- Czy można było uratować Polskę przed wojną? Jeśli już to ewentualnie tylko na kilka miesięcy. Dużo później do wojny nie mogliśmy wejść. Natomiast można poważnie się zastanowić nad tym, czy drugiej wojny światowej nie dało się uniknąć - tak ewentualności innego rozstrzygnięcia wydarzeń we wrześniu 1939 roku komentuje w rozmowie z Interią profesor Marek Kornat z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Zdjęcie

Profesor Marek Kornat: Nie było możliwości wyrażenia zgody na niemieckie żądania terytorialne. Sprzeciwiało się temu polskie społeczeństwo, a nastroje w kraju były silnie antyniemieckie /Zbyszek Kaczmarek /East News
Profesor Marek Kornat: Nie było możliwości wyrażenia zgody na niemieckie żądania terytorialne. Sprzeciwiało się temu polskie społeczeństwo, a nastroje w kraju były silnie antyniemieckie
/Zbyszek Kaczmarek /East News

Artur Wróblewski, Interia: Józef Beck został wychowany i namaszczony przez Józefa Piłsudskiego na ministra spraw zagranicznych. Jak wiemy, głównym założeniem polityki międzynarodowej Marszałka było utrzymywanie równowagi między Niemcami a Sowiecką Rosją. Potwierdzeniem tej koncepcji były pakt o nieagresji z Sowietami w 1932 roku i zawarta z Niemcami deklaracja o niestosowaniu przemocy z 1934 roku. Czy jednak w drugiej połowie lat 30. zeszłego stulecia zasada równej odległości od Berlina i Moskwy była wciąż korzystna dla Polski?

Profesor Marek Kornat: Co do "namaszczenia" Becka - wątpliwości nie ma. O ile w przypadku Edwarda Śmigłego-Rydza nie było wyraźnego przekazania mu kierownictwa sił zbrojnych przez Piłsudskiego, a są jedynie przesłanki wskazujące na taką wolę przywódcy, to w przypadku Becka można mówić o takiej decyzji. Marszałek zdobył się na komplementowanie go w obecności swego najbliższego otoczenia, czyli ścisłego kierownictwa państwa, wiosną 1934 roku. Jako minister, Beck stanął do pracy jako człowiek młody. Można było sądzić, że będzie przez dłuższy czas prowadził ster polskiej polityki zagranicznej według wskazań Marszałka. W ten sposób widział to również prezydent Ignacy Mościcki, który zachował Becka na stanowisku, wypełniając w ten sposób testament Piłsudskiego. A co do polityki równowagi... Nie jestem przekonany, by Marszałek kiedykolwiek użył tego sformułowania. Ale oczywiście nie w słowach tkwi istota rzeczy. Sformułowanie "polityka równowagi" wyraża klarowną koncepcję działania na arenie międzynarodowej, które polega na niewiązaniu się z żadnym z wielkich sąsiadów. Nie idziemy z Berlinem przeciw Moskwie i na odwrót.

Reklama

Założeniem podstawowym było budowanie własnej pozycji, a sprowadzała się ona do koncepcji neutralności w konflikcie Niemcy-Sowieci. Owa neutralność miała nam pozwolić być "trzecią siłą" w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla asekuracji Polska miała utrzymać dwa sojusze, które zawarto zanim Piłsudski powrócił do władzy jako faktyczny dyktator, a mianowicie z Francją i Rumunią. Owa polityka neutralności między Berlinem a Moskwą oczywiście nie może być rozumiana tak, jak wyraża to klasyczna doktryna neutralności w stosunkach międzynarodowych. To oznaczałoby zupełny absurd, zważywszy na położenie zewnętrze Polski. Państwo neutralne to takie państwo, które liczy na to, że nie zostanie napadnięte, ponieważ wszyscy inni aktorzy społeczności międzynarodowej uznają ten szczególny status. Piłsudski - wręcz przeciwnie - miał świadomość, że Polska może być pierwszą ofiarą konfliktu europejskiego, którego to nieuchronność przewidywał.

Czy ta polityka neutralności Polski wobec Niemiec i Sowietów była słuszna? - warto pytać. Jerzy Łojek zauważał, że taka polityka miała szansę wytrzymania próby czasu tak długo, jak długo trwały napięcia i konflikty na linii Berlin-Moskwa. Kiedy zaś ten antagonizm został przezwyciężony i doszło do zbliżenia dwóch totalitarnych mocarstw, którego to efektem był pakt Ribbentrop-Mołotow, żadna polityka równowagi nie miała racji bytu. Ale powstaje inne pytanie, które zresztą wielokrotnie rozważałem, a mianowicie: co było alternatywną opcją wśród możliwych? Wtedy, i tylko wtedy, można sensownie krytykować działania aktorów polityki międzynarodowej w przeszłości, kiedy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie o alternatywne możliwości. W moim przekonaniu nie było takich opcji. Kapitulacja wobec Niemiec albo Rosji Sowieckiej oznaczała podporządkowanie kraju jednemu z tych mocarstw - z wszystkimi tego konsekwencjami. Na takie rozwiązanie w Polsce nikt się nie godził. Całe ówczesne społeczeństwo polskie, nie licząc komunistów i mniejszości narodowych, chciało bronić do końca niepodległości i całości terytorialnej kraju. Z tego powodu inny kierunek polityki polskiej wyobrazić sobie bardzo ciężko. Skłaniam się do opinii, głoszonej już przez niedawno zmarłego historyka polskiego Piotra Wandycza, że alternatywy nie było. Warto jednak zastanawiać się, czy w ramach doktryny równowagi istniały możliwości lepszego pokierowania sprawami polskiej polityki zagranicznej pod względem taktycznym. Innymi słowy, czy można było lepiej "sprzedać" światu tę politykę.  

Piłsudski przekazał Beckowi także inną wskazówkę. Spodziewając się konfliktu europejskiego zalecił, by Polska jak najpóźniej włączyła się do wojny. Tymczasem polska polityka zagraniczna doprowadziła do czegoś wręcz odwrotnego. Staliśmy się pierwszą ofiarą potężnej armii niemieckiej, której sił Beck realnie nie oszacował. Czy nie było możliwości skierowania niemieckiej agresji na Zachód nawet za cenę eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze i oddania Gdańska? 

- Czy Beck mógł uratować Polskę przed wojną? Jeśli już to ewentualnie tylko na kilka miesięcy. To jedyna odpowiedź na to pytanie, jaka wydaje mi się możliwa ze strony historyka. A czy Hitler mógł Polskę pozyskać dla swoich planów? Nie sądzę. Uważam, że nie było możliwości wyrażenia zgody przez rząd polski na niemieckie żądania terytorialne chociaż były one umiarkowane. Trzeba tak powiedzieć, choćby dlatego, że ustępstwom terytorialnym sprzeciwiało się polskie społeczeństwo, a nastroje w kraju były silnie antyniemieckie, przytłumione jedynie przez układ o nieagresji z 26 stycznia 1934 roku. Wciąż jednak Niemcy postrzegane były jako główny wróg, a spełnienie żądań Hitlera groziło poważnymi wstrząsami wewnętrznymi. Z tych powodów nie wyobrażam sobie innej decyzji Becka.

Nie potrafię dojść do wniosku, iż ewentualny dalszy los Polski, po wejściu w rolę "młodszego partnera" Niemiec, byłby godzien pozazdroszczenia dla nas dzisiaj. Czekał nas udział w niemieckiej próbie podboju Rosji. To oznaczałoby olbrzymie konsekwencje. W przypadku przegranej, Polska nie otrzymałaby nic, ale została okrojona od wschodu bez korzyści terytorialnych na zachodzie. Pokonany nie dostaje nic - to stara prawda historii. W przypadku pobicia Rosji, co wydaje się raczej trudne do wyobrażenia, Polska stałaby się jedynie terenem dla niemieckiego Lebensraumu. Jakżeż inaczej można wyobrazić sobie los Polski i Polaków, biorąc pod uwagę doktrynalne założenia narodowego socjalizmu o "przestrzeni do życia" na wschodzie Europy?

Przecież początkowo Hitler nie chciał wojny z Polską. Plany niemieckiej ofensywy na Wschód powstały na ostatnią chwilę.

- Po podbiciu Rosji Polska stałaby się pomostem do ziem Ukrainy i Rosji. Wszystko wskazuje na to, że żądania terytorialne w sprawie Gdańska i eksterytorialnej autostrady przez Pomorze do Prus Wschodnich nie były ostatnimi, jakie Niemcy planowały zrealizować. Wskazują na to wypowiedzi Hitlera z marca 1939 roku. Minister Ribbentrop mówił mu, iż wśród elity III Rzeszy są ludzie, którzy chcą, aby zażądać również Torunia i Poznania, bo przecież to "zabrane przemocą" ziemie dawnych Prus. W zamian za to nastąpiłoby w przyszłości "wynagrodzenie" Polski zyskami terytorialnymi na Wschodzie. Co interesujące, niemiecki minister spraw zagranicznych twierdził, że wódz opowiada się za tym rozwiązaniem. W końcu marca 1939 roku Hitler wypowiedział się do generała Walthera von Brauchitscha za rozgraniczeniem między Polską a Niemcami według linii "od wschodniej krawędzi Prus Wschodnich do wschodniego cypla Śląska". Wysiedlenia ludności określił jako sprawę otwartą, a więc byłby to następny krok. Brak u Niemców planu wojny z Polską do kwietnia 1939 roku nie jest dla mnie żadnym argumentem na to, że Niemcy nie zakładali ataku na nią. Hitler przyjmował do wiadomości, że silne antysowieckie nastroje w Polsce, stosunkowo umiarkowane niemieckie pretensje terytorialne i brak rachub na realną pomoc mocarstw zachodnich, to przesłanki wskazujące, że jego żądania zostaną w przyjęte w Warszawie. Jeśli wierzyć słowom Hitlera do generalicji Wehrmachtu wypowiedzianym w maju 1939 roku, to rzeczywiście planował on zaatakować najpierw na Zachodzie, a dopiero później zwrócić się na Wschód. To jest teoria, która z pewnością ma oparcie w źródłach historycznych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska walcząca