jego siostry, że ich wędrówka jest pokutą za nieupilnowanie Chrystusa przed porwaniem, bo upili się w gospodzie i zapomnieli o swoim zobowiązaniu, lub też za zrobienie na zamówienie rzymskich żołnierzy gwoździ do ukrzyżowania Jezusa.

(...)

- Tego i podobnych mu mitów nie wymyślili sami Cyganie - wyjaśnia Andrzej Mirga. - Powstały w Europie w średniowieczu i później. Tworzone przez księży czy katechetów, a nawet filozofów, próbowały wyjaśnić współczesnym genezę pochodzenia Cyganów i ich zwyczajów, a ponieważ jedyną płaszczyzną wyjaśniania historii świata była Biblia, również tam starano się odszukać wątki tłumaczące zachowanie tego ludu o odmiennej obyczajowości, który pojawił się na kontynencie. Tą drogą mit dotarł do Cyganów i z czasem został przez nich zaadoptowany. Przypowieści związane z Cyganami i Biblią odnaleźć można w greckich pieśniach wielkanocnych związanych z ukrzyżowaniem Chrystusa, ale notowane są w całej Europie, tej zachodniej, środkowej, aż po Finlandię.

Zarówno mity o wiecznym wędrowcu, restrykcyjne antycygańskie prawodawstwo wymuszające wędrowanie, przemieszczanie się związane z możliwością znalezienia zarobku, jak i utrwalony - co nie jest bez znaczenia - w literaturze, a potem w filmie motyw szczęśliwego, wolnego wędrowca Cygana, niemający często odzwierciedlenia w romskim życiu, zadomowiły się przez wieki tak w świadomości Cyganów, jak i gadziów. W tej sytuacji kolejny nakaz osiedlenia był przez tych pierwszych przyjmowany jako atak na ich kulturę i tradycję, dla tych drugich zaś stanowił wygodny argument przeciwko cygańskim włóczęgom niepoddającym się preferowanemu przez większość modelowi życia.

Uchwała nr 452 z 1952 roku kolejny raz pokazała Cyganom, że ich styl życia, wymuszony, ale też z konieczności akceptowany i afirmowany, musi się definitywnie zakończyć. W socjalistycznym kraju nie było miejsca dla wolnych wędrowców odbiegających zachowaniem od większości społeczeństwa. Kilkudziesięciotysięczna społeczność romska, która ocalała z wojennej zagłady, nijak nie mogła zaszkodzić ani wpłynąć na oblicze nowego państwa, ale nie mieściła się w portrecie jego zaangażowanego produkcyjnie i ideologicznie obywatela.

(...) Uchwała z 1952 roku, wbrew użytemu w niej słowu "pomoc", była represyjnym nakazem powielającym podobne w treści dokumenty sprzed stu i więcej lat i zmuszającym nieprzygotowaną cywilizacyjnie oraz kulturowo społeczność do natychmiastowej zmiany tradycyjnego sposobu bycia i do porzucenia języka. Bo przecież dla wędrujących Kełderaszy, Lowarów, Polskiej Romy czy Sinti wszystkie te elementy stanowiły o ich, chociaż wtedy tak jeszcze nienazywanej, etnicznej czy narodowej odrębności.

Dziś idealizowane opowieści o taborowym życiu są relacjami nie tylko o przeszłości, ale także o tym, co dla wędrownych Cyganów było najważniejsze - o rodzinnych więziach i tradycji wynikającej z romanipen.

(...) Lata 50., po wprowadzeniu uchwały o pomocy wędrownym Cyganom w przechodzeniu na osiadły tryb życia, to nieustające zmaganie się Romów z administracyjnymi nakazami wymuszanymi przez urzędników.

Nie pomogło powołanie zaraz po podjęciu uchwały w 1952 roku referatu do spraw ludności cygańskiej czy Pełnomocnika Rządu do spraw Osiedlenia Cyganów mających czuwać nad właściwym wypełnieniem przez lokalną administrację dyrektyw rządu, który dążył do jak najszybszego rozwiązania tzw. kwestii cygańskiej.

Doroczne sprawozdania prezydiów rad narodowych poszczególnych szczebli pełne są liczb, nazwisk a także - gdzie to możliwe - adresów zatrzymanych na ich terytorium Romów, ocen nastrojów panujących wśród ludności cygańskiej, ale także opinii miejscowej ludności na jej temat.

Z zachowanych dokumentów wyłania się obraz troskliwej władzy próbującej otoczyć opieką grupę etniczną, która wymyka się wizji obywatela socjalistycznego państwa. Urzędnicy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Poznaniu w sprawozdaniu z 1955 roku zapisują i analizują kolejne zalecenia władz centralnych, na przykład "udzielanie pomocy ludności [cygańskiej] w zakresie przydzielania zleceń na wykonywanie prac w poszczególnych zakładach, itp., zapewnianie tej ludności odpowiednich warunków mieszkaniowych, ułatwianie Cyganom uzyskiwania kwalifikacji zawodowych, ułatwianie dzieciom i młodzieży uczęszczania do szkół, a osobom starszym korzystania z kursów, ułatwianie ludności cygańskiej nabywania materiałów koniecznych do wykonywania prac kotlarskich..."

Zadania, które dobrze wyglądają na papierze, w rzeczywistości trudno częstokroć zrealizować.

Działająca w systemie nakazowo-rozdzielczym scentralizowana polska gospodarka nie może poradzić sobie z odbudową kraju po wojennych zniszczeniach. Kuleje transport publiczny, a budownictwo komunalne nie nadąża z oddawaniem mieszkań dla wchodzącego właśnie w dorosłe życie powojennego wyżu demograficznego. W tej sytuacji zapewnienie własnego lokum cygańskim rodzinom, i tak już niechętnie patrzącym na obowiązek osiedlenia się, jest praktycznie nie do wykonania.

W zasobach archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej znajdują się setki dokumentów dotyczących realizacji uchwały nr 452 z 24 maja 1952 roku. Sprawozdania przychodzące w następnych latach do odpowiedzialnego za nią Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW w Warszawie, mimo deklarowanego zazwyczaj przez lokalne władze optymizmu, pokazują, jak bardzo pomysły peerelowskich władz były oderwane od rzeczywistości.

Pod raportem kierownika Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z Olsztyna z 1955 roku mogłoby się podpisać wielu lokalnych wykonawców rządowych pomysłów.

"Jeśli chodzi o trudności w aktywizowaniu ludności cygańskiej - czytamy w tym dokumencie - to należy podkreślić, że przede wszystkim rozwiązanie kwestii mieszkaniowej dla tej ludności napotyka na wiele trudności - zwłaszcza w miastach, a tym samym zorganizowanie spółdzielń pracy, w których mogliby Cyganie być zatrudnieni w swoim zawodzie. Te trudności należałoby rozwiązać na szczeblu centralnym".

Tam jednak, gdzie udało się stworzyć warunki do powstania spółdzielni, też nie wszystko układało się pomyślnie. W powstałym w tym samym czasie w Łodzi raporcie z wykonania uchwały z 1952 roku przeczytać można m.in. o problemach Cyganów z odpowiednią zapłatą za wykonywaną pracę. Tak było w przypadku liczącej około 70 osób grupy Trojana Kwieka, która została zatrudniona w Spółdzielni "Kotlarz" w Łodzi.

"W rezultacie podpisania umowy w obecności przedstawicieli Związków Branżowych, kierownictwa spółdzielni i wydziału handlu wszyscy zostali zakwaterowani w Tuszyn-Lesie powiatu łódzkiego w willi nr 65, gdzie utworzono punkt usługowy. Cyganie - wyczytać można w sprawozdaniu - do pracy przystąpili z miejsca i pracowali bez przerwy do końca 1951 roku oraz częściowo z przerwami przez rok 1952. Przerwy w roku 1952 spowodowane były tym, że nie została ostatecznie ustalona cena za robociznę dla Cyganów. Po kilkunastu interwencjach w Ministerstwie Przemysłu Drobnego i Rzemiosła sprawa została uregulowana. W okresie swej pracy grupa ta wykonała ok. 250 m2 pobiału kotłów".

Zalecane w uchwale tworzenie spółdzielni nie wszędzie, rzecz jasna, było możliwe. Kierownik Wydziału Społeczno-Administracyjnego WRN w Koszalinie skarżył się, wskazując na bezradność miejscowych władz w tym względzie. "Na terenie województwa - pisze urzędnik - nie ma dotąd cygańskich spółdzielni pracy. Np. w powiecie Złotów grupy cygańskie [kotlarze] oświadczyły, że na terenie województwa koszalińskiego brak jest większych ośrodków przemysłowych i nie widzą dla siebie możliwości zarobków, a tym samym założenia spółdzielni kotlarskiej. Wiosną wyjechali rzekomo z zamiarem osiedlenia się i założenia spółdzielni w ośrodkach uprzemysłowionych [...]. Takie motywy podawały koczujące grupy cygańskie w powiatach Złotów, Bytów, Miastko, Drawsko [...]. Należy stwierdzić z całą obiektywnością - kończy sprawozdawca - że pomimo podejmowania w okresie ostatnich 6 lat (od 1952 do 1958 - przyp. J.D.) niejednej narady kierowników wydziałów społeczno-administracyjnych i dużego zainteresowania zagadnieniem ludności cygańskiej - na tym odcinku niestety nie osiągnięto większych rezultatów".

