Po zakończeniu II wojny światowej dążono do zatrzymania, osądzenia i ukarania Niemców i ich pomocników odpowiedzialnych za zbrodnie popełnione w czasie okupacji. Jednym z takich postępowań był toczący się od 8 do 23 stycznia 1948 r. przed Sądem Okręgowym w Krakowie, proces osiemnastu członków załogi obozu KL Płaszów.

Zdjęcie

Pomnik pamięci pomordowanych na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Plaszowie oraz droga, którą więźniowie byli prowadzeni na śmierć /Artur Hojny /Agencja FORUM
Pomnik pamięci pomordowanych na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Plaszowie oraz droga, którą więźniowie byli prowadzeni na śmierć
/Artur Hojny /Agencja FORUM

Na ławie oskarżonych zasiedli: Arnold Büscher, Edmund Zdrojewski, Lorenz Landstorfer, Ferdynand Glaser, Fritz Willi Korthals, Jakob Schwartz (Schwarz), Andreas Dreer, Gottfried Mantei, Josef Ostler, Adalbert Steinhauser, Karl Krist, Albert Rödel, Anton Friesz, Daniel Mantsch, Anton Mayer, Franz Wenemoser, Herbert Gustaw Arndt oraz Johann Ammering. Przed wybuchem wojny zajmowali się m.in. rolnictwem, rzemiosłem, handlem, kilku z nich odebrało też dobre wykształcenie. W czasie wojny wszyscy wspomniani funkcjonariusze w KL Płaszów, pełnili różne zadania począwszy od prac w administracji obozu po straż nad więźniami. Bez ich zaangażowania samemu komendantowi nie udałoby się ani utrzymać dyscypliny, ani tym bardziej nie wprowadziłby w obozie w Płaszowie tak szeroko i szczegółowo opisywanego przez ocalonych więźniów terroru.

Obóz w Płaszowie

Obóz Płaszów "położony był na gruntach należących do gmin katasralnych dzielnic miejskich - XXI Płaszów, XXII Podgórze oraz Wola Duchacka. Zajęte grunta były własnością osób prywatnych, gminy miasta Krakowa, Krakowskiej Żydowskiej Gminy Wyznaniowej oraz Skarbu Państwa". Krzemionki stanowiły dla niego naturalną osłonę, co pozwalało na ukrywanie dokonywanych tam zbrodni.

Reklama

W oddaleniu około pół kilometra, przebiegała trakcja kolejowa i ulokowana był stacja Płaszów, co dawało możliwość nawiązania krajowych i zagranicznych połączeń komunikacyjnych. Atutem dla Niemców były także znajdujące się w sąsiedztwie zakłady przemysłowe i warsztaty produkujące na potrzeby gospodarki III Rzeszy.

Prace budowlane na terenie obozu rozpoczęły się w drugiej połowie 1942 r., zaś od początku 1943 r., kiedy komendanturę objął SS-Unterscharführer Amon Göth, uległy one przyspieszeniu.

Wnuczka hitlerowskiego zbrodniarza: Mój dziadek by mnie zastrzelił

Jennifer Teege w wieku 38 lat dowiedziała się, że jej dziadek był hitlerowskim zbrodniarzem, znanym z okrucieństwa komendantem obozu w Płaszowie. Swoje doświadczenia opisała w książce "Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił", która właśnie ukazała się w Polsce. czytaj więcej

Przełomowym momentem była likwidacja getta w Podgórzu, w połowie marca 1943 r., kiedy do obozu w Płaszowie przeprowadzono ok. 8 tys. osób. W przeciwieństwie do innych tego typu placówek, obóz Płaszów nie był nigdy tak zróżnicowany pod względem narodowości więźniów, jak np. KL Auschwitz, czy inne niemieckie obozy koncentracyjne.

Przynajmniej w początkowym okresie, w większości przetrzymywano tam Żydów przesiedlonych z getta krakowskiego lub okolicznych miejscowości. Niemcy utworzyli też oddzielną część dla więźniów polskich.

Z czasem przekrój narodowościowy stawał się bardziej zróżnicowany. W niektórych relacjach można wyczytać, że więziono tam okresowo także rodziny cygańskie. Poza wskazanymi grupami narodowościowymi, w KL Płaszów obecni byli także strażnicy i więźniowie ukraińscy, a od stycznia 1944 r. napłynęła do niego również grupa więźniów niemieckich, głównie kryminalistów.

W początkowym okresie istnienia obozu, niemiecka załoga liczyła zaledwie kilkunastu esesmanów. Sytuacja uległa zmianie po przekształceniu statusu obozu pracy na obóz koncentracyjny w styczniu 1944 r. I choć najwięksi zbrodniarze: Arnold Büscher, Edmund Zdrojewski i Lorenz Landstorfer byli w Płaszowie już od 1943 r., to wówczas przybyła większa liczba niemieckich esesmanów, w tym część wspomnianych z grona oskarżanych funkcjonariuszy.

Bez odwetu i zemsty

8 stycznia 1948 r. o godzinie 10.45 rozpoczęła się rozprawa główna w omawianym procesie. Przewodniczył jej sędzia dr Józef Różański, zaś prokuratorzy Władysław Radwański i Józef Góralczyk skonstruowali akt oskarżenia. Przygotowania do procesu trwały od początku 1947 r.

Zdjęcie

Arnold Büscher, oprwaca z KL Płaszów skazany na śmierć prze polski sąd
/Archiwum autora

Wszystkie posiedzenia odbywały się w sali numer 16 budynku Sądu Okręgowego przy ul. Senackiej 1. Oskarżonych, na pół godziny przed początkiem kolejnych etapów posiedzenia, konwojowano na salę rozpraw z więzienia przy ul. Montelupich oraz z aresztu przy ul. Senackiej 3. Codziennie obradowano od godziny 9 rano do 15 po południu.

Każdy z oskarżonych otrzymał prawo do obrońcy, adwokaci byli przydzielani z urzędu. Tuż po rozpoczęciu pierwszej rozprawy głos zabrał adwokat dr Aschenbrenner i wygłosił w imieniu swoim i pozostałych prawników następujące oświadczenie: "Obrony w tym procesie podjęliśmy się nie z własnej woli, ale z urzędu, z nakazu władz sądowych [...]. Podkreślam, iż w duszy każdego z nas zachodzi konflikt między przyjętymi obowiązkami obrońcy, a sumieniem Polaka z powodu tych wszystkich strasznych krzywd jakie naród niemiecki wyrządził narodowi polskiemu i żydowskiemu w okresie okupacji. Naród polski i żydowski nie kieruje się jednak prawem odwetu i zemsty i proces toczyć się będzie na tych samych podstawach prawnych, które Sąd stosuje do obywateli polskich, oskarżonych z tego dekretu [31 sierpnia 1944 r.]".

Tym sposobem obrońcy oskarżonych wskazywali na przymusowy - urzędowy charakter ich zaangażowania w proces, a nie na dobrowolne uczestnictwo.

Zbrodnie bez winnych

Żaden z oskarżonych w procesie załogi KL Płaszów nie przyznał się do popełnienia zarzucanych czynów, nie wyraził skruchy ani poczucia winy w związku z przynależnością do NSDAP czy SS. Zgodnie ze złożonymi zeznaniami, większość z nich nie była bezpośrednimi świadkami wykonywanych w obozie rozstrzeliwań. Wskazywali jednak na przypadki fizycznego znęcania się nad więźniami obozu w Płaszowie, poniżania ich i prześladowania oraz kradzieży mienia.

Zdjęcie

Lorenz Landstorfer
/Archiwum autora

Każdy z oskarżonych, co jest zrozumiałym odruchem obronnym, starał się marginalizować swój udział w zbrodniach na więźniach polskich i żydowskich. Jak w większości powojennych procesów, wskazywali jedynie na konieczność wypełniania obowiązków służbowych i rozkazów osób, którym podlegali. Interesujący jest fakt, że winą obarczali przede wszystkim nieżyjącego już wówczas komendanta i "kata Płaszowa" - Amona Götha. Nie wskazywali na jakiekolwiek negatywne zachowanie się, czy polecenia służbowe, wydawane przez oskarżonego Arnolda Büschera, który przez pewien czas był współpracownikiem, a później następcą Götha na tym stanowisku.

Oświadczenia sądzonych sprawców i odpowiedzi na zadawane przez prokuratorów pytania stanowią cenną bazę informacji na temat KL Płaszów oraz innych obozów, w których oskarżeni odbywali swoją służbę. Porównanie ich subiektywnej perspektywy z relacjami poszkodowanych daje pełniejszy obraz wydarzeń rozgrywających się podczas okupacji.

Kolejne etapy rozpraw odbywały się w dniach 9, 12-16, 19-20 i 23 stycznia 1948 r. Oprócz oskarżonych i kilkudziesięciu świadków, którzy zeznawali przeciw nim, gromadziły także liczną grupę zainteresowanych przebiegiem procesu i jego rezultatem. Lokalna prasa codzienna i tygodniowa donosiła w rozlicznych artykułach o postępach w rozprawie, oraz o kolejnych ustaleniach. Artykuły okraszano licznymi cytatami z wypowiedzi świadków, co szczególnie potęgowało emocje u czytelników.

Zdjęcie

Zbiórka żołnierzy SS na placu apelowym w obozie koncentracyjnym w Płaszowie, przemawia komendant Amon Goeth, 1944 /East News
Zbiórka żołnierzy SS na placu apelowym w obozie koncentracyjnym w Płaszowie, przemawia komendant Amon Goeth, 1944
/East News

"Faszystowskie wychowanie"


Wyrok w procesie załogi KL Płaszów zapadł 23 stycznia 1948 r. przed Sądem Okręgowym w Krakowie. W uzasadnieniu dołączonym do wyroku w sposób precyzyjny dokumentowano i odpierano linię obrony oskarżonych, dowodząc zarzucanych im przewinień. Cytowano w nim obszernie zeznania świadków i ustalenia biegłych sądowych, wyliczano konkretne zabójstwa i przypadki znęcania się nad więźniami.

W uzasadnieniu odwołano się także do braku skruchy u oskarżonych, oraz zarzucono im brak uczuć ludzkich w trakcie pełnienia służby w obozie. Podkreślono przy tym, że "taką moralność i wychowanie zwierzęce daje faszyzm, który sam w sobie jest zbrodnią i wszystkie jego drogi prowadzą do zbrodni". Wyraźnie zatem oddzielono ich wewnętrzne cechy charakteru od wpływu jaki wywarła sama ideologia nazistowska, zarzucając im jednocześnie ślepe, bezrefleksyjne poddanie się ówczesnej propagandzie.

W wyroku orzeczono dwa rodzaje kary, tj. karę śmierci lub długoletniego więzienia o wymiarze od pięciu do piętnastu lat. Wyrok śmierci otrzymali czterej oskarżeni: Arnold Büscher, Lorenz Landstorfer, Ferdynand Glaser i Edmund Zdrojewski. Ich nazwiska najczęściej pojawiały się w zeznaniach świadków, wraz z obszernymi komentarzami na temat popełnianych przez nich zbrodni.

Kary długoletniego więzienia otrzymali: Fritz Korthals i Jakob Schwartz (Schwarz) - po piętnaście lat, Andreas Dreer, Gottfried Mantei, Josef Ostler, Adalbert Steinhauser - po dwanaście lat, Karl Krist, Albert Rödel - po siedem lat, Anton Friesz, Daniel Mantsch, Anton Mayer oraz Franz Wenemoser po pięć lat.

Zdjęcie

Edmund Zdrojewski
/Archiwum autora

Herberta Gustawa Arndta uniewinniono od stawianych mu zarzutów. W uzasadnieniu do wyroku zapisano: "żaden świadek nic niekorzystnego nie zeznał, co świadczy o tym, że przez te 5 dni [swojej służby w Płaszowie] Arndt żadnego udziału w czynnościach tej grupy przestępczej jaką była załoga obozu płaszowskiego nie brał. Fakt odesłania go z Płaszowa przez władze obozu po 5 dniach wskazuje również na to, że Arndt jako niezwiązany ideologicznie z SS i z jej metodami się nie zgadzający - na członka załogi obozu koncentracyjnego, który miał na celu wyniszczenie Polaków i Żydów nie nadawał się".

Johann Ammering zmarł na pięć dni przed ogłoszeniem wyroku.

Sprawcy, którym zasądzona została kara śmierci, odwoływali się do sądu wyższej instancji, a także pisali pisma do prezydenta z prośbą o ułaskawienie. Ich zabiegi nie osiągnęły zamierzonego skutku.

Arnold Büscher został stracony 2 sierpnia 1949 r., a jego zwłoki przekazano do Instytutu Anatomii Opisowej do celów edukacyjnych (na potrzeby sekcji dla adeptów medycyny).

Wyroki śmierci na Edmundzie Zdrojewskim oraz na Lorenzie Landstorferze wykonano 30 października 1948 r.

Dwaj inni oskarżeni: Andreas Dreer i Fritz Korthals zmarli w trakcie odbywania kary.

Martyna Grądzka

Historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie, doktorantka w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, współpracownik Ośrodka Myśli Politycznej

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL

Więcej na temat:KL Płaszów | Amon Göth