"Wyklęte życiorysy" to książka, która opowiada o odważnych mężczyznach. Ale nie tylko. To także pozycja, która pokazuje, jak wspaniałe i dzielne potrafią być kobiety. Bo to one przez wiele powojennych lat dbały o to, aby odnaleźć swoich mężów, ojców i braci, aby uczcić ich pamięć w taki sposób, w jaki sobie na to zasłużyli. To dzięki ich odwadze, nazwiska "wyklętych" znalazły się w podręcznikach, na tablicach pamiątkowych i pomnikach.

Zdjęcie

Co niewłaściwego było w życiorysie obrońcy Westerplatte? /Associated Press /East News
Co niewłaściwego było w życiorysie obrońcy Westerplatte?
/Associated Press /East News

Autorzy książki - Jolanta Drużyńska i Stanisław Maria Jankowski starają się zaprezentować czytelnikom  sześć niezwykłych życiorysów. Niewątpliwie pomaga im w tym ogromne doświadczenie w ukazywaniu nieznanych meandrów polskiej historii.

Drużyńska jest absolwentką filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, dziennikarką związana z krakowską rozgłośnią Polskiego Radia, a, co najważniejsze, autorką wielu prac o kontrowersyjnej tematyce, ukazujących wydarzenia z historii najnowszej.

Reklama

Jankowski ma z kolei na swoim koncie kilka tysięcy publikacji w prasie krajowej i zagranicznej. Był on także autorem scenariuszy do filmów dokumentalnych prezentowanych na antenie TVP Historia. Spod jego pióra wyszło aż dwadzieścia książek, których tematyka dotyczyła Armii Krajowej i zbrodni katyńskiej.

Franciszek Dąbrowski - faktyczny dowódca obrony Westerplatte. To jego historię stara nam się zaprezentować w książce córka,  Elżbieta Hojka. W rozmowie z autorami, trzymając w rękach małą srebrną łyżeczkę mówi: "Jest bardzo stara, najprawdopodobniej w stylu Księstwa Warszawskiego. Kiedyś była pozłacana, ale złoto już dawno się wytarło. W naszym domu pojawiła się dopiero po wojnie, wraz z całym kompletem łyżeczek, broszek, pierścionków i innych kosztowności".

Ta łyżeczka jest tylko symbolem. Pomaga czytelnikowi zrozumieć, jak ważne jest pielęgnowanie skarbów przeszłości, bo córka dowódcy dobrze wie, jak wielką mają one wartość.

Gdyby nie Elżbieta Hojka, świat mógł nigdy nie dowiedzieć się o tym, że to właśnie jej ojciec był faktycznym dowódcą obrony Westerplatte. A dowiedział się dzięki temu, że z uporem zbierała ona wszelkie dowody mogące udowodnić tę tezę.

Julian Gruner - sportowiec i lekarz. Zginął w Starobielsku.  "Był wysoki i przystojny, tylko tyle przez całe lata mówiła mama o ojcu. A ja bardzo chciałam wiedzieć, kim był, jaki był i kiedy wróci, ale mama nie mówiła nic więcej. Niewiedza miała mnie uchronić od powojennych szykan" - wspomina w "Wyklętych życiorysach" Ewa Gruner-Żarnoch.

Córka  "wyklętego" Grunera nie chciała jednak pozostać w tej niewiedzy. Kiedy więc znalazła w piwnicy starą walizkę i dowiedziała się, kim był jej ojciec, wiedziała już, że nie pozwoli na to, aby świat o nim zapomniał.

Gruner jeszcze w liście z 1 września 1939 roku pisał: "Jestem zdrów, tęsknię tylko bezgranicznie". Rok później już nie żył. Teraz jego córka jest prezesem Stowarzyszenia Katyń w Szczecinie, dba o to, aby pamięć o jej ojcu i tysiącach Polaków zamordowanych w zbrodni katyńskiej nie przeminęła.

Maciej Kalenkiewicz był cichociemnym i dowódcą okręgu nowogrodzkiego AK. Poległ pod Surkontami w 1944 roku, w bitwie, w której dowodził.

"To było w Toruniu, gdzie mieszkałyśmy po wojnie z mamą. Miałam wtedy dziewięć lat. Nie docierało do mnie jeszcze, że ojciec zginął" - takie wspomnienia miała Agnieszka Mironowicz, młodsza córka "Kotwicza" (bo taki pseudonim miał Kalenkiewicz - red.).

Swojego ojca znała głównie ze zdjęć. Jej starsza siostra Danuta Wołągiewicz mówi, że temat ojca rzadko był poruszany w domu. Mimo to, matka obie swoje córki wychowała w duchu patriotyzmu i zaszczepiła w nich świadomość, że swoje dziedzictwo należy pielęgnować. I tak też robiły.

Agnieszka Mironowicz nie będzie mogła już jednak zadbać o pamięć swojego ojca. Zmarła 29 kwietnia 2012 roku. Spoczywa na Cmentarzu przy ulicy Zabrodzkiej we Wrocławiu. Jej siostra, Danuta Wołągiewicz, jest wiceprezesem zarządu Stowarzyszenia Katyń w Szczecinie.

Zdjęcie

Jolanta Drużyńska, Stanisław M. Jankowski "Wyklęte życiorysy" Wydawnictwo Rebis
/materiały prasowe

Stanisław Kasznica - ostatni dowódca NSZ. Został skazany na śmierć przez sąd komunistyczny Polski Ludowej. Jego siostra, Eleonora, miała 13 lat, kiedy w czasie wojny jej brat pojawił się w Kroczowie, gdzie cała rodzina mieszkała po wysiedleniu z Poznania.  "Jest wojna i ja muszę walczyć" - takie słowa do "swojego Stasieńka" skierowała Eleonora, i to właśnie jej brat przekonał ją do tego, aby zamiast brać broń do ręki, pomagała. Dlatego została peżetką w Powstaniu Warszawskim (pomocą żołnierza - red.).

Przez całe życie miała "pod górkę", przez to, że jej brat był dowódcą NSZ, ale nie ma mu tego za złe. Kiedy doszło do rehabilitacji i unieważnienia wyroku z 1948 roku, Eleonora była zadowolona. W "Wyklętych życiorysach" mówi: "Oni mieli bardzo przyszłościową, ciekawą wizję powojennej Polski. Dlatego się ich bali, dlatego się ich pozbyli".

Szczątki "Stasieńka" odnaleziono w 2012 roku na terenie Kwatery na Łączce, jego tożsamość potwierdzono w ubiegłym roku.

Józef Hieronim Retinger - dyplomata, agent Polski, współpracownik Władysława Sikorskiego. Jego najstarsza córka, Wanda Puchalska, zmarła w 2012 roku. W książce pojawiają się jednak jej wspomnienia. "Nie wiem, ile było tych spotkań z ojcem, w sumie chyba niedużo" - mówiła i dodawała, że przez ojca czuła się ignorowana.

Postać Retingera budzi wiele kontrowersji. Poczynając od jego stylu życia, poprzez feralną podróż, w której zginął gen. Sikorski, a w której Retinger mu nie towarzyszył, aż do jego powiązań z brytyjskim wywiadem.

"Chociaż ojciec nie był osobą rodzinną, to jednak to, co podniosło zdecydowanie jego ocenę w moich oczach, to był ten dramatyczny skok do Polski w 1044 roku (Retinger został zrzucony do kraju nocą z 3 na 4 kwietnia 1944 jako emisariusz polityczny - przyp. red), mimo jego kurzej ślepoty i podeszłego jak na skoczka wieku. To bardzo mi zaimponowało, podobnie jak to, że Polska była dla niego ważna przez całe życie" - tak o swoim ojcu mówiła Wanda Puchalska.

Kazimierz Tumidajski - generał, który zakończył życie w sowieckim łagrze 4 lipca 1947 roku. Przyczyna śmierci: zabieg odżywiania przeprowadzony siłą na głodującym akowcu.

O jego pamięć stara się walczyć Joanna Zaradkiewicz, wnuczka. Podjęła wiele prób, aby odnaleźć jego grób. Razem z matką walczyły o to, aby móc odwiedzać go na cmentarzu.

Waleczność Joanny Zaradkiewicz widać było bardzo wyraźnie, kiedy chciała sprowadzić prochy swego dziadka do kraju, które nazwała "dopełnieniem obowiązku rodzinnego w stosunku do najbliższych, którzy poświęcili życie dla kraju".

"Wyklęte życiorysy" uświadamiają, jak ważna jest pamięć o przeszłości i szacunek do historii, ukazują także jedną nadrzędną prawdę, że to rodzina jest najważniejsza. Kierując się tą prawdą, rodziny "wyklętych" walczyły o to, aby ich pamięć przetrwała, a nazwiska były na ustach wszystkich.

KK

Jolanta Drużyńska, Stanisław M. Jankowski "Wyklęte życiorysy" Wydawnictwo Rebis


Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii