Po wprowadzeniu stanu wojennego, oprócz podziemnych struktur NSZZ „Solidarność”, powstało wiele konspiracyjnych organizacji i grup politycznych, prezentujących własną myśl polityczną. W refleksji nad kierunkami działania oraz kształtem przyszłej niepodległej Rzeczpospolitej, myśl ekonomiczna stanowiła nieco mniej znaczący nurt. Niemniej sukcesy gospodarcze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii pod rządami Ronalda Reagana i Margaret Thatcher stanowiły inspirację dla wielu niezależnych działaczy. W podziemnej opozycji wyodrębnił się nurt, który można określić jako konserwatywno-liberalny.

Zdjęcie

"Replika" nr 53 z 1987 r. Źródło: Encyklopedia Solidarności /INTERIA.PL
"Replika" nr 53 z 1987 r. Źródło: Encyklopedia Solidarności
/INTERIA.PL

Jego przedstawiciele popularyzowali prace takich zachodnich myślicieli jak Milton Friedman, Ludwig von Mises, Guy Sorman, Friedrich August von Hayek i inni. W krajowej publicystyce należy natomiast zwrócić uwagę na teksty Mirosława Dzielskiego, Stefana Kisielewskiego, Janusza Korwin-Mikke, Stanisława Michalkiewicza i innych. Kierunek liberalno-konserwatywny był prezentowany w pismach "Kurs", "Stańczyk", "13", w wydawnictwach Liberalno-Demokratycznej Partii "Niepodległość". Gospodarka wolnorynkowa w swej klasycznej postaci wydawała się publicystom tego nurtu najwłaściwszym antidotum na wynaturzenia gospodarki centralnie sterowanej w państwach komunistycznych.

We Wrocławiu i na całym Dolnym Śląsku po wprowadzeniu stanu wojennego powstały bardzo silne struktury konspiracyjne, jednak trwał tam spór organizacyjny i programowy między Regionalnym Komitetem Strajkowym a Organizacją Solidarność Walcząca. Według czołowego działacza SW i członka jej Rady Pawła Falickiego:

"Program SW zakładał rozszerzenie oporu w różnych formach, co miało doprowadzić do obalenia komunizmu w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej. Działania SW były znacznie ostrzejsze niż proponowane przez RKS noszenie opornika w klapie marynarki, wystawianie świeczki w oknie lub nieoglądanie telewizji. Skupiały się jednak na doraźnych i głośnych akcjach polityczno-propagandowych, w których trudno było dopatrzyć się jakiejś dalekowzrocznej myśli. W szczególności nie dało się zauważyć myśli ekonomicznej. [...] Nie istniało w tym czasie żadne pismo, w którym można by przeprowadzić jakąś sensowną dyskusję gospodarczo-polityczną".

Wychodząc z takich założeń Paweł Falicki zdecydował się powołać własne pismo o profilu konserwatywno-liberalnym, w którym dużą rolę odegrałaby tematyka ekonomiczna. Oznaczało to odejście od opartych na solidaryzmie społecznym założeniom programu Solidarności Walczącej, której był aktywnym działaczem. Otrzymał jednak od organizacji pomoc techniczną. Pierwszy powielacz oraz farbę dostał od Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej.

Reklama

Niezniszczalny druk "solidarnościowego" podziemia. Kisiel i pasta "Komfort" bronią konspiratorów

Od pierwszych godzin wprowadzenia stanu wojennego celem PRL-owskich służb było pozbawienie wszystkich niezależnych od władz organizacji jakiejkolwiek możliwości przekazywania informacji. Mimo zmasowanych akcji na podziemne punkty poligraficzne, nie udało się jednak uciszyć podziemia. Dzięki idei... czytaj więcej

Paweł Falicki nakłonił do współpracy Jana Fijołka, Małgorzatę Ścięgosz, Pawła Świtalskiego i Teresę Witkiewicz. Tytuł pisma: "Replika" został wymyślony przez P. Falickiego i T. Witkiewicz. Do całego nakładu pierwszego numeru, który ukazał się we wrześniu 1982 r., dołączona została niewielka fotografia przedstawiająca gdański pomnik poległych stoczniowców  wraz z napisem: "Wolność krzyżami się mierzy".

Od numeru drugiego do redakcji dołączył Wojciech Jankowski (pseudonim "Wuj"), a niedługo później Maciej Kałuszyński (pseudonim "Czerwus").

Z pismem współpracował blisko Mirosław Dzielski z Krakowa oraz całkiem pokaźna grupa wrocławskich publicystów, w tym: Jan Berliński, Józef Białek, Tomasz Gabiś, Kazimierz Klementowski, Jan Koziar, Andrzej Maśnica, Kornel Morawiecki, Henryk Olbrycht, Tomasz Piss, Adam Popiel, Tadeusz Czesław Romanowski, Barbara Sarapuk, Leszek Stafiej, Jan Waszkiewicz i Wojciech Winciorek. W "Replice" regularnie pojawiały się rysunki autorstwa Zbigniewa Wołka.

Pismo ukazywało się do czerwca 1987 roku i do tego momentu zostały wydane 53 numery w formacie A4 (druk z matryc białkowych), a następnie A5 (druk na ramce sitodrukowej i offsecie). Systematycznie poprawiała jakość druku, między innymi dlatego, że zmieniały się techniki druku, a ponadto od 1985 r. makiety były przygotowywane na komputerze Amstrad CPC 464 i na drukarce Epson LQ 1500. Nakład "Repliki" wynosił od 1 200 do 2 000 egzemplarzy i był rozprowadzany w całym kraju. Pismo ukazywało się początkowo dwa razy w miesiącu, następnie jako miesięcznik, by od 1985 r. wychodzić nieregularnie.

Prócz Pawła Falickiego najważniejszą rolę w redakcji pełniła Teresa Witkiewicz, zatrudniona w Pracowni Prognostycznej na Politechnice Wrocławskiej. Kiedy w 1984 r. Paweł Falicki został aresztowany, to właśnie ona kierowała wydawaniem pisma. Tak wspominał ten okres Falicki:

"Miała setki kontaktów z ludźmi nauki, sztuki i kultury. Przeprowadzała wywiady nawet z Mirosławem Dzielskim i Stefanem Kisielewskim. Sama pisała krótkie teksty podpisując je pseudonimami "Marta B." i "Ter". Pracowicie przepisywała nawet najbardziej nagryzmolone rękopisy na maszynie, sporządzała matryce do powielaczy białkowych, a potem, gdy dostaliśmy z zachodnich "zrzutów" komputer i prawdziwą drukarkę, wykonywała makiety do powielaczy offsetowych. Przygotowywała do druku nie tylko "Replikę", ale i inne wydawnictwa "Solidarności Walczącej", zakazane w tym czasie książki, a później "Biuletyn Dolnośląskiego Towarzystwa Gospodarczego". Jej mieszkanie [przy ulicy Stalowej] służyło za redakcję, drukarnię i punkt kolportażu tysięcy egzemplarzy podziemnych wydawnictw".

Wiosną 1987 roku ukazał się ostatni, 53 numer "Repliki". Redakcja uznała wówczas, że dalsze ukazywanie się pisma "stawało się coraz bardziej bezsensowne" w sytuacji, kiedy "cenzura zelżała".

Przeglądając obecnie poszczególne numery "Repliki" można znaleźć dziesiątki artykułów nawiązujących do ówczesnej sytuacji politycznej w kraju i zagranicą  czy też problematyki ekonomicznej. Zdecydowana większość z nich - z uwagi na upływ czasu - z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika straciła  na aktualności. Warto jednak zwrócić uwagę na dwa teksty zamieszczone na łamach pisma. Pierwszy z nich zatytułowana "Cywilizacja jest naszym celem" to wywiad z Mirosławem Dzielskim. Jego znaczny fragment dotyczył Rosji. Dzielski powiedział wówczas m.in., że "naszym celem jednak nie jest osłabienie Rosji, ale jej powrót wraz z dominiami na łono cywilizacji. Dlatego uważamy, że Polska powinna być gotowa do aktywnego stanięcia po stronie Rosji, gdy uzna, że jej się to opłaca. I Rosja powinna o tym wiedzieć..."

"Biuletyn Dolnośląski". Od powstania pisma do narodzin "Solidarności"

Po utworzeniu Komitetu Obrony Robotników w Warszawie, Jacek Kuroń forsował koncepcję tworzenia komitetów regionalnych. Jeden z takich komitetów - Komitet Samoobrony Społecznej (KSS) powstał we Wrocławiu 3 maja 1979 r., a jego twórcy zaczęli wydawać pismo "Biuletyn Dolnośląski", często... czytaj więcej

zielski zarysował w tym wywiadzie koncepcję "dynamicznego działania na rzecz kapitalizmu w imperium rosyjskim, dla której idea Trzeciego Rzymu mogłaby się stać politycznym parasolem przyciągając narodowe interesy i ambicje rosyjskie". Kapitalistyczna Rosja "obróciłaby większość swej energii do wewnątrz", rezygnując z ekspansji zewnętrznej i stałaby się ekonomiczną potęgą, a "sytuacja narodów bezpośrednio od Rosji zależnych stałaby się podobna do sytuacji dzisiejszych aliantów Stanów Zjednoczonych". Ta bardzo interesująca prognoza - jak pokazał późniejszych rozwój wypadków - niestety nie sprawdziła się.

W numerze 52 "Repliki" z jesieni 1986 r. redakcja zamieściła wywiad zatytułowany "Kto tu rządzi?...", będący zapisem rozmowy z anonimowym funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Do rozmowy tej doszło po amnestii dla więźniów politycznych, i po fali tzw. "rozmów ostrzegawczych", które SB-cy przeprowadzali z działaczami "Solidarności". Ów anonimowy funkcjonariusz "szczerze" opowiadał o sytuacji wewnątrz resortu. O przeprowadzonej wówczas amnestii powiedział, że: "Organa nie po to otwierają okno, żeby wywietrzyć, ale po to, żeby zobaczyć komu jest duszno. [To] zagrywka taktyczna, która ma ośmielić ludzi opozycji, żeby się odkryli".

Sytuację w Służbie Bezpieczeństwa funkcjonariusz opisał następująco:

"W SB podziwia się forsę i władzę. Większości - jak się to mówi oficjalnie - funkcjonariuszy SB cała ich robota wisi. Przyszli tu dla forsy albo dlatego, że nie widzieli możliwości innej pracy. Mimo, że są całkiem dobrze szkoleni, nikt nigdy nie zrobi z nich policjantów, bo im się po prostu nie chce pracować. Odwalają robotę byle jak - nie wszyscy, ale większość - wystarcza im, że dobrze zarabiają, a ponadto niektórzy upajają się władzą.
Według moich szacunków namierzone jest jakieś 10 %, może trochę mniej ludzi aktywnych...  SB nie umie nawet pójść tropem tych 10 % i zdekonspirować reszty. Taką policję powinno się rozpędzić, bo jako policja jest do niczego. Tylko, że Jaruzelski nie ma skąd wziąć innej, to znaczy lepszej".

Wywiad w imieniu redakcji przeprowadził "Ernest", czyli Paweł Falicki. Rozmowa odbyła się jednak w specyficznych warunkach. W tym czasie Falicki otrzymał wezwanie na "rozmowę ostrzegawczą" do siedziby wrocławskiej bezpieki. Udał się na nią z niewielkim magnetofonem kasetowym, dzięki któremu całą  rozmowę zarejestrował, po czym z niewielkimi zmianami zamieścił w "Replice" w formie wywiadu. Tekst jest więc dziś ważnym przyczynkiem do opisu metod przesłuchań, jakie stosowała Służba Bezpieczeństwa od jesieni 1986 r., kiedy w ramach resortu rozpoczął się proces selekcjonowania opozycji i wyłaniania grupy, z którą prowadzono później rozmowy "okrągłego stołu". "Szczere" rozmowy i utyskiwanie na pracę w SB miało na celu przełamanie naturalnych barier i wciąganie działaczy podziemia do swobodnych rozmów.

Włodzimierz Domagalski

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL