Przedstawiamy dziesięć najważniejszych i najbardziej brawurowych bitew oraz akcji Żołnierzy Wyklętych, którzy - walcząc z przeważającymi i lepiej wyposażonymi oddziałami ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej – potrafili dokazywać cudów odwagi.

Zdjęcie

Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne) /Andrzej Stawiński /Reporter
Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne)
/Andrzej Stawiński /Reporter

Każda z akcji została opatrzona specjalistycznym  komentarzem doktora habilitowanego Filipa Musiała z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej, wybitnego eksperta w sprawach polskiego podziemia niepodległościowego. 

21 sierpnia 1944 r. Bitwa o Surkonty

Pierwsza regularna bitwa między niedawnymi sojusznikami razem zdobywającymi Wilno, czyli Armią Krajową i Armią Czerwoną. Podpułkownik Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz" wraz z oddziałem został zaatakowany - najprawdopodobniej na skutek denuncjacji - w zaścianku Surkonty. Początkowo akowcom udało się skutecznie odeprzeć atak Sowietów. Enkawudziści dostali się pod skuteczny ogień polskich żołnierzy i dotkliwymi startami wycofali się. Na pomoc wezwali cały batalion oraz oddział milicji (przybyły na miejsce trzydziestoma ciężarówkami), ale też samoloty, które przed atakiem piechoty ostrzelały Polaków, powodując pożar zabudowań. Pomimo dziesięciokrotnie potężniejszych sił wroga, otoczeni akowcy bronili się dzielnie, a części z nich udało się wyrwać z okrążenia. Osłaniający ich odwrót oddział liczący 36 osób położył trupem 132 Sowietów. Wściekli czerwonoarmiści bagnetami dobijali Polaków, którzy przeżyli bitwę. Nie oszczędzono nikogo.

Reklama

Dr hab. Filip Musiał: "Bitwa pod Surokontami miała znaczenie jako symbol sowieckich intencji wobec Polski, a zarazem dowód ich represywnych działań. Była też ważna, bowiem zginął w niej legendarny oficer, cichociemny, podpułkownik Maciej Kalenkiewicz 'Kotwicz' wraz ze swym sztabem".

8 marca 1945 r. Uwolnienie więźniów w Łowiczu

Brawurowa, wręcz "filmowa" akcja akowskiej Grupy Szturmowej Szarych Szeregów, która - bez choćby jednego wystrzału i ofiar - odbiła z ubeckiego więzienia blisko 80 członków antykomunistycznego podziemia. Impulsem do przeprowadzenia karkołomnego wydawałoby się ataku na - pilnie strzeżone przez ubeków i milicjantów - więzienie był gryps od aresztowanego akowca Zbigniewa Fereta "Cyfry". Niepodległościowiec ostrzegał przed zbliżającą się deportacją uwięzionych na Sybir, co zmobilizowało jego kolegów do odbicia więźniów. Akcję przeprowadziło zaledwie 11 akowców. Część z nich, udając milicjantów eskortujących zatrzymanych "bandytów" do więzienia, opanowała areszt i uwolniła więźniów. Zaskoczeni esbecy nie zdążyli zareagować. Dopiero na drugi dzień rozpoczęto intensywne działania, w wyniku których zatrzymano część uczestników i uwolnionych. Trzech z nich (mający po osiemnaście lat Wojciech Tomczyk, Bohdan Józewicz oraz Kazimierz Chmielewski), po typowo ubeckim barbarzyńskim śledztwie, przyznała się do winy i została skazana na karę śmierci, którą zamieniono im na karę więzienia.

Dr hab. Filip Musiał: "Akcja na więzienie w Łowiczu, ukazuje faktyczną ciągłość między tym, co nazywa się często pierwszą i drugą konspiracją. Przeprowadzona została już po rozwiązaniu AK, ale siłami drużyn Szarych Szeregów, którym udało się uwolnić kilkudziesięciu więźniów - głównie żołnierzy AK".

