Niemal do końca XIX wieku główną płaszczyzną, wokół której ogniskowało się życie polityczne Polaków, była sprawa niepodległości: drogi jej osiągnięcia, stosunki z zaborcami i starania o pomoc zewnętrzną

Zdjęcie

U zbiegu Czarnej i Białej Przemszy.Trójkąt Trzech Cesarzy - miejsce, gdzie w latach 1846-1915 zbiegały sie granice trzech państw zaborczych: Niemiec, Austro-Węgier i Rosji, fot. Czesław Datka, 1938 /Muzeum Śląskie /East News
U zbiegu Czarnej i Białej Przemszy.Trójkąt Trzech Cesarzy - miejsce, gdzie w latach 1846-1915 zbiegały sie granice trzech państw zaborczych: Niemiec, Austro-Węgier i Rosji, fot. Czesław Datka, 1938
/Muzeum Śląskie /East News

Nowe warunki życia narodu. Różnice ekonomiczne ziem polskich. Przemiany gospodarcze i społeczne

Likwidacja Księstwa Warszawskiego oraz potwierdzenie na kongresie wiedeńskim (1815) dominacji rosyjskiej nad Królestwem Polskim zmieniły w sposób zasadniczy warunki życia narodu.

Z jednej strony powstanie (1815) z inicjatywy cara Aleksandra I tzw. Świętego Przymierza, czyli sojuszu mocarstw zaborczych, do którego zaproszono także inne rządy, mającego strzec ustalonego porządku, utrudniło ‒ ze względu na uwikłania międzynarodowe ‒ wszelką walkę o niepodległość Polski, z drugiej zaś owa walka, idąca w parze z umacnianiem się świadomości narodowej, zresztą zarazem tę świadomość pogłębiająca, stawała się elementem codziennego bytu Polaków, a "sprawa polska" ‒ elementem życia politycznego Europy.

Reklama

Jerzy Topolski "Historia Polski" Wydawnictwo Poznańskie, 2015
Wszystkie warstwy ówczesnego społeczeństwa na co dzień stykać się musiały ze zwalczaniem przez państwa zaborcze jego dążeń niepodległościowych, dyskryminowaniem narodu polskiego, z obcymi wzorami życia kulturalnego i religijnego. To wywoływać musiało permanentny stan podrażnienia ‒ chęć zmiany, tendencję do przystosowania się i poszukiwania modus vivendi, do wrogości i lojalności. Dochodziły do tego własne wewnętrzne konflikty polskie, pojawiające się na tle różnych programów społecznych i politycznych oraz zmieniającej się struktury społeczeństwa.

Toczyły się spory o to, skąd czerpać wzory do niezbędnych procesów unowocześniania życia i do właściwego Polakom modelu cywilizacji, w jakimś stopniu naśladującego to, co działo się na Zachodzie, a w jakimś tworzącego własne rozwiązania.

Zdjęcie

Jerzy Topolski "Historia Polski" Wydawnictwo Poznańskie, 2015
/materiały prasowe

Rozwój nowych klas społecznych ‒ kapitalistów w przemyśle, rolnictwie, handlu oraz klasy robotniczej ‒ wprowadzał do życia społecznego i politycznego zaostrzanie się sprzeczności interesów i programów.

Ze względu na to, że w zaborze pruskim i rosyjskim, gdzie walka z polskimi dążeniami narodowymi była najsilniejsza, główne religie zaborców (protestantyzm i prawosławie) były inne aniżeli panująca w Polsce (katolicyzm), dokonywało się ponownie, przerwane procesami modernizacyjnymi okresu stanisławowskiego, utrwalenie jedności pojęciowej, łączącej polskość z katolicyzmem, który ‒ podobnie jak polskość ‒ znalazł się w sytuacji zagrożenia.

Z jednej strony uwsteczniało to świadomość społeczną i narodową, podważało bowiem nowoczesne i świeckie pojęcie narodu i nasączało tę świadomość klerykalizmem. Z drugiej jednak strony uzyskanie przez naród w Kościele partnera do walki o niepodległość wzmacniało tę walkę, Kościół bowiem stawał się, choć często wbrew lojalistycznie nastawionemu papiestwu i wyższemu duchowieństwu, symbolem patriotyzmu.

Religia była ważnym czynnikiem łączącym naród rozdzielony granicami zaborów. Z tą rolą polityczną, jaką historia narzucała polskiemu Kościołowi katolickiemu, nie od razu on się oswoił i świadomie ją w całej rozciągłości przyjął.

Charakterystyczna w tym kontekście była sytuacja w zaborze pruskim, który ‒ przez włączenie do państwa pruskiego ‒ utracił swój rozmach gospodarczy (poza rolnictwem i przemysłem rolnym) i gdzie w związku z tym wzrósł udział w strukturze społecznej bardziej konserwatywnych warstw drobnomieszczańskich.

W okresie tzw. Kulturkampfu, czyli walki Bismarcka o modernizację Prus, do której należało także dążenie do osłabienia siły politycznej Kościoła katolickiego (chodziło o podporządkowanie władzy katolickiej partii Centrum), w zaborze pruskim owa walka splotła się z natężeniem bismarckowskiej polityki germanizacyjnej. Lojalny w stosunku do Prus arcybiskup Mieczysław Ledóchowski do pewnego momentu realizował w podległej sobie diecezji germanizacyjne zarządzenia władzy, czym narażał się na krytykę społeczeństwa. Na dodatek polscy przywódcy polityczni w zaborze pruskim w większości nie popierali polityki kościelnej, klerykalizującej życie.

Zdjęcie

Arcybiskup Mieczysław Ledóchowski /Muzeum Niepodległości /East News
Arcybiskup Mieczysław Ledóchowski
/Muzeum Niepodległości /East News

Dopiero gdy w latach 1873‒1875 rozpoczęła się zdecydowana ingerencja pruska w życie religijne, zmierzająca do germanizacji także Kościoła, a Ledóchowski, niegodzący się dalej firmować działań Bismarcka i władz pruskich, został w 1874 roku uwięziony, z arcybiskupem związała się, jak pisze Henryk Wereszycki, "cała Polska". "Od tej pory ‒ stwierdza dalej ten wybitny znawca epoki ‒ sprawa katolicyzmu i polskości w zaborze pruskim tworzyć będzie całość nierozdzielną, co ogromnie przyczyni się do ideologicznego zacofania tej pod względem ekonomicznym i społecznym najbardziej nowoczesnej polskiej dzielnicy".

Była to nadal najbardziej rozwinięta gospodarczo dzielnica, lecz, jak już podkreśliliśmy, o załamanym po zaborze, bardziej poprzednio zdrowym, bo rolniczo-przemysłowym, kierunku rozwojowym. Poddanie ziem polskich trzem różnym kierunkom polityki gospodarczej przez włączenie ich do trzech różnych, nieraz walczących ze sobą organizmów gospodarczych, miało dla narodu polskiego bardzo negatywne skutki. Rozbiło kształtujący się w czasach stanisławowskich rynek ogólnopolski oraz ‒ w konsekwencji ‒ utrudniło rozwój cywilizacyjny ziem polskich.

Wielkopolski przemysł włókienniczy (około 10 tysięcy rzemieślników) przeniósł się do Królestwa, zapoczątkowując rozwój ośrodka łódzkiego. Była to jednak implantacja przemysłu w terenie zacofanym pod względem rozwoju rolnictwa i innych gałęzi gospodarczych, żyjącym jeszcze w okowach feudalizmu.

Potęgowało to postępującą w XIX wieku nieharmonijność rozwoju gospodarczego ziem polskich. Do tego zróżnicowania przyczyniły się także w różny sposób i w różnym tempie dokonywane reformy agrarne, znoszące przestarzały i hamujący wzrost gospodarczy oraz przemiany społeczne system folwarczno-pańszczyźniany.

W zaborze pruskim ustawa uwłaszczeniowa (to znaczy przyznająca chłopom własność ziemi i znosząca feudalne ciężary), poprzedzona różnymi uregulowaniami cząstkowymi, ogłoszona została w 1823 roku, w zaborze austriackim w 1848 roku (pod naciskiem ogólnego wzburzenia związanego z Wiosną Ludów), zaś w zaborze rosyjskim, gdzie szlachta była najbardziej oporna, lecz gdzie chłopi

nasilali swą walkę o przyznanie im własności uprawianej ziemi i zniesienie pańszczyzny, dopiero w latach 1863‒1864.

W Wielkopolsce uwłaszczone zostały tylko gospodarstwa większe (liczące przynajmniej około 7 ha), przy czym w zamian za przyznanie prawa własności chłopi zobowiązani byli do oddania właścicielowi części ziemi (około 1/6), zaś ciężary feudalne mogli wykupić. Dało to szlachcie znaczne kwoty, które ułatwiły jej przejście na tory gospodarki kapitalistycznej, na wsi zaś centralną postacią stał się chłop zamożny, czyli taki, który przeszedł ostre kryteria regulacji i pokonał trudności samodzielnej gospodarki rynkowej.

Równocześnie w Wielkopolsce, w konsekwencji takiej właśnie reformy agrarnej, pojawiła się duża masa proletariatu wiejskiego i ludności małorolnej, siedzącej na cudzych gruntach, stanowiącej rezerwuar siły roboczej.

