"My wszyscy bez wyjątku kochamy swą ojczyznę i chcemy do niej wejść pierwsi" - to słowa generała Władysława Andersa, które znalazły się na okładce książki "Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa" autorstwa Kacpra Śledzińskiego, którego miłośnicy książki historycznej mogą kojarzyć z książek takich jak "Cichociemni", czy "Tankiści".

Zdjęcie

Generał Władysław Anders, fot. The Granger Collection, New York /Agencja FORUM
Generał Władysław Anders, fot. The Granger Collection, New York
/Agencja FORUM

"Wyklęta armia" to publikacja przedstawiająca pełne gorzkiej chwały dzieje armii generała Władysława Andersa. Wydawnictwo skupia się jednak nie tylko na losach walczących u boku generała, ale także na dziejach ich rodzin, które wraz z formującymi się w ZSRR Polskimi Siłami Zbrojnymi opuściły piekło Kołymy. 

Kacper Śledziński jest autorem, który podczas swojej pracy kieruje się jedną, najważniejszą wartością - pisze takie książki, jakie sam chciałby przeczytać. W "Wyklętej armii", zgodnie z charakterystyczną dla siebie swadą i dbałością mierzy się z kolejną legendą udziału Polaków w II wojnie światowej. Historia opowiedziana niezwykle sprawnie, przeplata się z unikatowymi zdjęciami. 

Fragmenty książki: 

- Czy pan sądzi - pytał generał Keightley Rudnickiego - że siedemdziesięciu Polaków da sobie radę z oddziałem wypadowym 250 strzelców alpejskich?
Zapadła cisza...
W ciepłej kwaterze sztabu 78 Dywizji Piechoty pułkownik Klemens Rudnicki krótko zastanawiał się nad odpowiedzią: 
- Pan generał obawia się, że jest ich za mało? Ja sądzę, że jest ich tyle, ile potrzeba.

Reklama


"Wieczorem dnia 'X', czyli 17 stycznia 1944 roku, temperatura spadła poniżej zera. Błoto ścięte w cienką skorupkę chrzęściło pod butami komandosów. Z zachodu od strony Morza Tyreńskiego wiał słaby, chłodny wiatr. Zatrzymali się w niewielkim gaju oliwnym. Pod karłowatymi drzewkami złożyło plecaki i broń, oparli się plecami, część o pnie, część o niski kamienny murek. Obok nogi starszego strzelca Beniamina Kagana stał kosz z sześcioma gołębiami pocztowymi. Pojawienie się tego przenośnego zoo w kompanii wynikało ze słabego zasięgu radiostacji używanych przez Commando oraz obawy, graniczącej z pewnością, że wszelkie próby łączenia drogą radiową między kompanią a sztabem dywizji zostaną wykryte przez Niemców, a to pozwoli im zlokalizować oddział dywersyjny. W tej sytuacji starożytna metoda łączności wydawała im się najpewniejsza(...)" 

"Gratulacje za zwycięstwo składał generałowi Władysławowi Andersowi osobiście naczelny wódz. Generał Kazimierz Sosnkowski przyleciał do Włoch 11 lipca. Oficjalnym celem wizyty była inspekcja II Korpusu Polskiego. Jeśli więc ktoś śledził kroki Sosnkowskiego w Italii, mógł się przekonać, że naczelny wódz istotnie spełniał zapowiedzi. 23 lipca Sosnkowski dekorował generałów Alexandra i Lees'a krzyżami Virtuti Militari V klasy; 25 lipca widział się z żołnierzami 6 Pułku Pancernego. Za to już następnego dnia, w Perugii, ściskał dłoń niejakiego generała Collingwooda. Pod tym nazwiskiem krył się król Brytyjczyków Jerzy VI". 

Zdjęcie

Okładka książki /
Okładka książki
/

"Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa" ukaże się 29 marca 2017 roku nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Autor: Kacper Śledziński

Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii