Trwający od 12 do 14 sierpnia 1957 roku strajk łódzkich tramwajarzy sparaliżował miasto. Władze zrzuciły winę na grupę "warchołów".

Zdjęcie

Strajk stłumiło ZOMO (zdjęcie ilustracyjne - na fotografii grupa rekonstrukcyjna w mundurach z epoki) /Agencja FORUM
Strajk stłumiło ZOMO (zdjęcie ilustracyjne - na fotografii grupa rekonstrukcyjna w mundurach z epoki)
/Agencja FORUM

O nastrojach panujących wśród pracowników łódzkiego taboru miejskiego w 1957 roku, najlepiej świadczył anonimowy list jednego z tramwajarzy, wysłany do Polskiego Radia.

Szczecin 1970: Rewolta robotników - od protestów przeciwko podwyżkom do ataków na PZPR i milicję

Rewolta robotników polskich miast portowych z końca 1970 i początku 1971 r. była swoistą próbą generalną przed narodzinami "Solidarności". Wówczas to po raz pierwszy w dziejach PRL, pod presją demonstracji i strajków - co było precedensem także w dziejach tzw. państw socjalistycznych -... czytaj więcej

"Kiedy robotnik pracuje miesiąc, a starczy mu na utrzymanie siebie i wyżywienie na dwa tygodnie, to ten, co ma co ukraść, to sobie resztę dokradnie na drugie dwa tygodnie, a ten co nie ma co ukraść, to drugie dwa tygodnie kona i chodzi głodny, zwłaszcza tramwajarze" - pisał zdesperowany pracownik MPK.

Reklama

Poza niskimi płacami, tramwajarze narzekali na opłakany stan taboru, co doskwierało im zwłaszcza w trakcie zimy. Motorniczy przez kilka godzin musieli przebywać na mrozie, ponieważ w przestarzałych tramwajach nie było ogrzewania. Poza tym wagony były bardzo nieszczelne.

Władze, chcąc uspokoić nastroje w łódzkim MPK, podniosły płace. Nie zagwarantowano jednak tego na piśmie, dlatego 12 sierpnia tramwajarze nie wyjechali z zajezdni. Rozpoczęto na ich terenie strajk okupacyjny. W tym czasie do Łodzi przetransportowano już blisko cztery tysiące żołnierzy i milicjantów.

Strajk trwał jednak i dnia następnego. Władze chciały pokazać motorniczych jako wyłącznie winnych zaistniałej sytuacji wrogów systemu. Przekonywano, że tramwajarze protestują wyłącznie przeciwko władzy, a nie z powodu dramatycznych warunków bytowych i pracowniczych.

14 sierpniaj okupowane przez protestujących zajezdnie zostały zaatakowane przez milicję i ZOMO, których funkcjonariusze ze zwyczajową dla siebie brutalnością krwawo stłumili strajk. Tego dnia z zajezdni wyjechały tramwaje, dla pewności w milicyjnej eskorcie.

17 sierpnia w czasie przemówienia Władysław Gomułka przekonywał, że "strajk wywołało 10 procent tramwajarzy, którzy dali posłuch grupie warchołów". Ci ostatni ostatecznie "skapitulowali i tramwajarze podjęli pracę".

Po przemówienia "towarzysza Wiesława" sformułowanie "warchoł" w komunistycznej propagandzie już nierozłącznie było związane ze strajkującymi robotnikami.

(arwr)

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:strajk | Łódź