13 i 14 marca 1943 r. Niemcy przeprowadzili akcję likwidacyjną getta krakowskiego. Była ona zwieńczeniem kroków podejmowanych przez okupanta od czerwca 1942 r., stanowiących element "Akcji Reinhardt", której celem było tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej w Generalnym Gubernatorstwie. Getto krakowskie przestało istnieć.

Zdjęcie

Deportacja mieszkańców getta krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu 1942 r. /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie /
Deportacja mieszkańców getta krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu 1942 r. /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie
/

Zaledwie kilka tysięcy osób ocalało i zostało przetransportowanych do obozu Płaszów. Likwidacja getta zakończyła, niewątpliwie ważny etap realizacji niemieckich planów wobec Krakowa - określanego przez nich mianem starogermańskiego miasta i sprawiła, że zgodnie z życzeniem Hansa Franka "stolica" GG, została "oczyszczona" z Żydów. W tym roku mija 72 lata od tamtych wydarzeń.

Marcowe rocznice

Marzec niósł ze sobą ważne wydarzenia w dziejach getta krakowskiego od początku jego funkcjonowania. 3 marca 1941 r. szef dystryktu krakowskiego Otto Wächter wydał zarządzenie o utworzeniu getta w Krakowie. Informację o tym podano do wiadomości publicznej trzy dni później - 6 marca - na łamach gazety "Krakauer Zeitung", uzasadniając jego założenie: Względy sanitarne, gospodarcze i porządkowe sprawiają, że konieczne staje się umieszczenie ludności żydowskiej Krakowa w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej, w wydzielonej części Krakowa.

Reklama

Datą na ostateczne przesiedlenie z dawnych mieszkań do getta był dzień 20 marca 1941 r. Żydzi musieli opuścić Kazimierz, dzielnicę, w której ich przodkowie zamieszkiwali od wieków, oraz pozostałe części miasta i przenieść się na teren Podgórza.

Ten sam los spotkał polskie rodziny z Podgórza, mieszkające na obszarze wydzielonym pod tzw. dzielnicę żydowską. Zmuszono ich do opuszczenia swoich mieszkań, warsztatów pracy, czy sklepów i zamieszkania w budynkach w innej części miasta. Już od pierwszych dni po ukazaniu się rozporządzenia, obserwowano "wędrówki" ludzi przenoszących się do getta i zeń wysiedlanych. Jak wspominał Tadeusz Pankiewicz z "Apteki pod Orłem": "Od brzasku dnia do późnych godzin wieczornych ciągnęły przez ulice miasta platformy, wozy meblowe, wozy wiejskie, ręczne wózki, przewożąc dobytek na miejsce nowego zamieszkania".

Skala tych przeprowadzek nasilała się wraz ze zbliżającym się terminem zamknięcia bram getta. Zbierano głównie lekkie i najbardziej niezbędne sprzęty, by dodatkowo niepotrzebnie nie zapełniać przestrzeni w ciasnych mieszkaniach. Zachowały się fotografie i film dokumentujące te migracje ludności.

Stella Müller-Madej, młoda dziewczyna, opisała moment przesiedlenia, kiedy wraz z rodziną opuszczała dom swoich dziadków, mieszczący się przy ul. Bosackiej (wcześniej przeprowadzili się tam z nowego mieszkania przy ul. Szymanowskiego, które zajęli Niemcy), by przenieść się do getta, do lokalu przy ul. Czarnieckiego. Zapamiętała dzień przeprowadzki, jako słoneczny i ciepły. Jednak, co dobitnie podkreślała, wokół niej panowała smutna, przygnębiająca atmosfera: "Otacza nas tłum szary, ponury i smutny wspominała".

Dziewczynka, by polepszyć nastrój rodziców, szczególnie ojca zaproponowała nawet pewną zabawę. Wskoczyła na stertę bagażu zgromadzonego na wózku, pchanego przez ojca, udając, że pędzi na motocyklu. Biegli tak przez most, u jednych wzbudzając zgorszenie, zaś u innych uśmiech. Ktoś nawet miał powiedzieć: "Oczywiście, nie dajmy się pogrążyć, przecież u licha nie idziemy na śmierć!"

Zdjęcie

Widok z Placu Zgody w kierunku ulicy Lwowskiej /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie /
Widok z Placu Zgody w kierunku ulicy Lwowskiej /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie
/

Najobrzydliwsza strona Podgórza

Porównując wielkość getta krakowskiego, zarówno pod względem zajmowanej powierzchni, jak i liczby mieszkańców, do dzielnic żydowskich w miastach takich jak Warszawa, czy Łódź, było ono raczej niewielkie. Żydom wydzielono obszar około 20 ha, od północy ograniczony rzeką Wisłą oraz Placem Zgody z prowadzącą do niego ul. Solną. Z kolei ul. Węgierska z przyległymi do niej placami stanowiła granicę zachodnią. Południową linię dzielnicy wyznaczała ul. Rękawka, a skrzyżowanie ul. Limanowskiego z ul. Lwowską oraz ul. Janowa Wola ograniczały getto od strony wschodniej.

Tak wyglądały granice w marcu 1941 r., tuż po założeniu getta. Jednak wraz z kolejnymi deportacjami do obozu zagłady w Bełżcu, teren ten ulegał stopniowemu zmniejszeniu. Główna brama, stanowiąca wjazd dla tramwaju przejeżdżającego przez getto, znajdowała się od strony Rynku Podgórskiego. Zwieńczały ją zdobienia o kształcie macew, czyli tradycyjnych żydowskich nagrobków.

Początkowo getto zamieszkiwało około 11 tysięcy osób. Ze spisu mieszkańców wynika, że 1 maja 1941 r. 10 873 osoby oficjalnie przebywały w dzielnicy. Z kolei już w październiku 1941 r., liczbę mieszkańców szacowano na 19-20 tys. osób. Łapanki zorganizowane przez Niemców w listopadzie 1941 r., uszczupliły liczbę Żydów w getcie o ok. 2 tys. ludzi.

Oficjalne statystyki podają, że przed pierwszymi masowymi deportacjami do obozu zagłady w Bełżcu, tj. przed czerwcem 1942 r., w getcie zamkniętych było niemal 17 tys. ludzi. W deportacjach z czerwca i października 1942 r. do Bełżca wywieziono ok. 12-14 tys. osób. Byli to głównie ludzie starsi, dzieci wraz z rodzicami, bo tych w pierwszej kolejności Niemcy przeznaczali na śmierć. Jednakże nie stanowiło to jasnej reguły, bowiem wywożono też ludzi sprawnych i w pełni sił fizycznych..

Zdjęcie

Kobiety deportowane z getta krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu 1942 r. /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie /
Kobiety deportowane z getta krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu 1942 r. /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie
/

Jak wspominała Halina Nelken, nie tylko ciasnota getta stanowiła problem dla funkcjonujących tam ludzi: "Niemcy wybrali na getto najobrzydliwszą stronę Podgórza. Tu ciasno natłoczone, ohydne domiszcza - tam wolne place i Planty".

Było to zjawisko typowe w niemieckiej praktyce okupacyjnej wobec Żydów. Getta zakładano w najbiedniejszych, najmniej unowocześnionych częściach miast. Stąd też budynki były stare i zniszczone, a w mieszkaniach brakowało kanalizacji. Dla osób wprowadzających się na teren getta czekało 3176 izb, co po przeliczeniu na liczbę ludności będącej wówczas w dzielnicy, stanowiło średnio 3-4 osoby na jedno pomieszczenie.

Miriam Akavia wspominała po latach: "W getcie razem z trzema rodzinami zostaliśmy wtłoczeni do trzypokojowego mieszkania. W sumie osiemnaście osób. [...] Niemcy okrutnie wyznaczyli <Lebensraum> żywym ludziom. Tylko niebo ponad dachami gęsto zaludnionego obszaru dla wszystkich było takim samym niebem".

Stella Müller-Madej również pozostawiła opis mieszkania, jakie zajmowała wraz z bratem i rodzicami: "Był to ciemny pokój z kuchnią i ubikacją na podwórzu. Wszystko razem straszliwie brudne, pełne czarnego robactwa".

Większość mieszkań w dzielnicy żydowskiej wyglądała właśnie w ten sposób. Przymusowe przeniesienie do ubogiej, zaniedbanej dzielnicy, trudne warunki sanitarne tam panujące oraz ciasnota, dodatkowo przytłaczały ludność żydowską, dla której getto miało stać się nowym domem.

Kawiarnie, koncerty i spektakle

Życie w getcie krakowskim można podzielić na dwa główne okresy, rozgraniczone pierwszą deportacją do obozu zagłady w Bełżcu (czerwiec 1942 r.). W pierwszym okresie, tj. od utworzenia tzw. zamkniętej dzielnicy mieszkaniowej, życie upływało we względnym spokoju. Mieszkańcy getta starali się zaadaptować do nowej, narzuconej im przez okupanta rzeczywistości. Poszukiwano zatem dobrej pracy, czyli takiej, która nie była wyczerpująca i zapewniała środki do przetrwania. Następował proces "oswajania się" i przystosowania się do nowych zasad obowiązujących w getcie.

Uduchowiony, wierzący w swoje przeznaczenie. Dawid Kurzmann - "krakowski Korczak"

Ortodoksyjny Żyd, dbający o przekazanie prawd wiary i tradycji judaistycznej swoim podopiecznym oraz spolonizowany lekarz narodowości żydowskiej, pedagog, działacz społeczny, autor innowacyjnych metod wychowawczych. Dwaj mężczyźni, z których jeden życie spędził w Krakowie, drugi w Warszawie. czytaj więcej

Wbrew wszystkim przeciwnościom, przymusowi pracy i kolejnym rozporządzeniom, ludność w getcie zorganizowała instytucje nawiązujące do okresu sprzed utworzenia tej dzielnicy. "Z parunastu ulic powstało prawdziwe miasto. Dziwne, doprawdy, ile energii ujawniają ludzie wypchnięci właśnie poza nawias społeczeństwa. Pojawiło się mnóstwo sklepików, jest fryzjer, piekarnia" - wspominała Stella Müller-Madej. 

Działały także szpitale, domy opieki nad osobami starymi, czy osieroconymi dziećmi. Przy ul. Limanowskiego otworzono nawet pocztę. Powstały sanitariaty, łaźnia, oddział dezynfekcyjny i odwszalnia. Istniała też cukiernia oraz kawiarnia o nazwie "Polonia", a wszystko po to, by zachować pozory normalności w tych trudnych warunkach.

Od czerwca 1941 r. organizowano w getcie koncerty, wieczory artystyczne i przedstawienia teatralne, głównie o charytatywnym charakterze. Podejmowane próby zmierzające do częściowej odbudowy infrastruktury życia publicznego w getcie, bazującej na przedwojennych instytucjach, stanowiły istotny czynnik, ułatwiający życie w dzielnicy. Dawało to pozory normalności, nawet jeśli była to jedynie tzw. normalność gettowa, a więc przez Niemców ograniczana.

Zdjęcie

Przeprowadzka Żydów z Kazimierza do getta w Podgórzu oraz Polaków z Podgórza na Kazimierz /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie /
Przeprowadzka Żydów z Kazimierza do getta w Podgórzu oraz Polaków z Podgórza na Kazimierz /fotografia ze zbiorów AIPN w Krakowie
/

Granice współpracy

Dużą rolę w procesie przystosowania społeczeństwa do życia w getcie odegrali członkowie Judenratu. Prezesem, po aresztowaniu dr. Marka Bibersteina, został dr Artur Rosenzweig. Należał on do elity intelektualnej getta. Tadeusz Pankiewicz wspominając go, pisał: "Wysoce przyzwoity i czystych rąk, inteligentny, prawnik z wykształcenia, umiał krytycznie rozumować".

Pełnionej funkcji nie uznawał za prestiżową, ale traktował ją jako misję dla społeczności getta. Często nie zgadzał się z polityką okupanta, a także nie wchodził z nim w żadne układy. Podstawowym zadaniem dr. Rosenzweiga, jak i członków Judenratu oraz urzędników, było zapewnienie mieszkańcom getta jak największej liczby miejsc pracy. Zdawano sobie sprawę, że tylko "elementy użyteczne" w rozumieniu Niemców, tj. ludność pracująca na rzecz gospodarki Rzeszy Niemieckiej, mogą mieć szansę na przetrwanie wojny. Stąd też często fałszowano dane dotyczące wieku, stanu zdrowia, czy wyuczonej profesji, byle zapewnić jakiekolwiek stanowisko.

Wydarzeniem, które przerwało pierwszy etap życia w getcie krakowskim była akcja deportacyjna do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu 1942 r. Kierował nią szef sztabu SS i policji na dystrykt krakowski - SS-Sturmbannführer Willi Haase. Dramatyczne wydarzenia rozpoczęły się nocą z 31 maja na 1 czerwca 1942 r., zaś sygnałem dla mieszkańców dzielnicy, że Niemcy szykują specjalną akcję, były oddziały Sonderdienst i policji, które szczelnym kordonem otoczyły mury getta. Z kolei zadaniem funkcjonariuszy policji żydowskiej (OD) było m.in. doprowadzanie ludzi, którym nie zezwolono na pobyt w getcie na Plac Zgody oraz konwojowanie ich na stację w Płaszowie.

Niemcy liczyli na współpracę z zarządem Judenratu. Jednak dr Rosenzweig nie chciał pomagać przy deportacji ludności. Odmówił zwiększenia kontyngentu osób przeznaczonych do wyjazdu. W związku z tym został wraz z rodziną skierowany do deportacji. Swoim zachowaniem Rosenzweig wyznaczył granice ustępliwości wobec niemieckich rozkazów. Jego stanowisko objął Dawid Gutter, jak potwierdzają relacje i wspomnienia, znacznie bardziej skory do współpracy.

Deportacja Żydów do Bełżca przeprowadzona w czerwcu 1942 r. zmieniła życie w getcie krakowskim. Jego mieszkańcy stracili wówczas nadzieję, że przetrwają w dzielnicy do zakończenia wojny. Już w kilka tygodni po tamtych wydarzeniach zdali sobie sprawę, że członkowie ich rodzin, znajomi i przyjaciele wówczas wywiezieni, zostali zamordowani. Ci zaś, którzy zostali w getcie, przeczuwali, że ich los będzie podobny.

Druga deportacja, która nastąpiła w październiku 1942 r. tylko potwierdziła ich obawy. Nieco ponad miesiąc później, 6 grudnia, getto podzielono na część "A" dla osób zdolnych do pracy i ich rodzin, oraz część "B" dla pozostałych.

Zdjęcie

Bagaże pozostawione na ul. Lwowskiej po akcji likwidacji getta krakowskiego w marcu 1943 r. /
Bagaże pozostawione na ul. Lwowskiej po akcji likwidacji getta krakowskiego w marcu 1943 r.
/

Trupy na ulicach

W sobotę 13 marca 1943 r. Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji getta w Krakowie. Niewielka grupa jego mieszkańców była już wówczas skoszarowana na terenie rozbudowującego się od końca 1942 r., obozu pracy Płaszów. Nadal jednak na terenie dzielnicy przebywało ok. 10 tys. osób. Akcją likwidacyjną kierował  SS-Sturmbannführer Willy Haase, pomagali mu funkcjonariusze ze sztabu Dowódcy SS i Policji w dystrykcie krakowskim SS-Oberführera Juliusa Schernera. Bardzo aktywnie uczestniczył w niej SS-Untersturmführer Amon Göth, który do Krakowa z dystryktu lubelskiego przybył w lutym 1943 r.

Egzekucja Amona Götha - ludobójcy z KL Płaszów

13 września 1946 r. w godzinach wieczornych na terenie więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie odbyła się egzekucja skazanego na śmierć byłego komendanta KL Płaszów SS-Hauptsturmführera Amona Götha. Wyrok został wydany przez sędziów Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie (w skrócie NTN). czytaj więcej

Tuż przed rozpoczęciem akcji obszar getta został otoczony oddziałami SS, Policji, Sonderdienstu, Polskiej Policji tzw. granatowej, do pomocy sprowadzono także wachmanów i esesmanów z Płaszowa. SS-Oberführer Julian Scherner wydał rozporządzenie, by zdolni do pracy mieszkańcy części "A" w godzinach od 11.00 do 15.00 w kolumnach zostali odprowadzeni do obozu pracy Płaszów. Osoby te, co podano do publicznej wiadomości,  nie mogły zabrać ze sobą dzieci w wieku poniżej 14 roku życia. Obiecywano, że zostaną one oddane pod opiekę personelu działającego w getcie sierocińca (Kinderheimu) i do Płaszowa trafią w kolejnych dniach.

W pierwszym dniu likwidacji getta zapowiedziano również, że 14 marca mieszkańcy getta "B" zostaną przetransportowani do obozu Julag I. Mieszkańców getta zobowiązano też, by większe bagaże pozostawili na wyznaczonym miejscu - do obozu miały być przewiezione w późniejszym czasie.

Wszystkie te rozporządzenia i pogłoski przekazywane wzajemnie przez ludzi powiększały chaos i panikę. Niektóre matki, nieufne w rozporządzenia, nie pozostawiły dzieci w Kinderheimie, lecz przeniosły się z nimi do getta "B", tym samym skazując się na śmierć. 13 marca, z Placu Zgody, ulicami Limanowskiego i Wielicką, do obozu Płaszów wymaszerowała grupa ok. 8 tys. osób - głównie tych, którzy legitymowali się dokumentami o zatrudnieniu. Po godzinie 17.00 na terenie getta "A" rozpoczęto akcję rewidowania domów i wyłapywania wszystkich ukrywających się. Porządkujący teren, po upływie oznaczonej godziny, mieli prawo strzelać do każdej napotkanej tam wówczas osoby.

W kolejnym dniu, tj. 14 marca, przystąpiono do likwidacji getta "B". Według oficjalnych danych, w tej części miało przebywać ok. 1700 Żydów, zaś z relacji wynika, że było ich niemal dwa razy tyle. Ludzie za wszelką cenę starali się ratować życie własne i najbliższych. Jednym ze sposobów na wyjście z getta, okazała się droga przez kanały.

Niemcy zlikwidowali placówki pomocy społecznej - Kinderheim i szpitale. Urządzano tam krwawe rzezie. W wielu zaułkach i ulicach getta leżały trupy zamordowanych, policjanci żydowscy zabierali je i po rozebraniu, załadowywali na wozy, którymi wywożono zwłoki do Płaszowa i chowano w masowych grobach. Tych, którzy przeżyli, przewieziono do obozu KL Auschwitz-Birkenau, gdzie najprawdopodobniej zgładzono ich tuż po przybyciu.

Cmentarna cisza

Szacuje się, że w całej akcji likwidacyjnej, 13 i 14 marca oraz w kilku późniejszych dniach, kiedy częściowo porządkowano teren getta, łączna liczba ofiar zamordowanych na miejscu, mogła wynieść nawet ponad 2 tys. ludzi. Dane te znajdują pokrycie w relacji Hermana Ladnera - grabarza z getta. Wspominał on, że przetransportował ok. 2500 ciał, które m.in. "układano na olbrzymim stosie w podwórzu przy ul. Solnej, skąd odwoził [Ladner] zwłoki te platonami przez 3 dni na stary cmentarz żydowski, gdzie układano je do zbiorowego, masowego grobu".

Kaźń rodziny Ulmów. Polska rodzina zamordowana za ratowanie Żydów

70 lat temu - 24 marca 1944 r. w Markowej na Rzeszowszczyźnie rozegrała się straszliwa tragedia. Rankiem tego dnia niemiecka żandarmeria zamordowała siedemnaście osób. Zginęli Józef i Wiktoria Ulmowie wraz z szóstką nieletnich dzieci, a także ośmiu Żydów z rodzin Szallów i Goldmanów, w tym... czytaj więcej

Niemcy nie tylko zlikwidowali getto krakowskie, wysłali na śmierć tysiące Żydów przebywających w okupowanym Krakowie, ale także zrabowali ich przedmioty i zniszczyli ich naturalną przestrzeń - dom. Erwin Zahler w swojej relacji uchwycił tę pustkę po nich, zamieszczając opisy przedmiotów, których właściciele już nie żyli. "Ulice i place puste, panuje cmentarna cisza. [...] W mieszkaniach roztrzaskane drzwi, rozbite szafy, kredensy, wyrzucone zawartości szuflad. Wyrwane rury od pieca, karnisze, futryny, a nawet deski z podłogi świadczyły o tym, że tu nawet <tyrani SS"> nie powstrzymywali się w poszukiwaniu wielkiego <złotego spadku> [...] Składa się meble przy ul. Węgierskiej, pościel, bielizna i szmaty przy ul. Józefińskiej, żelazo, blacha i piece na placu przy ul. Targowej, zaś towary z wszystkich sklepów do specjalnie jeszcze wcześniej zarekwirowanych przez <Hohera SS und Polizeifuhrer’a"> budynkach (Józefińska 31, 33, 35)".

Na terenie już po byłym getcie, okupanci pozostawili grupę około 50 osób. Mieli oni uporządkować teren, a także poinformować władze o ukrywających się tam Żydach, którzy przetrwali akcję likwidacyjną. Odnalezionych Żydów wywożono na teren obozu Płaszów i tam mordowano, rozstrzeliwując ich.

Ogrodzenie - mury i druty kolczaste zostało rozebrane dopiero we wrześniu, zaś prace porządkowe trwały do zimy 1943 r.

Parafrazując słowa Jürgena Stroopa, likwidatora getta warszawskiego, dzielnica żydowska w Krakowie przestała istnieć.

Martyna Grądzka

Autorka jest historykiem, pracownikiem IPN Oddział w Krakowie, doktorantką w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, współpracownikiem Ośrodka Myśli Politycznej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska walcząca