We wprowadzonych od 1 stycznia 1973 roku książeczkach walutowych rejestrowano wszystkie zakupy dewiz na zagraniczne wyjazdy prywatne.

Zdjęcie

Fragment pudełka zapałek z reklamą Pekao /reprodukcja Piotr Mecik /Agencja FORUM
Fragment pudełka zapałek z reklamą Pekao
/reprodukcja Piotr Mecik /Agencja FORUM

Od początku 1973 roku wyjeżdżający do tak zwanych krajów demokracji ludowej obywatel PRL miał przydział dewiz o równowartości 7 tysięcy złotych rocznie.

Wyjątkiem objęto Niemiecką Republikę Demokratyczną, z której Polacy nagminnie wykupowali towary. Wprowadzono ograniczenie zakupu marek do 200 rocznie. Dodatkowo, ogłoszono też listę towarów, których z NRD nie wolno było wywozić oraz przywrócono odprawy celne. Wreszcie maksymalna wartość przedmiotów przywożonych od zachodniego sąsiada nie mogła przekraczać 100 marek.

Reklama

Wracając do książeczek walutowych, to warunkiem jej otrzymanie była między innymi konieczność opłacenia jej znaczkami skarbowymi. Na przykład w 1975 roku wydanie dokumentu kosztowało 150 złotych, przy ówczesnym średnim wynagrodzeniu wynoszącym około 2000-3000 złotych.

Fakt otrzymania książeczki walutowej odnotowywane w dowodzie osobistym posiadacza. Wypłacenie walut poświadczane było natomiast stemplem w paszporcie. Dodatkowo, na granicy celnik potwierdzał w dokumencie wywóz zakupionych walut.

Książeczki walutowej należało pilnować jak oka w głowie. W wypadku jej zagubienia, prawo wyrobienia kolejnej przysługiwało dopiero po dwóch latach.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza