Lech Wałęsa w specyficzny sposób zareagował na oblanie farbą przez nieznanych sprawców pomnika Armii Czerwonej na Placu Litewskim w Lublinie. "'Solidarność' nie profanuje grobów, ani pomników" – powiedział szef opozycyjnego związku i zarządził czyszczenie monumentu.

Zdjęcie

Lech Wałęsa w 1981 roku /MARKKU VUORELA /AFP
Lech Wałęsa w 1981 roku
/MARKKU VUORELA /AFP

12 czerwca 1981 roku w Lublinie doszło do spotkania Czesława Miłosza z Lechem Wałęsą. Pisarz odebrał wówczas doktorat honoris causa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Dzień później Miłosz wyjechał z miasta, a Wałęsa spotkał się z regionalnym zarządem "Solidarności". W trakcie rozmów na salę weszło kilka osób, które poinformowały o dewastacji pomnika Wdzięczności dla Armii Sowieckiej na Placu Litewskim. Monument przedstawiający czerwonoarmistę został oblany czerwoną farbą.

Reklama

5 czerwca 1981 r. Czesław Miłosz powrócił do Polski

Po 30 latach nieobecności w Polsce Czesław Miłosz przyleciał do Warszawy. W trakcie pobytu w kraju nieustannie inwigilowany był przez Służbę Bezpieczeństwa. czytaj więcej

Słysząc to Wałęsa powiedział: "'Solidarność' nie profanuje grobów, ani pomników". Następnie wskazał na zebranych działaczy związku i dodał: "Jeśli oni tego nie zmyją, ja to zrobię".

Część zebranych zareagowała na słowa Wałęsy i wyszła z sali, a następnie - przy pomocy rozpuszczalnika i ścierek - wyczyściła pomnik sowieckich żołnierzy.

Dlaczego Wałęsa zareagował w ten sposób? Szef "Solidarności" sądził, że profanacja to dzieło prowokatorów ze służb bezpieczeństwa, którzy chcieli oczernić opozycję. Tymczasem funkcjonariusze bezpieki ze zdziwieniem przyglądali się działaczom "Solidarności" czyszczącym zalany farbą pomnik czerwonoarmisty. Jak się później okazało, pomnik zdewastowali lubelscy licealiści, a nie funkcjonariusze reżimu komunistycznego. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza