Podziemie czasu stanu wojennego, związane z Solidarnością Walczącą, potrafiło korzystać w łączności satelitarnej. Posłużył do tego satelita OSCAR 7, który krążył po orbicie, uznany za uszkodzonego.

Zdjęcie

Satelita OSCAR 7 przygotowywany do testu wibracji - zdjęcie archiwalne ze strony www.amsat.org /INTERIA.PL
Satelita OSCAR 7 przygotowywany do testu wibracji - zdjęcie archiwalne ze strony www.amsat.org
/INTERIA.PL

Wprowadzenie stanu wojennego wiązało się z narzuceniem setek zakazów, mających na celu sparaliżowanie jakiejkolwiek niezależnej działalności. Część z nich miała przynieść ograniczenie możliwości kontaktowania się środowisk i pojedynczych ludzi. Od 13 grudnia 1981 r. Polakom nie wolno było opuszczać miejsca zamieszkania i przebywać poza murami domu lub zakładu pracy między godz. 22 a 5 (okresowo zakazywano uczniom wszystkich szkół przebywania poza domem np. między godz. 19 a 7).

Niezniszczalny druk "solidarnościowego" podziemia. Kisiel i pasta "Komfort" bronią konspiratorów

Od pierwszych godzin wprowadzenia stanu wojennego celem PRL-owskich służb było pozbawienie wszystkich niezależnych od władz organizacji jakiejkolwiek możliwości przekazywania informacji. Mimo zmasowanych akcji na podziemne punkty poligraficzne, nie udało się jednak uciszyć podziemia. Dzięki idei... czytaj więcej

Wprawdzie od maja 1982 godzinę milicyjną na krótkie okresy zawieszano, a zakazy opuszczania miejsca stałego zameldowania latem złagodzono, to stan taki trwał aż do końca 1982 r.

Reklama

13 grudnia 1981 Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego ustanowiła też oficjalną cenzurę korespondencji, nakazała wyłączenie telefonów i pod groźbą najsurowszych sankcji zobowiązała wszystkich posiadaczy jakiegokolwiek radiowego sprzętu nadawczego do jego zdeponowania w Urzędach Spraw Wewnętrznych. Ogołocone z takiego sprzętu zostały np. wszystkie kluby krótkofalarskie.

"Kosmiczni" krótkofalowcy

Od razu po tym, jak MO i SB zarekwirowały nawet najbardziej prymitywne krótkofalówki, znajdujące się wcześniej w dyspozycji np. drużyn harcerskich, elektronicy związani z zepchniętą do podziemia Solidarnością przystąpili do konstruowania nowego sprzętu radiowego.

Bardzo aktywne było tu przede wszystkim środowisko Politechniki Wrocławskiej, od lat siedemdziesiątych zajmujące się m.in. kolportowaniem "Biuletynu Dolnośląskiego". Nie brakowało wśród nich amatorów krótkofalarstwa.

Swoje prace prowadzili, po godzinach, w warsztatach i laboratoriach rodzimej uczelni lub w związanych z podziemiem zakładach naprawy telewizorów. W przypadku najścia funkcjonariuszy milicji czy SB, zwykle nie byli oni w stanie odróżnić urządzeń służących nauce czy naprawie telewizorów od powstających nadajników, mających służyć działalności niepodległościowej.

Przypomnieć należy, że w tamtym czasie zomowcom, esbekom, ormowcom, milicjantom i innym funkcjonariuszom MSW czy MON wolno było dokonywać rewizji w nieograniczonym zakresie ilości rewizji, w każdym pomieszczeniu, bez potrzeby posiadania jakiegokolwiek formalnego nakazu.

Prace elektroników konspiratorów prowadzone były w kilku kierunkach. Najwcześniej powstały urządzenia do podsłuchiwania częstotliwości wykorzystywanych przez MO i SB. Już w styczniu 1982 roku grupa naukowców, należących do kierowanej przez Kornela Morawieckiego struktury wydawniczo-kolportażowej RKS NSZZ Solidarność Dolny Śląsk, przeprowadziła pierwsze próby puszczania w eter audycji podziemnej rozgłośni radiowej.

Jednym z ciekawych pomysłów było podłączenie się do siatki drutów elektrycznych Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Celem było wykorzystywanie całej sieci trakcyjnej wrocławskich tramwajów jako jednej wielkiej anteny. Technicznie jest to możliwe, ale w praktyce podziemne rozgłośnie wykorzystywały potem inne rozwiązania.

Kolejnym zadaniem było stworzenie połączeń radiowych, dzięki którym mogłyby komunikować się ze sobą podziemne struktury z różnych miast Polski. Już w grudniu 1981 roku o wydarzeniach toczących się w Polsce, swoich zagranicznych kolegów informowali wrocławscy krótkofalowcy, którzy część swojego sprzętu ukryli przed zarekwirowaniem.

Działalność taka wiązała się jednak z dużym ryzykiem - długie komunikaty, nadawane alfabetem Morse’a, ułatwiały namierzanie nadawców za pomocą mobilnych stacji pelengacyjnych.

Zdjęcie

Twórcy satelity OSCAR 7 Dick Daniels, Jan King, Marie Marr i Perry Klein z Radio Amateur Satellite Corporation - źródło zdjęcia: www.amsat.org /INTERIA.PL
Twórcy satelity OSCAR 7 Dick Daniels, Jan King, Marie Marr i Perry Klein z Radio Amateur Satellite Corporation - źródło zdjęcia: www.amsat.org
/INTERIA.PL

Wiosną 1982 roku koordynujący wówczas odbudowę tajnych zakładowych komórek NSZZ Solidarność Tadeusz Świerczewski oraz "trzech doktorów" (Kornel Morawiecki, Zdzisław Ojrzyński i Jan Pawłowski) postanowili podjąć próbę nawiązania łączności z podziemną Solidarnością z Trójmiasta oraz z przyjaciółmi z Zachodu za pomocą satelity telekomunikacyjnego. W ówczesnych realiach pomysł wydawał się irracjonalny, lecz tak na owe czasy futurystyczna koncepcja okazała się jednak kierunkiem bardzo sensownym.

Ożywienie martwego satelity

Wrocławscy elektronicy wiedzieli, że 15 listopada 1974 roku wraz z satelitą przeznaczonym do prognoz meteorologicznych HOS 6 w przestrzeni kosmicznej umieszczony też został Orbiting Satellite Carrying Amateur Radio - w skrócie OSCAR (siódmy z serii, więc opatrzony cyfrą 7).

Jedną z jego funkcji było przekazywanie sygnałów, nadawanych przez amatorów - krótkofalowców. Niestety, po sześciu latach pracy baterie OSCAR-a 7 zostały uszkodzone i w połowie 1981 r. funkcje tego sztucznego satelity wyłączono.

Początki solidarnościowego kontrwywiadu

Struktury NSZZ Solidarność i innych organizacji, zepchniętych do podziemia w wyniku wprowadzenia stanu wojennego, zmagać się musiały z komunistycznym aparatem przemocy, dysponującym bardzo licznymi, dobrze wyszkolonymi i świetnie wyposażonymi służbami specjalnymi. Niemal każda konspiracyjna... czytaj więcej

Według niektórych źródeł organizacja Solidarność Walcząca latem 1982 roku miała otrzymać wiadomość, że OSCAR 7 jednak nadal działa. Informacje te miały otrzymać mieszkające w Polsce osoby, związane z ciągle działającym w Londynie Rządem Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie. Do ludzi takich miał należeć m.in. dr Zdzisław Ojrzyński.

Według innych osób związanych z tym projektem, krótkofalowcy z kręgu Kornela Morawieckiego po prostu przypuszczali, że OSCAR 7 może jeszcze być zdolny do przekazywania sygnału, pomimo wcześniejszego uszkodzenia baterii.

Faktem niezaprzeczalnym jest natomiast to, że działacze Solidarności Walczącej wczesnym latem 1982 roku dysponowali już sprzętem krótkofalowym, zdolnym do korzystania z takiego łącza satelitarnego, jak OSCAR 7.

Już pierwsze próby uruchomienia kanału komunikacyjnego, opartego o sztucznego satelitę, zakończyły się sukcesem. Teoretycznie "martwy" satelita przekazywał sygnał. W czasach, gdy Internet nikomu się jeszcze nie śnił a telefony były dobrem rzadkim i kontrolowanym przez komunistyczny reżim, nowa forma łączności między Polakami walczącymi o wolność w oddalonych od siebie miastach oraz z osobami wspomagającymi ich zza granicy, okazała się bardzo przydatna.

Wojna w eterze

Łączność satelitarna - po wcześniejszym uruchomieniu przez podziemie nielegalnych rozgłośni i permanentnego podsłuchu wszystkich częstotliwości radiowych, wykorzystywanych przez SB we Wrocławiu i okolicach - była kolejnym wielkim zaskoczeniem, jakie Solidarność Walcząca zgotowała służbom reżimu Jaruzelskiego.

Przekonywały się o tym zatrzymywane przez SB osoby podejrzewane o związki z organizacją Solidarność Walcząca. Przesłuchiwanych zastraszano informacją, że nadawanie komunikatów za pośrednictwem amerykańskiego sztucznego satelity wyczerpuje wszystkie znamiona działalności szpiegowskiej, za którą władza ludowa nie waha się karać wyrokami śmierci.

Pomimo usilnych starań SB nigdy nie wpadła na trop "kosmicznych krótkofalowców". W związku z tym, że większość osób bezpośrednio zaangażowanych w kontakt satelitarny już nie żyje, trudno ocenić skalę wykorzystania tego kanału komunikacji.

Wiadomo, że w sierpniu i wrześniu 1982 roku zostały wysłane z Wrocławia liczne informacje, dotyczące dramatycznych, masowych protestów i walk ulicznych. Komunikaty te były odbierane m.in. w Londynie przez pierwsze zagraniczne przedstawicielstwo Solidarności Walczącej, prowadzone przez najbliższego przyjaciela Kornela Morawieckiego - fizyka dr. Tadeusza Warszę.

Jesienią 1982 popłynęły tą drogą na Zachód informacje o kolejnej, wielkiej fali represji o nowym charakterze - powoływaniu do zamkniętych jednostek wojska na okres bezterminowy (wykorzystując prawo stanu wojennego) tysięcy mężczyzn podejrzewanych o związki z podziemiem.

Wiadomo też, że za pośrednictwem OSCAR-a 7 żywy kontakt utrzymywały ze sobą struktury Solidarności Walczącej z Górnego i Dolnego Śląska oraz z Wybrzeża.

Sprawę wykorzystywania sztucznego satelity przez Solidarność Walczącą kilkanaście lat temu przypomniało kilka publikacji wspomnieniowych i naukowych. Wiadomość o tym dotarła także do zagranicznych amatorów krótkofalarstwa. Na ich podstawie w roku 2002 krótkofalowiec Pat Goven, posługujący się kryptonimem G3IOR, postanowił sprawdzić, czy OSCAR 7 nadal może przekazywać sygnał radiowy. Okazało się, że tak - OSCAR 7 "nadal nadawał"!

Andrzej Kołodziej

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL

Więcej na temat:Solidarność Walcząca | OSCAR 7