(...) Działaniom władz w sukurs idzie prasa. Niewinna na pozór recenzja z 1954 roku wydanej rok wcześniej książki Jerzego Ficowskiego Cyganie polscy wydobywa obok walorów tej pierwszej w polskiej cyganologii ważnej i obszernej publikacji także jej silne wątki propagandowe. J.A. Szczepański podkreśla w "Trybunie Ludu", że powstanie Polski Ludowej stało się dla Cyganów "początkiem nowej ery" i że za przykładem Związku Radzieckiego, gdzie jak stwierdza Ficowski, "bez przymusu w wyniku leninowskiej polityki narodowościowej Cyganie przeszli od włóczęgi do pracy, od ciemnoty i zacofania do oświaty i kultury", również w Polsce przystąpiono do akcji osiedlania Cyganów i dawania im możności wszechstronnego awansu społecznego. "Z całej książki Ficowskiego przebija przekonanie - pisze recenzent Szczepański - że uda się włączyć Cyganów do wspólnoty społecznej, że uda się ich produktywizacja, czy to w zakresie dziedzicznych talentów do kowalstwa (spółdzielnie kowalskie), czy chowu koni (wartościowa praca w stadninach remontowych). Jednym z przykładów udanej produktywizacji - podaje za cyganologiem recenzent - jest przytoczona przez Ficowskiego grupa Cyganów pracujących na budowie Kombinatu w Nowej Hucie, m.in. bracia Gaborowie i Walenty Gil, przodownik pracy odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi".

Wielu Cyganów należących do grupy Bergitka Roma ruszyło na sztandarową socjalistyczną budowę skuszonych możliwością dobrej pracy i zarobkami. Pojechał też Walek Gil z rodziną. Jego kowalskie umiejętności szybko dostrzeżono. Trafił do oddanej w hucie w sierpniu 1952 roku kuźni. Wkrótce został brygadzistą, a potem - jako przekraczającego przewidziane normy przodownika pracy - przedstawiono go do odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zdjęcie, które wtedy zrobił mu fotograf asystujący premierowi Cyrankiewiczowi w hucie, trafiło także na karty książki Ficowskiego. Mimo uznania dla swojej pracy Cygan z Jurgowa po kilku latach zabrał rodzinę i powrócił na Spisz. Czy powodem była tęsknota za górami? Być może, ale przede wszystkim, jak sam utrzymywał, "bandytka", która szerzyła się pośród ludzkiej zbieraniny ściągającej na budowę wielkiej huty.

Propagandowe wstawki w książce Ficowskiego, a co za tym idzie także w tekście recenzenta "Trybuny Ludu", były być może jednym z warunków wydania w stalinowskiej Polsce publikacji barwnie opisującej i wyjaśniającej cygańskie zwyczaje oraz kulturę, przybliżającej historię tę dawną i tę tragiczną, z ostatniej wojny.

W kolejnej publikacji Ficowskiego, a może tylko inaczej nazwanej i poszerzonej, która ukazała się w latach 60. pod tytułem "Cyganie na polskich drogach", nie znajdziemy już na szczęście tak nachalnej propagandowej retoryki.

Dwudziestego pierwszego lutego 1955 roku Departament Społeczno-Administracyjny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych rozsyła do powiatowych, miejskich i wojewódzkich rad narodowych zarządzenie nr II/426 dotyczące rejestracji ludności cygańskiej.

Trzy lata, jakie upłynęły od pierwszej tego typu akcji, pokazały, że objęła ona zaledwie część przebywających na terytorium Polski Cyganów. Obecna ma więc być koniecznym uzupełnieniem tej z 1952 roku, a jej celem, obok weryfikacji liczby koczujących rodzin, ma być także paszportyzacja, wydanie tymczasowych zaświadczeń tożsamości, aktów urodzenia, aktów małżeństwa. Oprócz tego prezydia powiatowych i wojewódzkich rad narodowych "winny wyznaczyć do tej pracy pracowników posiadających polityczne przygotowanie - czytamy w opatrzonym adnotacją »ściśle tajne« zarządzeniu - którzy w sposób przystępny potrafią wyjaśnić Cyganom potrzebę przejścia na osiadły tryb życia. Należy nakłaniać Cyganów, aby organizowali spółdzielnie pracy, zgłaszali się do pracy w zakładach przemysłowych, spółdzielniach produkcyjnych i w PGR-ach".

-----------------

Opublikowany fragment pochodzi z książki Jolanty Drużyńskiej "Ostatni tabor. Jak władza ludowa zakazała Cyganom wędrowania" Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015

Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii