Lewica wraca do władzy

Wynik wyborów i sytuacja polityczna (m.in. odżegnywanie się UD od wejścia w koalicję z SLD oraz rezygnacja z udziału w koalicji UP) spowodowały, że realna okazała się jedynie koalicja SLD i PSL. Co więcej - okazało się, że  mimo  ciągłych tarć i konfliktów pomiędzy tymi partiami, a w pierwszym okresie także zmierzających do jej rozbicia działań prezydenta Wałęsy, koalicja zdołała przetrwać przez całą kadencję.

Reklama

13 października 1993 roku zawarto umowę koalicyjną, w myśl której prezesem Rady Ministrów miał  zostać Waldemar Pawlak (nie bez znaczenia był fakt, że Wałęsa, który zażądał przedstawienia trzech kandydatów, już raz desygnował go na stanowisko premiera), marszałkiem Sejmu przedstawiciel SLD (wybrano Józefa Oleksego), a marszałkiem Senatu reprezentant PSL (na to stanowisko wybrany został Adam Struzik). Porozumienie mówiło też o innych sprawach, m.in. reformie administracji i uchwaleniu nowej konstytucji. Jednak spory pomiędzy koalicjantami zaczęły się już przy obsadzaniu kierownictwa komisji sejmowych i stanowisk rządowych. Teki ministerialne obie partie podzieliły mniej więcej po połowie, m.in. wicepremierami zostali: z SLD Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Borowski, z PSL Aleksander Łuczak i Michał Strąk; tzw. resorty "prezydenckie" objęli wyznaczeni przez Wałęsę (zgodnie z jego interpretacją zapisu Małej Konstytucji): Piotr Kołodziejczyk (MON), Andrzej Milczanowski (MSW) i Andrzej Olechowski (MSZ). 

18 września 1993 r. Rosyjscy żołnierze opuścili Polskę

Armia "zaprzyjaźnionego" Związku Sowieckiego przebywała na terenie Polski przez blisko 50 lat. czytaj więcej

Rząd Pawlaka dość powszechnie był oceniany jako pasywny i spowalniający tempo reform, choć trzeba pamiętać, że oczekiwała tego spora część społeczeństwa, dla której dotychczasowe zmiany oznaczały pogorszenie położenia. O tym, że nowa polityka jest bardziej zgodna z oczekiwaniami, świadczyła liczba strajków i innych protestów - o ile w 1993 roku było blisko 7,5 tys. strajków, to w rok później ich liczba nie przekroczyła 0,5 tys., a w 1995 roku wyniosła 42. Jeśli chodzi o spektakularne protesty, organizowało je jedynie kierownictwo "Solidarności". Rząd spowolnił m.in. procesy decentralizacji państwa i prywatyzacji, a w tych kwestiach ujawniły się wyraźne różnice między PSL a SLD - m.in. PSL nie zgadzało się na wprowadzenie powiatów oraz blokowało realizację Programu Powszechnej Prywatyzacji.

Konfliktów w łonie koalicji było zresztą więcej - pierwszy bardzo poważny wybuchł już pod koniec stycznia 1994 roku, kiedy premier bez uzgodnienia zdymisjonował wiceministra finansów, Stefana Kawalca (w związku z domniemanymi zaniedbaniami w sprawie prywatyzacji Banku Śląskiego). Zaprotestował przeciw tej dymisji, a następnie (po nieuwzględnieniu jego postulatów) sam podał się do dymisji wicepremier i zarazem minister finansów Marek Borowski, a dymisja została przyjęta. Jednak (jak pisze Antoni Dudek) sprawa Banku Śląskiego była jedynie parawanem, a rzeczywistym powodem był brak zgody Borowskiego na przyznanie kolejnych znacznych sum z budżetu państwa dla związanego z PSL deficytowego Banku Gospodarki Żywnościowej. Konflikt ten dał też Wałęsie kolejną okazję do pokazania "kto tu rządzi". Prezydent odrzucił wysuniętą przez SLD kandydaturę Dariusza Rosatiego na wakujące stanowisko. Objął je dopiero kolejny kandydat, Grzegorz Kołodko (stało się to 29 kwietnia). Zresztą premier Pawlak swoją funkcję wyraźnie traktował jako okazję do wzmocnienia wpływów własnej partii - m.in. na 27 wojewodów, których powołał, z PSL było 19 (z SdRP zaledwie 2, co było niezgodne z umową koalicyjną).

 Nowy wicepremier i minister finansów, Grzegorz Kołodko wkrótce po mianowaniu przestawił własny program reform gospodarczych, zatytułowany Strategia  dla    Polski, który stał się programem także następnych rządów koalicji (w których Kołodko zajmował to samo stanowisko).

23 października 1994 r. Incydent na Dworcu Wschodnim

Rosjanie wykorzystali wydarzenia na warszawskim Dworcu Wschodnim do ochłodzenia relacji z Polską i próbowali skompromitować nasz krajem przed szczytem NATO. czytaj więcej

Dla stabilności systemu politycznego groźniejsze niż konflikty w koalicji rządzącej wydawały się  wypowiedzi i działania prezydenta Wałęsy, który nie bardzo mógł się pogodzić z rządami ugrupowań określanych jako postkomunistyczne, ale przede wszystkim zmierzał do wzmocnienia swojej pozycji. Stosunki między nim a koalicją rządową były na ogół napięte, prezydent często groził rozwiązaniem parlamentu, a niektóre jego działania, szczególnie    związane z wojskiem i prowadzone na jego terenie, były czasem określane nawet jako próba zamachu stanu. Najbardziej spektakularna była sprawa konfliktu w ministerstwie obrony narodowej pomiędzy ministrem Piotrem Kołodziejczykiem (któremu to stanowisko powierzył Wałęsa), reprezentującym cywilną kontrolę nad wojskiem, a szefem Sztab  Generalnego, gen. Tadeuszem Wileckim, dążącym do możliwie pełnego uniezależnienia od MON. Wileckiego poparł Wałęsa (doszło do tzw. sprawy drawskiej, krytyki ministra przez zebranych tam generałów i przeprowadzenia przez Wałęsę głosowania nad poparciem dla ministra), zażądał dymisji Kołodziejczyka i w końcu do niej doprowadził. Jednak do końca trwania rządu Pawlaka stanowisko to zostało nie obsadzone - Wałęsie nie udało się przeforsować swojego kandydata (Zbigniewa Okońskiego), a z kolei prezydent nie był skłonny zaakceptować kandydata SLD, Longina Pastusiaka. Równocześnie w konflikcie z resztą rządu znalazł się kolejny "prezydencki" minister, Andrzej Olechowski, oskarżany o błędy oraz o sprzeczne z prawem pełnienie funkcji przewodniczącego rady nadzorczej jednego z prywatnych banków, w wyniku czego podał się do dymisji.

Pod koniec 1994 roku koalicja uchwaliła ustawę przewidującą nowe, wyższe stawki podatku dochodowego od osób fizycznych (21, 33 i 45 proc.), którą prezydent zawetował, jednak Sejm zdołał to weto odrzucić aż 45 głosami. Prezydent zaskarżył tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, a nie czekając na wynik (Trybunał później oddalił tę skargę), prezydent (i opozycja) wezwał do płacenia podatków według starych stawek.

Krytyka rządu i jego premiera oraz zapowiedzi rozwiązania parlamentu i związane z tym odwlekanie podpisania uchwalonej przez Sejm 30 grudnia ustawy budżetowej (którą w ostatnim dniu przysługującego mu terminu również skierował do Trybunału Konstytucyjnego), to kolejne zaogniające sytuację posunięcia prezydenta w tym okresie. Ich apogeum nastąpiło na przełomie stycznia i lutego, kiedy prezydent najpierw wystosował do premiera ultimatum żądające natychmiastowego powołania nowych ministrów obrony i spraw zagranicznych, a następnie przystąpił do przygotowań związanych z rozwiązaniem parlamentu. Opierając się na mocno "naciąganej" interpretacji przepisów, dokonanej przez Lecha Falandysza, prezydent utrzymywał przy tym, że z dniem 4 lutego ma takie prawo, gdyż ustawa budżetowa nie została przyjęta w terminie trzech miesięcy od daty złożenia projektu (podczas gdy w rzeczywistości termin trzech miesięcy dotyczył prac Sejmu, a nie całej procedury ustawodawczej). Na próby tego rodzaju, którym w dodatku towarzyszyły obraźliwe słowa prezydenta pod adresem posłów i rządu, parlament zareagował bardzo zdecydowanym sprzeciwem przyjmując m.in. uchwałę stwierdzającą, że rozwiązanie parlamentu będzie uznane przez Sejm za nielegalne, a prezydent zostanie pociągnięty do odpowiedzialności konstytucyjnej. Głosowało za nią 376 posłów, a przeciwko rozwiązaniu parlamentu była również większość społeczeństwa.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska współczesna