Z Polski musiał uciekać, bo groziło mu więzienie za udział w antypruskim powstaniu. W Ameryce zaczynał od zera. Gdy wybuchła wojna secesyjna, Włodzimierz Krzyżanowski zgłosił się jako ochotnik do armii Północy. Skończył w niej udział w stopniu generała, przechodząc do historii, jako ten, który zapobiegł klęsce wojsk Unii w przesądzającej bitwie pod Gettysburgiem.

Zdjęcie

Generał Włodzimierz Krzyżanowski /źródło: Biblioteka Kongresu USA /INTERIA.PL
Generał Włodzimierz Krzyżanowski
/źródło: Biblioteka Kongresu USA /INTERIA.PL

Sylwetka generała Włodzimierza Krzyżanowskiego znalazła się w książce Mateusza "Biszopa" Biskupa "Śladami zapomnianych bohaterów. Tom II" (Wydawnictwo Vesper, 2014).

Skąd pochodził Włodzimierz Krzyżanowski, jak mu się wiodło, zanim doszło do wojny Północy z Południem, jak przebiegała jego kariera w polityce i czym uhonorowały go Stany Zjednoczone? Zapraszamy do przeczytania o generale, którego nazwiska nie byli w stanie wypowiedzieć amerykańscy senatorowie.

Reklama

Polski bohater wojny secesyjnej

Chancellorsville, Wirginia, 2 maja 1863 roku, godzina 18.30

- Ognia!

Żołnierze Unii wystrzelili jednocześnie. Dym zakrył szańce przy farmie Hawkinsa, a pociski przerzedziły szeregi Konfederatów wybiegających z lasu.

- Ognia!

Następna salwa zatrzymała w miejscu nacierających. Nie na długo jednak.

Z lasu wylewały się kolejne fale żołnierzy ubranych w szare mundury i było jasne, że przerwanie prowizorycznych umocnień bronionych przez żołnierzy Unii jest kwestią czasu. I to bardzo krótkiego czasu.

Południowcy dopadli pierwszych szeregów żołnierzy Północy. Ci odrzucili strzelby bezużyteczne w bezpośrednim starciu i sięgnęli po szable i rewolwery. Walka była bezlitosna. Wrzaski walczących mieszały się z jękami rannych i odgłosami strzałów. Nikt nie prosił o litość i nikt jej nie okazywał. Ranni leżący na ziemi byli cięci szablami i dobijani z rewolwerów.

W pierwszym szeregu walczył wąsaty mężczyzna w mundurze z dystynkcjami pułkownika wojsk Unii. Sztychem szabli uśmiercił właśnie jakiegoś Południowca, kiedy kątem oka zauważył postać w szarym mundurze nadbiegającą z lewej strony. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął Colta i strzelił biegnącemu prosto w twarz.

- Mamo! - krzyknął tamten i martwy padł na ziemię.

Pułkownik stał przez chwilę nad trupem z dymiącym rewolwerem w lewej dłoni i uważnie wpatrywał się w twarz przeciwnika, który ostatnie słowo w swoim życiu krzyknął... po polsku.

* * *

Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski urodził się 8 lipca 1824 roku w wielkopolskim Rożnowie niedaleko Poznania w rodzinie o silnych tradycjach wojskowych. Jego ojciec i wujowie walczyli o Polskę pod sztandarami Napoleona, a brat brał udział w powstaniu listopadowym.

Był kuzynem Fryderyka Chopina - siostra jego ojca, Justyna, była matką wielkiego kompozytora.

Ogromne długi spowodowały śmierć ojca i zmusiły rodzinę do opuszczenia majątku. Matka oddała wtedy Włodzimierza pod opiekę krewnym mieszkającym w Poznaniu, sama z pozostałymi dziećmi wyjechała do Warszawy.

Chłopiec trafił do Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu; szkoła ta była jednym z najgorętszych ognisk polskości w zaborze pruskim. W 1846 roku wziął czynny udział w antypruskim powstaniu. Powstanie to, obliczone na spowodowanie rozruchów niepodległościowych we wszystkich trzech zaborach, spaliło jednak na panewce. Powstańcy zostali aresztowani i trafili do pruskich kazamatów.

W obawie przed represjami dwudziestodwuletni Włodzimierz wyjechał do Hamburga, gdzie wsiadł na statek płynący do Ameryki.

W Nowym Jorku nie było mu łatwo. Nie znał ani słowa po angielsku, nie miał żadnego fachu w ręku i nie znał nikogo, kto by mu pomógł. Zamieszkał kątem u jakiegoś Polaka i imał się wszelkich prac, kontynuując jednocześnie naukę. Po jej zakończeniu znalazł stałą pracę jako inżynier geodeta przy wytyczaniu nowych linii kolejowych biegnących na zachód.

Wytyczone przez niego linie istnieją do dziś.

Podczas pracy na kolei poznał absolwenta akademii wojskowej West Point, generała Burnetta, i wkrótce ożenił się z jego córką, dwudziestojednoletnią Caroline. Razem z żoną przeniósł się do Waszyngtonu i założył firmę handlową. Dorobił się dużych pieniędzy i zaangażował politycznie po stronie Partii Republikańskiej.

W 1860 roku wsparł kandydaturę Abrahama Lincolna na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych; zwycięstwo tegoż w wyborach spowodowało wybuch wojny domowej. Stany Zjednoczone w tamtym czasie były podzielone na wysoko uprzemysłowioną Północ oraz oparte na niewolnictwie Południe. Napięcie między tymi częściami kraju wzrastało od wielu lat i w końcu osiągnęło masę krytyczną. Wybór abolicjonisty Lincolna na stanowisko prezydenta był iskrą, która padła na beczkę prochu. Rozpoczęła się pierwsza wojna totalna w dziejach ludzkości.

W wojnie secesyjnej po raz pierwszy zastosowano nowoczesne, a co za tym idzie - zabójcze taktyki walki. Użycie broni powtarzalnej, ładowanej odtylcowo oraz pierwszych karabinów maszynowych zbierało krwawe żniwo wśród żołnierzy. Po raz pierwszy zastosowano pociągi pancerne, okręty zbudowane z żelaza (w tym także okręt podwodny), łączność telegraficzną oraz taktykę spalonej ziemi. Życie straciło ponad sześćset tysięcy mieszkańców Ameryki - więcej niż w obu wojnach światowych w XX wieku.

Krzyżanowski zgłosił się do wojska jako prosty szeregowy zaledwie dwa dni po ogłoszeniu przez Lincolna mobilizacji. Zorganizowany przez niego w Waszyngtonie oddział złożony z imigrantów obronił stolicę przed pierwszymi atakami Południowców. W uznaniu tych zasług został mianowany kapitanem, potem majorem oraz uzyskał pozwolenie na rekrutację emigrantów do wojsk Unii.

Ruszył do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął ogromną kampanię rekrutacyjną, mającą na celu wciągnięcie do wojska jak największej liczby przybyszów z Europy. Wkrótce powstał 58. Ochotniczy Pułk Piechoty Nowego Jorku włączony w skład Armii Potomaku zwany "Polskim Legionem". Szkolenie wojskowe rozpoczęło się pod koniec października 1861 roku, a awansowany do stopnia pułkownika Krzyżanowski został jego dowódcą.

58. Pułk przeszedł swój chrzest bojowy w bitwie pod Cross Keys w dolinie Shenandoah w Wirginii. Polacy rozgromili oddziały Konfederatów, które uderzyły na lewe skrzydło wojsk Unii.

Zdjęcie

Mateusz "Biszop" Biskup "Śladami zapomnianych bohaterów. Tom II" Wydawnictwo Vesper, 2014
/materiały prasowe

Niedługo potem oddział dowodzony przez Krzyżanowskiego okrył się chwałą podczas Drugiej Bitwy pod Bull Run.

1 maja 1863 roku Armia Potomaku, dowodzona przez generała Josepha Hookera, spotkała się niedaleko miejscowości Chancellorsville w Wirginii z potężną armią Konfederatów pod dowództwem generała Roberta Lee. Wybitny strateg Lee postanowił osłabić środek swoich pozycji i rozkazał generałowi Thomasowi Jacksonowi uderzyć na czele trzydziestu tysięcy żołnierzy na prawe skrzydło wojsk Hookera.

Wybrał najlepiej jak mógł. Na prawym skrzydle Armii Potomaku znajdował się bowiem XI Korpus dowodzony przez generała Olivera Howarda. Jego żołnierze pewni swoich osłoniętych lasem pozycji, spędzili cały dzień 2 maja bezczynnie: grali w karty, pichcili jedzenie przy ogniskach i opalali się w słońcu. Tuż za nimi znajdowały się tabory i stanowiska artylerii.

Krzyżanowski z przerażeniem obserwował rozprężenie i beztroskę oddziałów XI Korpusu. Jego interwencje u generała Howarda nie przyniosły skutku, postanowił więc utrzymać w gotowości bojowej przynajmniej swój pułk. Około godziny 18.00 oddziały Konfederatów uderzyły z lasu na zupełnie nieprzygotowane wojska Howarda. Żołnierze Unii wpadli w popłoch. Uciekając na oślep, padali od kul i ciosów Południowców. Na starcie z nieprzyjacielem gotowi byli tylko Polacy.

Pierwsza salwa osadziła atakujących w miejscu. Po niej nastąpiła druga i trzecia. Mrowie żołnierzy w szarych mundurach nadal wylewało się z lasu.

Tragicznym zbiegiem okoliczności wśród atakujących znajdowała się polska brygada dowodzona przez kapitana wojsk Południa, Leona Jastrzębskiego. Doszło więc do bratobójczej walki. Na bezdrożach Wirginii Polacy w niebieskich mundurach Unii siekli szablami i zabijali strzałami z rewolwerów swoich rodaków noszących szare uniformy Konfederacji.

Niewiele ponad czterystu żołnierzy nie mogło na długo powstrzymać tysięcy nacierających Konfederatów. Starcie przy farmie Hawkinsa trwało około dwudziestu minut. Południowcy zmasakrowali Polaków, ale działa i tabory zostały w tym czasie odciągnięte w bezpieczne miejsce.

Dopiero wtedy Krzyżanowski dał sygnał do odwrotu.

Po zwycięstwie pod Chancellorsville armia Konfederatów ruszyła na północ, by przenieść ciężar wojny na teren przeciwnika. Armia Potomaku rzuciła się jednak w pogoń i dwa miesiące później doszło do największej bitwy stoczonej kiedykolwiek na kontynencie amerykańskim - bitwy pod Gettysburgiem.

1 lipca 1863 roku powtórzył się scenariusz spod Chancellorsville. Polacy Krzyżanowskiego dostali się pod ciężki ostrzał Konfederatów szturmujących prawe skrzydło wojsk Północy i zagrozili odcięciem reszcie armii drogi odwrotu. Pod gradem pocisków padło pięciu głównych dowódców, a Krzyżanowski został ranny. Straty w polskim pułku sięgnęły pięćdziesięciu procent, ale udało się powstrzymać szturm Południowców. Zdziesiątkowani Polacy wycofali się na jedno z pobliskich wzgórz.

Następny dzień - 2 lipca - miał być dniem odpoczynku. Polacy rozbili obóz koło cmentarza Evergreen i nabierali sił. Kiedy jednak zapadł wieczór, na wzgórze wdarł się silny oddział Konfederatów. Po krótkiej walce udało im się zepchnąć Polaków i zdobyć kilkanaście dział. Sytuacja była niezwykle groźna.

Historyk Douglas Freeman stwierdził, że był to decydujący moment nie tylko tej bitwy, ale i całej wojny. Południe było dosłownie o włos od zwycięstwa.

Krzyżanowski szybko opanował sytuację. Rozkazał swoim ludziom założyć bagnety i poprowadził ich do ataku na wzgórze. Przy stanowiskach artylerii doszło do krwawej walki wręcz. W końcu Polacy zmusili Południowców do odwrotu i odzyskali kontrolę nad wzgórzem.

Polskie dzieci maharadży. Indyjskie losy sierot uratowanych ze Związku Radzieckiego

Zastanawialiście się kiedyś, co się stało z dziećmi, które w 1940 roku zostały wywiezione razem ze swoimi rodzicami z terenów wschodniej Polski do Związku Radzieckiego? Część z nich nie przeżyła nawet transportu - kilkutygodniowej gehenny w bydlęcych wagonach w drodze do Kazachstanu czy na... czytaj więcej

Podczas bitwy pod Gettysburgiem również mogło dojść do bratobójczej walki Polaków z Polakami. Po stronie Południa walczył polski oddział dowodzony przez pułkownika Kacpra Tochmana i wchodzący w skład słynnej brygady "Tygrysów z Luizjany".

Po bitwie Krzyżanowski ruszył na pomoc oddziałom Unii obleganym pod Chattanoogą oraz Knoxville. W marcu 1865 roku prezydent Lincoln awansował go do stopnia generała brygady. Krzyżanowski już wcześniej był kilkakrotnie rekomendowany do awansu, ale nie uzyskał aprobaty Senatu. Senatorowie twierdzili bowiem, że generałem nie może zostać ktoś, czyjego nazwiska nie sposób wypowiedzieć.

Wkrótce potem Włodzimierz Krzyżanowski zakończył karierę wojskową i wrócił do cywila. Podjął pracę jako urzędnik podatkowy i w czasie powojennej rekonstrukcji kraju kierował urzędami podatkowymi w Georgii i na Florydzie. Był także jednym z głównych negocjatorów w sprawie zakupu Alaski przez Stany Zjednoczone.

Kiedy transakcja doszła do skutku, Krzyżanowski został pierwszym administratorem nowo nabytego terytorium. Nie był on jednak, jak podaje część historyków, gubernatorem.

Po zakończeniu misji na Alasce osiadł w San Francisco, gdzie spotkał między innymi Henryka Sienkiewicza i Helenę Modrzejewską; pomógł nawet polskiej aktorce zorganizować jej pierwszy amerykański występ.

W 1878 roku wrócił do Waszyngtonu, gdzie został dyrektorem w Departamencie Skarbu. Pod koniec życia osiadł w Nowym Jorku, gdzie spisał swoje wojenne wspomnienia. Nigdy nie zapomniał o swojej starej Ojczyźnie. Pisał: "Wolę najskromniejszy domek w Polsce, niźli pałace tutaj".

Zdjęcie

Uroczystość przeniesienia trumny ze szczątkami uczestnika wojny secesyjnej generała Włodzimierza Krzyżanowskiego na Narodowy Cmentarz w Arlington (rok 1937)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zmarł 31 stycznia 1887 roku w Nowym Jorku i został pochowany na cmentarzu Greenwood w Brooklynie. Pięćdziesiąt lat później, w październiku 1937 roku, jego prochy zostały przeniesione i pochowane z honorami wojskowymi na słynnym cmentarzu Arlington pod Waszyngtonem. Ówczesny prezydent Franklin Delano Roosevelt wygłosił z tej okazji przez radio mowę, w której podkreślił zasługi polskiego generała. W tym samym czasie podobne przemówienie wygłosił w Polsce prezydent Ignacy Mościcki.

Źródło:

Liz Ruskin, Barking up the wrong Pole: Hero wasn’t governor; Web sites’ misinformation perpetuates Krzyzanowski myth, "Anchorage Daily News", 20.12.2002.

Krzysztof Langowski, Gen. Wlodzimierz Krzyzanowski, http://www.videofact. com, dostęp 30.04.2011.

Teofil Lachowicz, Weterani polscy w Ameryce do 1939 roku, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa

-----------------------------

Przedstawiony fragment pochodzi z książki: Mateusz "Biszop" Biskup "Śladami zapomnianych bohaterów. Tom II" (Wydawnictwo Vesper, 2014)

Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii