"Miałem trzy rzeczy do wyboru (...) 1) walczyć, 2) odebrać sobie życie, 3) pójść do niewoli. Walczyć - nie miałem więcej niż pół kompanii - to znaczy skierować z pistoletami na czołgi oficerów sztabowych, dorobek dwudziestolecia, teraz tak potrzebny. Odebrać sobie życie - to znaczy stwierdzić przegraną. Lecieć do Warszawy? (...) Za nic na świecie nie chciałem dostać się do niewoli. Sądziłem, że wojska przejadą do Francji" - Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdjęcie

Most graniczny w Kutach nad rzeką Czeremosz (zdjęcie współczesne) /Grażyna Myślińska /Agencja FORUM
Most graniczny w Kutach nad rzeką Czeremosz (zdjęcie współczesne)
/Grażyna Myślińska /Agencja FORUM


O świcie 17 września 1939 roku rozpoczęła się faktyczna, bezprawna napaść Armii Czerwonej na terytorium II Rzeczpospolitej. Wojska radzieckie rozpoczęły wykonanie postanowień podpisanego 23 sierpnia 1939 roku tajnego protokołu dołączonego do układu Ribbentrop-Mołotow. Do broniącego wschodnich rubieży dowódcy KOP gen. Wilhelma Orlik-Rückemanna dotarły pierwsze wiadomości o przekroczeniu granic przez Sowietów. Przed godziną szóstą wiadomość o wydarzeniach na granicy polsko-radzieckiej przekazano znajdującemu się w Kołomyi Naczelnemu Wodzowi marszałkowi Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi.

W zaistniałych okolicznościach rozważana dotychczas sprawa przeniesienia polskiego rządu do Francji stała się nader aktualna. Polski ambasador w Bukareszcie Roger Raczyński zapewnił wówczas, że rząd rumuński zgodził się na nieoficjalny przejazd prezydenta i rządu polskiego. Sprawa Naczelnego wodza i wojska była skomplikowana, ale według zapewnień polskiego dyplomaty miała być również pozytywnie rozwiązana przez stronę rumuńską.

Reklama

Rankiem 17 września w sztabie Naczelnego Wodza próbowano odpowiedzieć na pytanie jak zareagować na sowiecką agresję. Marszałek w godzinach przedpołudniowych wydał "dyrektywę ogólną", w której nakazał wycofywanie się wojsk w kierunku na Węgry i Rumunię oraz unikanie walki z sowieckim najeźdźcą. Następnie udał się do Kut, gdzie około godziny szesnastej odbyła się ostatnia narada polskich najwyższych władz. Na spotkaniu obecni byli: prezydent Ignacy Mościcki, Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz, premier gen. Felicjan Sławoj-Składkowski i minister spraw zagranicznych płk Józef Beck.

Ustalono scenariusz przekroczenia granicy z Rumunią przez prezydenta i rząd. W czasie tej ostatniej narady ekipy sanacyjnej, debatujący otrzymali pilną wiadomość o zbliżających się sowieckich czołgach, mających stanowić realne zagrożenie dla polskich władz. Jak okazało się później, informacja ta była nieprawdziwa. Wprowadzała jednak niepokój i zamęt. Po jej otrzymaniu Naczelny Wódz wraz z premierem udali się do Kosowa w celu omówienia jeszcze raz bieżącej sytuacji. Alarm o zbliżających się wojskach nieprzyjaciela uruchomił już machinę ewakuacyjną, w związku z którą przed północą 17 września prezydent Mościcki wraz z ministrem Beckiem i rządem przekroczyli granice Polski. Premier i Naczelny Wódz pozostali wtenczas jeszcze w kraju.

Marszałek Edward Śmigły-Rydz po północy 18 września 1939 roku stanął przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu. Relacje najbliższych świadków oraz sytuacja panująca w Kutach nie wskazują, że była to zwykła pospolita ucieczka. Wezwany wówczas do Marszałka pułkownik Józef Jaklicz tak wspominał dramatyczne wydarzenia tamtej nocy: "Zostałem wezwany do marszałka. Marszałek nie pytając o powód mego przybycia dał mi następujący rozkaz: "Pozostaję w Polsce. Wybierze Pan sześciu uzbrojonych w karabiny oficerów Oddziału III, łącznie z nimi wracam do Stryja, aby dołączyć do walczących wojsk".

Mimo, że był namawiany do wyjazdu z kraju przez premiera Składkowskiego, który przekonywał go i najbliższe mu otoczenie o zbliżających się do granicy polsko-rumuńskiej wojskach sowieckich (jak wspominałem informacja ta była nieprawdziwa) i niebezpieczeństwie grożącym ze strony Ukraińców, mimo, że był nęcony zapewnieniami ministra Becka o możliwości przejazdu przez Rumunię i kontynuowaniu walki z Francji wahał się z powzięciem ostatecznej decyzji.

Relacja płk dypl. Józefa Wiatra, naczelnego kwatermistrza: "Naczelny wódz głosem zupełnie spokojnym podał nam do wiadomości swoją decyzję przejścia wraz z Kwaterą Główną granicy rumuńskiej, by przez port w Constanzy dostać się do Francji, dla kontynuowania tam wojny.(...) Na zapytanie jednego z uczestników, czy mamy zapewniony swobodny przejazd przez Rumunię, Naczelny Wódz odpowiedział: "Przed chwilą rozmawiałem z min. Beckiem, który mnie zapewnił, że zarówno przejazd przez Rumunię, jak i załadowanie w Constanzy nie napotkają ze strony Rumunów żadnej trudności".

Zdjęcie

10 listopada 1936 r. Edward Śmigły-Rydz otrzymuje buławę marszałkowską od prezydenta Ignacego Mościckiego /Piotr Mecik
10 listopada 1936 r. Edward Śmigły-Rydz otrzymuje buławę marszałkowską od prezydenta Ignacego Mościckiego
/Piotr Mecik

Ostatecznie przed świtem 18 września Marszałek Edwardy Śmigły-Rydz wraz z najbliższymi współpracownikami wjechał na most graniczny na rzece Czeremosz by opuścić obszar ojczyzny. Podczas przeprawy granicznej miało dojść do symbolicznego i zarazem dramatycznego incydentu kiedy pułkownik Ludwik Bociański, dawny działacz POW, wojewoda wileński i poznański zagrodził drogę kolumnie samochodów wiozących Naczelnego Wodza żądając jego pozostania w kraju oraz kontynuowania honorowej walki w ojczyźnie.

W wyniku przepychanki wspomniany pułkownik dokonał nieudanej próby samobójczej. Wydarzenia tego nie potwierdzają jednak bezpośrednie źródła, a sytuację opisała krewna Bociańskiego nie będąca bezpośrednim świadkiem wydarzeń tamtego poranka. Ostatecznie Edwardy Śmigły-Rydz wjechał wtedy na terytorium Rumunii.

18 września wraz z Prezydentem, premierem rządu i ministrami znajdował się w Czerniowcach, gdzie widząc próby rozbrojenia polskich żołnierzy miał interweniować i rozważać decyzję o powrocie do kraju, czego jednak nie uczynił. Wieczorem został oddzielony od Prezydenta i rządu a następnie skierowany do miejscowości Craiova i niebawem internowany.

Wyjazd z kraju Naczelnego Wodza do dziś wywołuje ożywione dyskusje a decyzja ta spotyka się z wielką krytyką jego osoby. Mimo, że w rodzimej historii znamy przypadki opuszczenia kraju przez innych wodzów jak choćby w 1792 roku przez generała Tadeusza Kościuszkę, w 1813 roku przez księcia Józefa Poniatowskiego, nie pomijając także wodzów powstań listopadowego i styczniowego, to właśnie osoba Śmigłego-Rydza budzi najwięcej kontrowersji.

Powyższy tekst pozostawia czytelnikowi indywidualną ocenę osoby i decyzji Naczelnego Wodza. Przedstawia jednocześnie zarys okoliczności jego wyjazdu z ojczyzny, które nie były tak jednoznaczne jak powszechnie się przyjmuje, a decyzja powzięta została także pod wpływem nieprawdziwych informacji.

Marszałek Edward Śmigły-Rydz, bohater konspiracji niepodległościowej i wojny polsko-bolszewickiej oraz zaufany Józefa Piłsudskiego, całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, by na końcu tej drogi, podczas wojny obronnej 1939 roku, popełniając wtenczas wiele błędów, podjąć ostatecznie niełatwą decyzję opuszczenia ojczyzny, za którą zapłacił z perspektywy czasu bardzo wysoką cenę.

Mariusz Czapla

 

Źródła:

Andrzej Krzak, Pułkownik dyplomowany Ludwik Bociański-oficer i wojewoda, Biuletyn Centralnego Archiwum Wojskowego, R. 3, Nr 11.

Leszek Moczulski, Wojna polska 1939, Warszawa 2009,

Marek Kornat, Mikołaj Morzycki-Markowski, W rumuńskiej pułapce, Gdańsk 2011,

Melchior Wańkowicz, Ostatnia rozmowa z Beckiem i Rydzem-Śmigłym, "Więź", nr 7-8, 1959,

Paweł Wieczorkiewicz, Historia polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2004,

Wacław Stachiewicz, Wierności dochować żołnierskiej, Warszawa 1998.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska walcząca