Zdjęcie

Słupca - granica zaboru rosyjskiego /Muzeum Niepodległości /East News
Słupca - granica zaboru rosyjskiego
/Muzeum Niepodległości /East News

Tymczasem w Galicji i Królestwie Polskim reforma agrarna zakonserwowała stan rozdrobnienia gruntów. Podczas gdy w 1858 roku w Wielkim Księstwie Poznańskim średnia wielkość gospodarstwa chłopskiego wynosiła około 33 ha, w Galicji ‒ tylko 5 ha. Niewiele lepiej było pod tym względem w Królestwie Polskim.

Te drobne gospodarstwa potrzebowały swobody w korzystaniu z lasów i innych gruntów (serwitutów), a tych im właściciele odmawiali, co wywoływało liczne konflikty.

Rozbicie ziem polskich nie mogło, rzecz jasna, zahamować ich wzrostu gospodarczego, pobudzanego zresztą przez reformy agrarne. Był to jednak wzrost nieujednolicony, nienastawiony na całość, dezintegrujący, a nie integrujący.

W pierwszej połowie XIX wieku areał ziem uprawnych na ziemiach polskich zwiększył się o około 40%, co szło w parze ze stopniową likwidacją ugorów i odchodzeniem od tradycyjnej trójpolówki, a przechodzeniem do płodozmianu o racjonalnym zmianowaniu roślin. Wzrastała uprawa ziemniaka i roślin pastewnych, a także chów zwierząt, szczególnie owiec. Widoczne były zmiany w przemyśle i rzemiośle.

Jeszcze w czasach Księstwa Warszawskiego wybitni ekonomiści i praktycy zastanawiali się nad przyspieszeniem procesu industrializacji. W Królestwie Polskim Ksawery Drucki-Lubecki (1778‒1846), minister skarbu, a zarazem (od 1829 roku) zarządca górnictwa i hutnictwa, opracował długoletni plan rozwoju tych gałęzi i rozpoczął jego realizację. Środki czerpał z bezwzględnie ściąganych podatków. Z jego inicjatywy powstało Towarzystwo Kredytowe Ziemskie (1825) i Bank Polski (1828), który ‒ jako przedsiębiorstwo państwowe ‒ prowadził na wielką skalę inwestycje przemysłowe, takie jak m.in. Huta Bankowa, zbudowana w latach 1834‒1840 we wsi Dąbrowa. Była to kontynuacja wcześniejszych działań Stanisława Staszica, już bowiem w 1823 roku, gdy Staszic zarządzał sprawami górnictwa i hutnictwa, czynnych było blisko 40 rządowych kopalń rudy żelaza i 4 kopalnie węgla.

Znaczącym centrum przemysłu stawała się Warszawa. W latach sześćdziesiątych liczyła ona 230 tysięcy mieszkańców, wobec 140 tysięcy 30 lat wcześniej. W tym czasie ludność Poznania wzrosła z 30 do 46 tysięcy, Krakowa z 33 do 40, a Gdańska z 50 do 70 tysięcy.

Wydatniejszy wzrost gospodarczy zaznaczył się jednak dopiero po 1870 roku, gdy wystąpiły już efekty reform agrarnych. Jeśli dane dotyczące produkcji rolniczej i przemysłowej z przełomu XVIII i XIX wieku przyjąć za 100, wówczas wskaźnik dla produkcji rolnej (4 zboża plus ziemniaki) i przemysłowej (konsumpcja żelaza na głowę ludności) wynosiłby odpowiednio dla 1870 roku 157 i 200, zaś dla 1913 roku ‒ 370 i 2000. Oznaczało to, że przed pierwszą wojną światową produkcja rolna na ziemiach polskich była już 3‒4 razy wyższa na głowę mieszkańca aniżeli na przełomie XVIII i XIX wieku, zaś przemysłowa prawie 20 razy.

Tempo rocznego przyrostu produkcji przemysłowej między 1870 a 1913 rokiem sięgało około 40%. Około 1900 roku przemysł Królestwa Polskiego, głównie włókienniczy, dawał około 15% całej produkcji przemysłowej państwa rosyjskiego, podczas gdy przemysł Galicji zaledwie około 4% produkcji Austrii. Po 1880 roku wzrastała wartość eksportu (głównie tekstyliów) do Rosji.

Dobrze rozwijało się rolnictwo w zaborze pruskim, mające rynki zbytu na zachodzie, a poza tym dysponujące dobrze rozwiniętym systemem kredytowym. Polska spółdzielczość kredytowo-pożyczkowa, rozwijana w ramach pracy organicznej, miała w Wielkopolsce od 1885 roku własną centralę finansową ‒ Bank Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych. Podczas gdy w latach 1882‒1912 produkcja rolna w Wielkopolsce, gdzie rolnictwo szybko intensyfikowało się i mechanizowało, wzrosła o około 200%, w Królestwie tylko o około 70%, w związku z czym Wielkopolska (a także Pomorze) mogła eksportować znaczne ilości zboża, natomiast Królestwo musiało je importować (głównie z Rosji).

Na początku XX wieku nie starczało także własnego zboża w Galicji. Importował także zboże Śląsk, lecz było to związane z jego szybką urbanizacją i industrializacją.

W latach 1870‒1914 ludność ziem polskich, mimo dużej emigracji, głównie do Stanów Zjednoczonych, prawie się podwoiła: z około 17 milionów (w tym Polaków około 10 milionów) do około 30 milionów (w tym Polaków 18 milionów).

Emigracja z ziem polskich w tych latach objęła ponad 3,5 miliona osób, a wywołana była zbyt powolnym tempem rozwoju przemysłu i odsuwaniem polskiej inteligencji od wielu funkcji, co hamowało jej rozwój. Z owych około 18 milionów zwarcie mieszkało przed pierwszą wojną światową 15,5 miliona Polaków. Pozostałe 2,5 miliona rozproszone było w Galicji Wschodniej (1,3 miliona, czyli 25% ogółu), na terenach rosyjskich guberni zachodnich (1,06 miliona), w granicach rejencji wrocławskiej, legnickiej, królewieckiej i gąbińskiej, w powiatach lęborskim, bytowskim i słupskim (około 100 tysięcy).

Do terenów zwarcie zaludnionych przez Polaków zaliczały się przed pierwszą wojną światową ‒ poza Królestwem Polskim, Galicją i Wielkim Księstwem Poznańskim ‒ Śląsk Cieszyński (około 55% Polaków), rejencja opolska (około 57% Polaków) i Prusy Zachodnie, czyli Pomorze Gdańskie (około 35% Polaków).

Na terenach zaboru pruskiego, gdzie ludność niemiecka osiągnęła w rejencji poznańskiej 32%, a w rejencji bydgoskiej 50%, w drugiej połowie XIX wieku rozpoczął się proces odwrotny. Wyżej rozwinięte tereny Niemiec przyciągały nie tylko polskich emigrantów, lecz także ludność niemiecką z ziem polskich. Była to tzw. ucieczka ze wschodu (Ostflucht).

W okresie 1815‒1870 na tradycyjną strukturę społeczną zaczynała nakładać się na ziemiach polskich struktura właściwa dla ustroju kapitalistycznego. Był to jednak proces powolny, ale burżuazja, czyli wielkokapitalistyczne mieszczaństwo, tworzyła coraz silniejszą warstwę społeczną. Wchodzili do niej przedsiębiorcy przemysłowi i inni, kupcy i bankierzy. Najznaczniejsi skupiali się w Warszawie i Łodzi, na przykład Piotr Steinkeller, Leopold Kronenberg, ojciec i syn, Ksawery Szlenker, Herman Epstein, ojciec i syn, oraz wielu innych, w Poznaniu Hipolit Cegielski.

Burżuazja polska, w znacznym stopniu obcego (niemieckiego, żydowskiego) pochodzenia, nie pozostawała obojętna na losy narodu. Na przykład dwóch przedstawicieli bankierskiej rodziny Epsteinów brało udział w powstaniu styczniowym; jeden zginął, a drugi został zesłany na Syberię.

Nieliczna, choć rosnąca liczebnie była klasa robotnicza. W Królestwie Polskim w 1880 roku robotnicy stanowili zaledwie około 2% ogółu ludności, a ich położenie było szczególnie ciężkie. Nie istniała ochrona pracy, trwającej nierzadko po 16 godzin na dobę. Na równi wykorzystywano pracę kobiet i dzieci. W okresie industrializacji szeregi robotnicze rosły tak szybko, iż w Królestwie około 1900 roku było już około 350 tysięcy robotników, czyli około 4% ogółu ludności.

W Poznańskiem dominowało rzemiosło, wielkie zakłady przemysłowe, takie jak Hipolita Cegielskiego (od 1846 roku), były nieliczne. W Galicji proletariat liczył w 1910 roku zaledwie około 90 tysięcy osób (około 1 %), przy czym był on nadal silnie zrośnięty ze wsią.

---------------------

Opublikowany fragment pochodzi z książki Jerzego Topolskiego "Historia Polski" Wydawnictwo Poznańskie, 2015

Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii