Obława augustowska była największą masową zbrodnią popełnioną na cywilach w Europie pomiędzy zakończeniem drugiej wojny światowej a wybuchem wojen w dawnej Jugosławii. Ofiarami sowieckiej akcji padło ponad sześciuset Polaków. Do dziś nie jest znane miejsce ich pochówku. O obławie augustowskiej, która najpewniej była elementem sowieckiego przygotowania się do trzeciej wojny światowej, Interia rozmawiała z profesorem Grzegorzem Motyką z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Zdjęcie

Na zdjęciu: Pomnik ofiar obławy augustowskiej w Gibach /Jerzy Undro /Reporter
Na zdjęciu: Pomnik ofiar obławy augustowskiej w Gibach
/Jerzy Undro /Reporter

Artur Wróblewski, Interia: Obława augustowska jest największą niewyjaśnioną zbrodnią popełnioną na Polakach po drugiej wojnie światowej. Jednocześnie to temat w niewielkim stopniu obecny w świadomości Polaków. Co tak naprawdę wydarzyło się na Podlasiu latem 1945 roku?

Profesor Grzegorz Motyka: To nie tylko największa zbrodnia na Polakach po drugiej wojnie światowej, ale też jeden z większych masowych mordów popełnionych pomiędzy zakończeniem drugiej wojny w Europie, a wojnami bałkańskimi z lat 90. XX wieku. Mówimy przecież o mordzie na około sześciuset osobach. W dniach 12-19 lipca 1945 roku 50. Armia Armii Czerwonej przeprowadziła wielką operację "czyszczącą" w lasach augustowskich. W jej wyniku zatrzymano ponad siedem tysięcy osób. Byli to przeważnie dorośli mężczyźni zdolni do noszenia broni, których z zasady uznawano za podejrzanych. Oprócz tego aresztowano ludzi widniejący na listach sporządzonych przez polski komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa.

Reklama

- Zatrzymani zostali przekazani funkcjonariuszom sowieckiego kontrwywiadu Smiersz i poddani tzw. filtracji - sprawdzano ich tożsamość i przesłuchiwano. Z tych siedmiu tysięcy ludzi, około pięć tysięcy po filtracji wypuszczono do domów. Pięciuset Litwinów przekazano służbom bezpieczeństwa sowieckiej Litewskiej Republiki Socjalistycznej, przy czym około połowę z nich uznano za "bandytów". Do dziś nie wiadomo, co się stało z tą grupą ludzi. Kolejne prawie sześćset osób, Polaków, zostało zamordowanych. Wiadomo, że egzekucję tych ludzi wykonał specjalny batalion NKWD, przeznaczony do takich właśnie operacji. O losie pozostałych osób, a było ich około tysiąca, niewiele wiadomo. Mieli zostać poddani kolejnym przesłuchaniom, ale czy zostali zwolnieni, czy też również rozstrzelani, to pozostaje tajemnicą.  

- Przebieg obławy był typowy dla tego typu akcji. Cały teren został szczelnie otoczony przez czerwonoarmistów, podzielony na sektory i dokładnie przeszukany. Zatrzymano wszystkich podejrzanych, a napotkany oddział polskiego podziemia antykomunistycznego po krótkiej walce został rozbity. Dokładne szczegóły operacji można poznać z dokumentów, które znajdują się w książce "Miotła Stalina. Polska północno-wschodnia i jej pogranicze w czasie obławy augustowskiej w 1945 roku". Znajdują się tam między innymi bardzo szczegółowe sowieckie raporty, ukazujące dokładnie przebieg obławy, dosłownie dzień po dniu. Wszystkich zainteresowanych szczegółami odsyłam do tej pracy.

- Warto zwrócić uwagę, że samą obławę augustowską przeprowadziły regularne jednostki Armii Czerwonej, natomiast odpowiedzialność za przesłuchania i egzekucję spada na funkcjonariuszy NKWD.

W wyniku obławy augustowskiej zaginęło kilkaset osób. To potężna liczba. Czy ich nagłe znikniecie nie wywołało reakcja tamtejszej społeczności?

- To był szok dla regionu. Z dnia na dzień zniknęło kilkaset osób. Rodziny nie miały żadnych informacji na temat zaginionych. Przez następne kilkadziesiąt lat próbowały się bezskutecznie dowiedzieć, co się stało. Pod koniec lat 80. zeszłego stulecia, w czasach "Solidarności", jednym z podstawowych postulatów lokalnych Komitetów Obywatelskich w Polsce północno-wschodniej, było ujawnienie prawdy o obławie augustowskiej. Niestety, poszukiwania miejsca, gdzie spoczywają ciała zamordowanych przez NKWD, trwają po dziś dzień.  