24 kwietnia 1945 r. Rozbicie więzienia w Puławach

W biały dzień, pod nosem kilku tysięcy sowieckich żołnierzy i ubeckich funkcjonariuszy, 44-osobowy oddział WiN majora Mariana Bernaciaka "Orlika" uwolnił z więzienia w Puławach 107 więźniów. "Orlik" podzielił oddział. Część żołnierzy odgrywała czerwonoarmistów, inni - pobrudzeni i wyglądający na pobitych - zatrzymanych antykomunistycznych "bandytów", których rzekomo miano umieścić w pilnie strzeżonym areszcie w Puławach. Funkcjonariusz NKWD zwietrzył jednak podstęp i chciał wszcząć alarm. Został jednak wyeliminowany, a akowcy wtargnęli do budynku. Przerażeni ubecy zabarykadowali się w pomieszczeniach, a w tym czasie niepodległościowcy pomagali więźniom wsiadać do ciężarówek. Ewakuując się z Puław, przebrani za czerwonoarmistów krzyczeli w języku rosyjskim: "Polacy bija naszych". To wywołało zamęt wśród Sowietów i ułatwiło ucieczkę akowcom. Tymczasem czerwonoarmiści, przekonani że w więzieniu są "bandyci", zaczęli ostrzeliwać... zabarykadowanych tam ubeków. W wyniku akcji uwolniono 107 więźniów, w tym 6 kobiet. Straty oddziału "Orlika" wynosiły dwóch poległych i kilku rannych. Zginęło również pięciu funkcjonariuszy UB i dwóch milicjantów, pięciu zostało rannych.

Dr hab. Filip Musiał: "Udane rozbicie aresztu Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach i uwolnienie ponad 100 osadzonych tam przez komunistów ludzi, było jedną z akcji budujących legendę majora Mariana Bernaciaka 'Orlika' - jednego z najsprawniejszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie".

Zdjęcie

Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne) /Andrzej Stawiński /Reporter
Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne)
/Andrzej Stawiński /Reporter

7 maja 1945 r. Bitwa pod Kuryłówką

Jedna z największych bitew "Wyklętych", stoczona przez żołnierzy Narodowej Organizacji Wojskowej z enkawudzistami pod Kuryłówką, trwała kilka godzin. Przyczynkiem do bitwy była dezercja całego Trzeciego Samodzielnego Batalionu Operacyjnego Wojsk Wewnętrznych. Żołnierze, poznawszy się na komunistycznych metodach, postanowili uciec z ludowego Wojska Polskiego i przyłączyć się do antykomunistycznego podziemia. Za baonem ruszył enkawudowski pościg, który 7 maja 1945 roku dotarł pod Kuryłówkę. Tam stacjonowały - jak na ówczesne realia - wyjątkowo liczne oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej. Po burzliwej naradzie major Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan" postanowił podjąć walkę z Sowietami. Enkawudziści atakowali aż czterokrotnie, za każdym razem z innej pozycji. Bezskutecznie. Dochodziło nawet do boju na bagnety, gdzie niepodległościowcy w bezpośrednim natarciu potrafili pokonać sowieckich weteranów tak zwanej wojny ojczyźnianej. Ostatecznie "Ojciec Jan" nakazał wycofanie się w lasy, zostawiając za sobą 57 martwych Sowietów. Polacy stracili 5 żołnierzy.

Dr hab. Filip Musiał: "Bitwa pod Kuryłówką była jednym z największych starć żołnierzy NOW z sowieckim NKWD. Niewątpliwie budowała zaufanie do otoczonego później zasłużoną sławą majora Franciszka Przysiężniaka 'Ojca Jana'".

20-21 maja 1945 r. Rozbicie obozu NKWD w Rembertowie

W wyniku akcji oddziału AK podporucznika Edwarda Wasilewskiego "Wichury", uwolniono kilkuset polskich partyzantów i żołnierzy niepodległościowych. Więźniami obozu NKWD w Rembertowie byli przede wszystkim żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych. Panujące tam warunki były dramatyczne: codziennie z powodu brutalności Sowietów i głodowych racji żywności umierało kilkunastu więźniów. Gdy potwierdzono informację o obecności w obozie generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", oddział "Wichury" otrzymał rozkaz zaatakowania obozu i odbicia więźniów. Akcję przeprowadziło 44 żołnierzy. "Po wyważeniu furtki przy bramie weszliśmy do środka, likwidując stojących tam wartowników. Kilku z nas wpadło do domku. Miał dwie izby. W pierwszej siedział na krześle sowiecki oficer. Nogi miał w misce z wodą. Przed nim klęczał jakiś człowiek. Wyglądało jakby mył enkawudziście nogi. Oficer sięgnął po broń. Nie zdążył. Zwalił się z krzesła martwy. Cywil zawołał do nas, że jest więźniem, żeby go nie zabijać. (...) Po 25 minutach od rozpoczęcia akcji nasi byli już poza obozem" - relacjonował uczestnik akcji Albin Wichrowski "Góral". W wyniku akcji uwolniono kilkaset osób, zabijając kilkudziesięciu enkawudzistów. Niestety, część uciekinierów została zatrzymana przez Sowietów w trakcie obławy, podczas której zbiegów szukano przy pomocy samolotów rozpoznawczych. Wszyscy zostali rozstrzelani.

Dr hab. Filip Musiał: "Rozbicie sowieckiego obozu w Rembertowie było jedną z najbardziej spektakularnych akcji powojennego podziemia. Tym trudniej pogodzić się z tym, że dowodzący akcją porucznik Edward Wasilewski 'Wichura' w 1950 roku podjął współpracę z komunistyczną bezpieką i skutecznie zwalczał ostatnich leśnych".

24 maja 1945 r. Bitwa w Lesie Stockim

Około 170 żołnierzy podziemia niepodległościowego pobiło blisko 700 enkawudzistów i ubeków wspieranych trzema samochodami pancernymi, dwoma transporterami opancerzonymi i jedną tankietką. Po brawurowym rozbiciu więzienia w Puławach, major Marian Bernaciak "Orlik" stał się numerem jeden na komunistycznej liście poszukiwanych. Na wskutek denuncjacji, niepodległościowcy zostali zaskoczeni z dwóch stron przez przeważające siły ubeków i enkawudzistów, którzy dla identyfikacji mieli podwinięte lewe rękawy mundurów, a czapki owinięte bandażami. Od całkowitego rozbicia antykomunistów uratował kontrnatarcie na skrzydło Sowietów porucznika Zygmunta Kęskiego "Świta". Niepodległościowcom udało się również zniszczyć lub unieruchomić trzy pojazdy pancerne. Tymczasem o wyniku bitwy zadecydował przypadek. Żołnierze prowadzeni przez "Orlika" natknęli się bowiem na oddział, którym okazało się dowództwo ubeków i enkawudzistów. Ci, odpowiadając na hasło słowem "Leningrad", zostali ostrzelani przez żołnierzy majora Bernacika. Pozbawieni dowództwa komuniści i Sowieci stracili głowę, dali się okrążyć, a nawet - pomimo znaków identyfikacyjnych - ostrzeliwali siebie nawzajem. Do wieczora żołnierze "Orlika" likwidowali ukryte w wąwozie Zadole oddziały. Dopiero informacja o potężnej odsieczy zmusiła niepodległościowców do wycofania się. Straty ubeków i enkawudzistów było dotkliwe (nawet 72 ludzi), przy 11 zabitych żołnierzach antykomunistycznych.

Dr hab. Filip Musiał: "Bitwa w Lesie Stockim była jedną największych stoczonych przez podziemie po wojnie. Szacuje się, że walczyło w niej około 180 podwładnych majora Mariana Bernaciaka 'Orlika' przeciw blisko 700 funkcjonariuszom polskiego i sowieckiego aparatu represji. Choć partyzanci odnieśli zwycięstwo głównie dzięki szczęściu, pokonanie przeciwnika dysponującego tak wielką przewagą było niebywałym dokonaniem".

Zdjęcie

Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne) /Andrzej Stawiński /Reporter
Inscenizacja historyczna "Żołnierze Wyklęci" (zdjęcie ilustracyjne)
/Andrzej Stawiński /Reporter

28 maja - 2 czerwca 1945 r. Bitwa pod Kotkami

Seria potyczek w okolicach wsi Kotki i Palonki w województwie świętokrzyskim była jednym z największych bitew podziemia antykomunistycznego w 1945 roku. Do pierwszego starcia komunistów z oddziałem Narodowych Sił Zbrojnych porucznika Stanisława Sikorskiego "Jaremy" doszło 28 maja w Palonkach, gdzie odparto atak grupy operacyjnej Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Buska Zdroju. Po zwycięskiej potyczce "Jarema" zarządził odwrót w stronę Lasów Koteckich. Informacja o rozbiciu grupy operacyjnej bezpieki dotarła do Kielc, gdzie poza - kolejnym oddziałem ubeków - do walki z eneszetowcami zmobilizowano również oddział Armii Czerwonej. Do starcia doszło w nocy z 29 na 30 maja. Obecność Sowietów uniemożliwiła oskrzydlenie ubeków przez antykomunistów, którzy - tracąc "Jaremę" - wycofali się w głąb lasu. Dowodzony już wówczas przez porucznika Mieczysława Kowalskiego "Groma" oddział został otoczony pod Chruścicami, gdzie stracił co najmniej dziesięciu żołnierzy oraz tabor z dokumentacją. Ostatecznie eneszetowcom udało się wyrwać z okrążenia, a w czasie serii potyczek śmierć poniosło kilkunastu polskich komunistów i co najmniej jeden czerwonoarmista.

Dr hab. Filip Musiał: "W bitwie pod Kotkami żołnierze NSZ walczyli z bezpieką i żołnierzami armii sowieckiej. Była to kolejna z bitew, w których udział krasnoarmiejców dobitnie świadczył o roli Armii Czerwonej w podboju Polski i zabezpieczeniu komunistycznej władzy instalowanej w 'ludowej' Polsce z moskiewskiego nadania".

4-5 sierpnia 1945 r. Rozbicie więzienia w Kielcach

Dowodzeni przez legendarnego kapitan Antoniego Hedy "Szarego" akowcy fortelem wyprowadzili z  Kielc poważne siły komunistyczne, zajęli miasto i odbili z więzienia kilkuset osadzonych przez bezpiekę niepodległościowców. "Szary", którego dwaj braci zostali zakatowani na śmierć w kieleckim więzieniu, miał świadomość, że dysponuje niewystarczającymi siłami. Mimo pomocy ze strony radomskiej AK i porucznika  Stefana Bembińskiego "Harnasia", niepodległościowcy wciąż nie mogli planować ataku w biały dzień na tak duży garnizon, jakim były Kielce. Postanowiono posłużyć się fortelem i wywabiono z miasta liczne siły, pozorując atak na niedaleki Szydłowiec. Tym samym, gdy akowcy w skonfiskowanych samochodach wjeżdżali do Kielc, ludowe Wojsko Polski i enkawudziści bezskutecznie przeszukiwali lasy pod Szydłowcem. Tymczasem niepodległościowcy nie tylko opanowali więzienie, ale też taktycznie unieruchomili pozostałe w Kielcach komunistyczne oddziały i milicję. Rozbicie więzienia przez "Szarego" i jego ludzi było majstersztykiem. Nie tylko uwolniono około 700 więźniów (dane AK) lub 350 więźniów (dane MO) z pilnie strzeżonego aresztu dużego wojewódzkiego miasta, ale też ograniczono rozlew krwi do minimum. W całej akcji zginął jeden niepodległościowiec, a straty komunistów wyniosły zaledwie dwie osoby.

Dr hab. Filip Musiał: "Akcja oddziału Antoniego Hedy 'Szarego' była wzorcowo przeprowadzona. Partyzanci opanowali Kielce, a rozbijając więzienie uwolnili około 350 więźniów. Podobnych akcji w 1945 roku przeprowadzono wiele, bowiem jeszcze wtedy siła podziemia sprawiała, że to partyzanci sprawowali kontrolę nad 'Polską gminną', a czasem także 'powiatową'. Komuniści kontrolowali tylko większe aglomeracje, w teren jeżdżąc najczęściej z silną obstawą".

9 września 1945 r. Rozbicie więzienia w Radomiu

W wyniku trwającej niecałe pół godziny akcji 150 żołnierzy porucznika Stefana Bembińskiego "Harnasia", z radomskiej katowni bezpieki uwolniono około 300 więźniów. Akcja w Radomiu była prawie bliźniaczo podobna do tej z Kielc. Biorący w niej udział "Harnaś" tym razem dowodził i przed akcją zapowiedział żołnierzom, by strzelali do komunistów i Sowietów tylko w ostateczności. Niepodległościowcy dotarli do miasta skonfiskowanymi ciężarówkami. Część żołnierzy miała zaatakować więzienie, pozostali zablokować siedziby bezpieki i enkawudzistów. Tym razem nie poszło tak płynnie, jak w Kielcach. Niepodległościowcy zostali ostrzelani już pod brama więzienia. Do wymiany ognia doszło również przy posterunku KBW i siedzibie NKWD. Na szczęście antykomunistom udało się związać wrogie siły. Po wysadzeniu bramy więzienia, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Jeden ze współpracujących z niepodległościowym podziemiem strażników otwierał cele, a część więźniów sama wyważyła drzwi. Odpalone flary dały sygnał do odwrotu. Akcja była niezwykle udana, bo 150 żołnierzom udało się rozbić, pilnowane przez około 3000 funkcjonariuszy MO, KBW i UB oraz Sowietów, więzienie i oswobodzić 300 osób. W akcji śmierć poniosło dwóch akowców.

Dr hab. Filip Musiał: "Więzienie w Radomiu zostało rozbite przez oddziały poakowskie i NOW dowodzone przez Stefana Bembińskiego 'Harnasia'. Podobnie jak wiele innych ataków na więzienia i areszty, akcja w Radomiu miała ogromne znaczenie, podnosząc morale walczących partyzantów, ale także zaskarbiając im sympatię rodzin, których najbliżsi byli wyrywani z rąk bezpieki".

27-28 maja 1946 r. Zajęcie Hrubieszowa

Wspólna akcja akowców i ukraińskich nacjonalistów przeciwko Sowietom i polskim komunistom w Hrubieszowie, była rzadkim przykładem współpracy Polskiego Podziemia z Ukraińską Powstańcza Armią po rzezi wołyńskiej. AK-WiN i UPA połączył wspólny wróg - Armia Czerwona. Pomimo oporu części polskich niepodległościowców, na wspólnej naradzie postanowiono zaatakować Hrubieszów. Głównymi celami operacji były uwolnienie więźniów oraz rozbicie posterunków UB i NKWD. Przy okazji miano zlikwidować zebrane przez komunistów dokumenty. W ataku na Hrubieszów wzięło udział około 150 winowców dowodzonych przez Wacława Dąbrowskiego "Azję" i około 300 upowców Jewhena Sztendery "Prirwa". Jednocześnie wielu Polaków ubezpieczało drogi dojazdowe do miasta. Atak Polaków na siedzibę UB powiódł się. Partyzanci całkowicie zaskoczyli ubeków, którzy prawie bez walki poddali się. Winowcom udało się uwolnić więźniów, a na "asach", czyli cieszących się złą sławą okrutnych funkcjonariuszach partyjnych i ubeckich, wykonano wyroki śmierci. Po akcji winowcy sprawnie wycofali się z miasta. Natomiast Ukraińcy nie zdołali zdobyć siedziby NKWD i Komisji Przesiedleńczej. Źle wystrzelony ładunek nie rozbił ściany posterunku, a silny oddział enkawudzistów odparł atak upowców.

Dr hab. Filip Musiał: "Hrubieszów został zajęty przez wspólnie działające oddziały WiN i UPA, co było konsekwencją taktycznego zawieszenia broni między niepodległościowym podziemiem a ukraińskimi nacjonalistami - wymuszonym skalą sowieckich i komunistycznych represji. Wspólna akcja polskiego podziemia i ukraińskich nacjonalistów wpędziła komunistów w przerażenie, ale potem stała się dogodnym pretekstem do propagandowego atakowania niepodległościowej konspiracji".

Artur Wróblewski

Przy opracowaniu korzystałem z książek "Bohaterskie akcje Żołnierzy Wyklętych" Joanny Wieliczki-Szarkowej, "Żołnierze Wyklęci" Jerzego Śląskiego i "Bitwy Wyklętych" Szymona Nowaka.

Przeczytaj również: Brawurowa akcja Żołnierzy Wyklętych. Rozbicie więzienia św. Michała w Krakowie

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności

Więcej na temat:żołnierze wyklęci