W wyborach do rad narodowych różnych szczebli wybrano 110 tysięcy radnych. "Solidarność" wezwała do bojkotu wyborów.

Zdjęcie

"Solidarność" zakwestionowała informacje reżimu dotyczące frekwencji wyborczej /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
"Solidarność" zakwestionowała informacje reżimu dotyczące frekwencji wyborczej
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Jak poinformowały władze ludowej Polski, w wyborach miało wziąć udział ponad 74 proc. uprawnionych do głosowania. Reżim uznał to za frekwencyjny i polityczny sukces. Jednocześnie był to koniec oficjalnego "informowania" o ponad 99-procentowych frekwencjach w peerelowskich wyborach.

Inne dane podała "Solidarność", która zakwestionowała informacje reżimu. Według niezależnych badan opozycji w samej Warszawie frekwencja wyniosła jedynie 57 proc., a innych miastach była jeszcze niższa. W Krakowie wynosiła 48 proc, we Wrocławiu 40 proc, a w Trójmieście 47 proc.

Reklama

Jak czytamy w "Kartkach z PRL", uzyskane "dane były plonem akcji '3x5', (...) która polegała na obserwowaniu trzy razy po pięć minut wybranego lokalu wyborczego i notowaniu, ile osób do niego wchodziło".

Choć taki sposób liczenia głosów był niewątpliwie niezbyt wiarygodny, to jednak pozwalał na pewne szacunki. Na przykład w Warszawie zebrano ponad 27 tysięcy raportów "3x5". 

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza