5 sierpnia mijają 72 lata od rzezi mieszkańców warszawskiej Woli. W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego 1944 roku Niemcy wymordowali tam od 30-tu do 65-ciu tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Dokładna liczba ofiar pozostaje nieznana.

Zdjęcie

Pomnik pamięci pomordowanych przez Niemców mieszkańców Woli /Twitter @MiejskaWola /
Pomnik pamięci pomordowanych przez Niemców mieszkańców Woli
/Twitter @MiejskaWola /

Zbrodnia miała miejsce od 5 do 7 sierpnia. Był to jeden z najtragiczniejszych epizodów Powstania Warszawskiego. Hitlerowcy realizowali w ten sposób rozkaz Adolfa Hitlera, nakazujący zburzenie stolicy Polski i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców.

Oddziały SS i policji niemieckiej zabijały ludzi w masowych egzekucjach. Największe z nich odbyły się koło wału kolejowego przy ulicy Moczydło oraz w fabrykach "Ursus" i Franaszka przy ulicy Wolskiej.

Reklama

Ludność cywilną wykorzystywano jako żywe tarcze, pędząc przed niemieckimi czołgami. Mordowano rannych w szpitalach i dopuszczano się licznych gwałtów. Polaków zmuszano także do rozbiórki barykad w ogniu walki.

"Jak można w ciągu sześciu dni wymordować duże powiatowe miasto? 50 tys. ludzi to przecież duże miasto" - mówił przed dwoma laty Polskiemu Radiu ocalały z maskary Jerzy Janowski.

"Wtedy byłem na ulicy Towarowej. Prowadziłem tam drużynę" - wspominał Jerzy Zakrzewski pseudonim "Młotek" ze Zgrupowania Armii Krajowej "Chrobry 2". "Pamiętam jak cała masa ludzi zdołała uciec właśnie tą ulica na naszą stronę. Opowiadali, co tam się dzieje. (...) Po drodze pogubili dzieci, rodziny i chcieli tam wracać. Myśmy ich nie chcieli wypuścić, bo tam czekała tylko śmierć. To było straszne ludobójstwo" - opowiadał.

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności

IAR/INTERIA.PL