Zdjęcie

W obławie augustowskiej brały udział regularne oddziały Armii Czerwonej (zdjęcie ilustracyjne) /ARCHIVE /AFP
W obławie augustowskiej brały udział regularne oddziały Armii Czerwonej (zdjęcie ilustracyjne)
/ARCHIVE /AFP

Czy poza reakcją lokalnej społeczności temat obławy augustowskiej odbił się echem w ówczesnej powojennej Polsce?

- W ówczesnych warunkach było to niemożliwe. Władza utrzymywała fakt zbrodni w tajemnicy. Jednak świadomość obławy augustowskiej trwała w lokalnym środowisku na tyle mocno, że - zgodnie z zasadami kontrpropagandy - wspominano między wierszami o tym wydarzeniu również w komunistycznych materiałach propagandowych, dotyczących utrwalania władzy ludowej w Polsce. Dobrym przykładem może tu być książka "Mgły nad jeziorem" wydana w 1987 roku w popularnej serii "Żółtego Tygrysa", gdzie niby przypadkiem wspominano o "reakcyjnych bandytach" zabijających po wojnie saperów z Armii Czerwonej, rozminowujących ziemie polskie, których wyłapywano i sądzono przed sowieckimi sądami wojennymi. W sposób oczywisty była to odpowiedź na to, o czym mówiła podziemna "Solidarność" w latach 80., czyli o zniknięciu kilkuset osób w okolicach Augustowa.    

Dlaczego ten obszar był tak szczególnie ważny dla Sowietów? Istnieje kilka hipotez. Mówi się o tym, że tamtędy na wschód szły konwoje zrabowanych dóbr z Prus Wschodnich. Druga hipoteza to konieczność zabezpieczenie przejazdu Stalina na konferencję w Poczdamie.

- W trakcie badań, które prowadziliśmy nad tym tematem, długo zastanawialiśmy się nad teoriami na temat genezy wydarzeń z lipca 1945 roku. Zauważyliśmy, że do podobnych obław dochodziło wówczas właściwie w całym pasie od Bałtyku po Karpaty. De facto takie same rozkazy, jak sowiecka 50. Armia, otrzymały również oddziały ludowego Wojska Polskiego z 1, 3, i 9 Dywizji Piechoty, które prowadziły obławy na Białostocczyźnie, w Lubelskiem i na Rzeszowszczyźnie. Rozkazy te również mówiły, że wszystkich schwytanych podczas obław żołnierzy podziemia antykomunistycznego należy rozstrzeliwać. Tyle, że żołnierze ludowego Wojska Polskiego nie widzieli sensu w łapaniu i rozstrzeliwaniu ludzi, którzy często byli ich kolegami z sąsiedniej wioski. W związku z tym pomiędzy treścią rozkazów a ich realizacją istniał spory rozdźwięk. W dodatku, często dochodziło do dezercji lub, jeszcze częściej, wypadków "nie zauważania" oddziałów partyzanckich. Z tych powodów dowództwo ludowego Wojska Polskiego doszło do wniosku, że wykonanie rozkazów w skali jeden do jednego, czyli w praktyce masowe egzekucje na schwytanych członkach podziemia, doprowadzi tylko do zwiększenia liczby dezercji, a może nawet całkowitego rozkładu jednostek.

- Wszystko to pozwala postawić hipotezę, że w okresie pomiędzy zakończeniem drugiej wojny światowej w Europie, a rozpoczęciem konferencji poczdamskiej, naczelne dowództwo Armii Czerwonej postanowiło przeprowadzić wielką operacją przeciwko partyzantce, na całym terenie od Bałtyku aż po Karpaty. Celem było zniszczenie podziemia antykomunistycznego i zabezpieczenie sobie tyłów w wypadku, gdyby na konferencji w Poczdamie nie doszło do porozumienia pomiędzy Sowietami a aliantami zachodnimi, co mogło doprowadzić do wybuchu kolejnego konfliktu.

Trzecia wojna światowa, na którą liczyło polskie podziemie.

- Dokładnie. Wiemy, że obydwie strony, to znaczy tak alianci, jak i Sowieci, brały pod uwagę wybuch kolejnej wojny i przygotowywały nawet jej plany. Wracając do obławy augustowskiej: jej unikatowość nie polega na tym, że w ogóle do niej doszło, a na tym, że została przeprowadzona ściśle według zaleceń, z niezwykłą precyzją. Sowieccy żołnierze zgodnie z rozkazem przeszukali wyznaczone tereny, zatrzymali podejrzanych, przekazali ich funkcjonariuszom Smiersz, a ci zamordowali bez skrupułów wszystkich uznanych za "wrogi element". Nie zwrócono dotąd uwagi na podobne akcje, prowadzone na innych terenach, nie tylko zresztą po polskiej stronie granicy. Podobne operacje trwały po sowieckiej stronie: na Łotwie, Litwie, w tak zwanej Zachodniej Białorusi czy Ukrainie. Tyle tylko, że nie doszło tam do jednej zbiorowej egzekucji o takiej skali, jak w ramach obławy augustowskiej, a przynajmniej nic na ten temat jak dotąd nam nie wiadomo.

Zdjęcie

Profesor Grzegorz Motyka /Mariusz Gaczyński /East News
Profesor Grzegorz Motyka
/Mariusz Gaczyński /East News

Od lat strona rosyjska odmawia dostępu do swoich archiwów w tej sprawie. Jak w praktyce wygląda dotarcie do źródeł historycznych znajdujących się w rękach Rosjan?

- To bardzo żmudna praca. Archiwa rosyjskie są tylko częściowo otwarte, w dodatku udostępnia się jednego dnia tylko niewielką liczbę teczek. Niedogodnością jest również fakt, że rewersy należy składać z dużym wyprzedzeniem. Składając zamówienie na daną teczkę, nie otrzymuje się jej po godzinie albo nawet następnego dnia. Często trzeba czekać kilka dni na realizację rewersu. Przy czym każdy błąd przy wypełnianiu zamówienia jest bezlitośnie wykorzystywany na niekorzyść zamawiającego. Pamiętam taką na poły humorystyczną sytuację, kiedy przyleciałem w grudniu do Moskwy i chciałem zrealizować wypełniony tydzień wcześniej rewers. Kiedy udaliśmy się wypożyczyć teczki, pani archiwistka grzecznym tonem poinformowała nas, że nie złożono żadnego zamówienia na dziś. Tymczasem instytucjonalnie przysłaliśmy rewers i uzyskaliśmy nawet potwierdzenie jego realizacji. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że rzeczywiście, ale w zamówieniu podaliśmy datę grudniową z roku następnego. Archiwistka z nie ukrywanym uśmiechem dodała, że wszyscy się zdziwili, iż składamy rewers z tak dużym wyprzedzeniem czasowym. Ostatecznie, po negocjacjach, niektóre z zamówionych przez nas teczek zostały nam wydane, ale zamiast piętnastu dostaliśmy dzień później zaledwie pięć.

- Z kolei, gdy po przejrzeniu teczek wszystkich oddziałów NKWD działających na obszarze obławy augustowskiej okazało się, że w samej obławie brały udział jednak wyłącznie jednostki Armii Czerwonej, koledzy z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej poinformowali, że dużą partię dokumentów dotyczących tej sprawy rosyjscy dokumentaliści nieoczekiwanie umieścili w internecie. Potwierdzały one nasze ustalenia, że samą operację przeprowadzili czerwonoarmiści z 50. Armii. Przypuszczamy, choć nie mamy i nigdy nie będziemy mieć na to dowodu, że Rosjanie znając wyniki naszej kwerendy uznali, iż dłużej nie ma sensu ukrywać tej części archiwów dotyczących obławy augustowskiej. Wspominam o tym dlatego, by pokazać, że te żmudne i czasochłonne kwerendy mają jednak sens, pozwalając krok po kroku odsłaniać białe karty historii. Niestety, prawodawstwo naukowe, które jest obecnie tworzone, jest tak konstruowane, że tego typu badania przestają być kompletnie opłacalne. Mówię to z żalem.     

Marszałek Senatu profesor Tomasz Grodzki powiedział, że podczas niedawnego spotkania z rosyjskim ambasadorem w Warszawie poruszył temat obławy augustowskiej. Czy jest jakakolwiek szansa, by Rosjanie przekazali Polsce materiały na ten temat? Przede wszystkim te dotyczące miejsca pochówku zamordowanych Polaków.

-  Bardzo bym chciał, by tak się stało. Wydaje mi się nieprawdopodobnym, by w rosyjskich archiwach nie było dokumentów z dokładną informacją o miejscu spoczynku ciał pomordowanych. Nie mam też wątpliwości, że ujawnienie takiej informacji jest możliwe wyłącznie na mocy decyzji politycznej podjętej na najwyższym szczeblu. Niestety, w kontekście trwającego obecnie konfliktu historycznego między Warszawą i Moskwą, jest mało prawdopodobne, by taka pozytywna dla strony polskiej decyzja została podjęta. Chciałbym się mylić.

Zdjęcie

/
/



Artykuł pochodzi z kategorii: Polska walcząca