Żywot Wincentego Pstrowskiego związany został w PRL z symbolem socjalistycznego współzawodnictwa pracy. Propaganda Polski Ludowej wyniosła na piedestał, a głos ludu sprowadził do szyderczego kupletu: "Wincenty Pstrowski, górnik ubogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi"...

Zdjęcie

Rok 1947. Przodownik pracy Wincenty Pstrowski fedruje węgiel /FoKa /Agencja FORUM
Rok 1947. Przodownik pracy Wincenty Pstrowski fedruje węgiel
/FoKa /Agencja FORUM

Rębacz dołowy, aż do końca państwa, którego stał się - zapewne w dużej mierze - mimowolnym bohaterem, patronujący niezliczonym ulicom, szkołom (w tym nawet Politechnice Śląskiej) i instytucjom, po 1989 przepadł w niepamięć. Znany kiedyś każdemu Polakowi jako ten, który w 1947 r. wypowiedział słynne hasło "Kto da więcej węgla niż ja?", dla młodego pokolenia jest postacią kompletnie anonimową.

Fakty z jego życia do tego stopnia pozostawione bez gruntownego wyjaśnienia, iż nawet w Wikipedii, tym cudownym skądinąd śmietnisku informacji wartościowych i bez znaczenia, znaleźć można stwierdzenie, że "W wersji oficjalnej zmarł na białaczkę, a według innych relacji przyczyną zgonu mogło być usunięcie trzech zębów i następnie zbyt szybki powrót do pracy, co zaowocowało zakażeniem krwi". Świadków śmierci Pstrowskiego trudno szukać, ale o dowody, że naprawdę chorował na białaczkę - uważaną w jego czasach za chorobę nieuleczalną - bardzo łatwo. W Klinice Hematologicznej krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego Collegium Medicum UJ do niedawna pracowali jeszcze świadkowie pamiętanej długo akcji ratowania przodownika: zmarły w 2000 r. jej emerytowany kierownik, a w 1948 początkujący lekarz, prof. dr hab. med. Julian Blicharski i sekretarka kliniki Anna Sinczak. Przede wszystkim zaś - zachowała się opowieść leczącego górnika prof. dr. hab. med. Juliana Aleksandrowicza.

Reklama

W książce "Tyle wart człowiek", przygotowanej wspólnie przez jednego z najwybitniejszych hematologów polskich wszech czasów i Ewę Stawowy, można przeczytać: "Pewnego dnia, (...) w 1948 roku, przywieziono do II Kliniki Chorób Wewnętrznych przodownika pracy, górnika, Wincentego Pstrowskiego. Zrobił się wielki szum. Przedstawiciel ministerstwa, dr Zygmunt Grynberg, i dr Lubelski, wicedyrektor szpitala klinicznego, starali się zorganizować możliwie najlepsze warunki leczenia.

W gabinecie Profesora [chodzi o szefa kliniki, prof. dr hab. Tadeusza Tempkę - przyp. autora] odbyła się konferencja. Przedstawiciel ministerstwa spytał: - Co nowego zrobiono w tej dziedzinie? - Profesor rozłożył ręce. Nieśmiało odezwałem się, że w ostatnim numerze >Le Sang<, który przed chwilą przeglądałem, jest praca Bassisa i Bernarda o Exanguino-transfusions i korzystnych wynikach w białaczkach. (...)

Idei uczepił się Grynberg. Za dwa dni specjalnym samolotem sprowadzono z Paryża Jeana Bernarda i Jeana Dausseta. Opiekę nad chorym Pstrowskim i organizację zabiegu Mistrz (prof. Tempka - przyp. wald) powierzył nie mnie jako projektodawcy, lecz docentowi Edwardowi Kubiczkowi".

Jako że "Idea zabiegu polegała na przepłukaniu ustroju chorego górnika kilkunastoma litrami krwi", pojawił się problem - skąd wziąć tyle odpowiadającego grupą najcenniejszego leku? Ale dla władzy, dla której Pstrowski był przecież najważniejszą wizytówką całej akcji współzawodnictwa pracy, trudności tego rodzaju nie istniały. Sprawę rozwiązano w sposób najprostszy, typowy dla tamtych czasów: rozkazem.

"Przyprowadzono dwie kompanie żołnierzy jako krwiodawców. Rozbili namioty wokół kliniki. Przyjechał prof. Hirszfeld [Ludwik, wybitny bakteriolog i immunolog, twórca nowej dziedziny nauki, seroantropologii - przyp. autora], Lille-Szyszkowicz [Irena, profesor hematologii i serologii - - przyp. autora], i sztab asystentów. W klinice zrobiło się jeszcze ciaśniej - mundury, urzędowe twarze...".

Zabieg przebiegał pod kontrolą Jeana Bernarda - francuskiego profesora medycyny, prezydenta Międzynarodowego Towarzystwa Hematologicznego. Aleksandrowicz zapamiętał, jak ów - "uroczy i bezpośredni Francuz" - "(...) spytał mnie, czy wszyscy klinicyści w Polsce są zawsze tak dostojni i poważni?... Czy to tylko wynik choroby przodownika, zasłużonego obywatela, czy obecności władz?... Przypominacie mi >les balons gonfles<...". "Les balons gonfles" oznacza tyle, co "nadęte balony".

Pomimo nieliczenia się z kosztami, pomimo zgromadzenia konsylium złożonego z najlepszych fachowców, pionierska terapia nie zdała się na wiele. Transfuzja nie pomogła przodownikowi, granulocytopenia (czyli zmniejszenie liczby granulocytów - białych krwinek) utrzymała się: granulocyty, obecne w krwi przetaczanej, w organizmie Pstrowskiego szybko znikały. Konstatacja tego faktu skłoniła Aleksandrowicza do podjęcia próby znalezienia związku między tymi dwoma zjawiskami - a w konsekwencji uczynienia milowego kroku na drodze do leczenia białaczek. W ten sposób choroba Pstrowskiego przyczyniła się do rozwoju nauki...

Górnik kopalni "Jadwiga" - wkrótce po śmierci najsławniejszego pracownika nazwanej jego imieniem - nie żył długo po desperackiej próbie ratowania: ratowania zarówno jego jak i ratowania wizerunku wyścigu pracy. 18 kwietnia 1948 zmarł w krakowskiej klinice. Koncepcja współzawodnictwa doznała poważnego szwanku - po śmierci Pstrowskiego trudno było przekonać wierzących w jej sensowność z powodów ideowych, że permanentne przekraczanie planu nie niesie zagrożeń zdrowotnych.

Waldemar Bałda 

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL

Więcej na temat:Wincenty Pstrowski