Rozkaz: Strzelać!

Gomułka wydarzenia w Trójmieście interpretował jako przejaw działalności kontrrewolucyjnej. Władzom lokalnym w Gdańsku i siłom porządkowym zarzucał, że ich działania są mało skuteczne. Ostatecznie w Warszawie zadecydowano o utworzeniu sztabu lokalnego pod kierownictwem gen. Korczyńskiego. W jego skład wchodzić mieli także Kociołek, Karkoszka, gen. Henryk Słabczyk (wiceminister spraw wewnętrznych), płk. Roman Kolczyński (komendant wojewódzki MO w Gdańsku). Wspomóc ich miał wysłany do Gdańska szef Sztabu Generalnego WP, gen. Bolesław Chocha. Dodatkowo zadanie zorganizowania  stanowiska  dowodzenia  siłami MSW otrzymał gen. Franciszek Szlachcic. Na miejscu był też już od dnia poprzedniego Kliszko, który z racji miejsca w hierarchii partyjnej odgrywał decydującą rolę w dowodzeniu, ale jego oraz Logi-Sowińskiego do sztabu nie włączono. Wojskami lądowymi dowodził wydzielony sztab Pomorskiego Okręgu Wojskowego, kierowany przez generałów Baryłę i Kamińskiego. Oni i dowództwo marynarki wojennej podlegało bezpośrednio MON i gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Istnienie paru centrów decyzyjnych działających w sposób nieskoordynowany przynieść miało tragiczne skutki.

Reklama

Wprowadzenie wojska na ulice Gdańska w gruncie rzeczy zaogniło sytuację. Ogłoszono godzinę policyjną obowiązującą od 18.00 do  6.00  rano.  W  nocy z 15   na   16   grudnia w Gdańsku odbyło się posiedzenie Egzekutywy KW PZPR z udziałem przedstawicieli centralnych władz partyjnych obecnych w mieście. Kliszko forsował tezę, że wystąpienia mają kontrrewolucyjny charakter, a z kontrrewolucjonistami władze nie będą się układać. Powiedział też, niejako proroczo, że jeżeli zginie nawet 300 robotników, to bunt zostanie zdławiony.  Zapowiedział wprowadzenie dodatkowych sił woj skowych. Jego stanowisko rzutowało na kolejne decyzje, m.in. przerwanie  rokowań  z Komitetem Strajkowym w Gdyni. Gmach Zakładowego Domu Kultury Portu Gdynia, który przedstawiciele Komitetu wybrali na swoją siedzibę, został otoczony przez milicję i SB, a oni sami pobici, aresztowani i wywiezieni do więzienia w Wejherowie. Mariańskiemu, dość odosobnionemu w mediacyjnych zapędach, zarzucono, że podejmuje rozmowy z bandziorami. Jeśli chciano pretekstów do rozszerzania się akcji protestu, to była to kolejna kropla oliwy dolana do ognia.

 Informacje o tym, co dzieje się w Gdańsku, z wolna rozchodziły się po kraju. Radio Wolna Europa z dwudniowym opóźnieniem i niejako przypadkiem otrzymało pierwsze wiadomości na temat wydarzeń na Wybrzeżu.

16 grudnia w środę strajki okupacyjne ogłoszono wczesnym rankiem m.in. w Stoczni im. Lenina, Stoczni Remontowej i Północnej, Zakładzie Napraw Taboru Kolejowego, w porcie i w "Unimorze". W Gdyni pracy nie podjęto w Stoczni im. Komuny Paryskiej, Zarządzie  Portu i "Dalmorze", nastroje zresztą tu mocno się pogorszyły po tym, jak dotarła wiadomość o aresztowaniu Komitetu Strajkowego. Większość strategicznych obiektów i dużych zakładów pracy otoczonych zostało przez wojsko, pojawiły się czołgi, transportery opancerzone. Dramatyczne sceny rozegrały się pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, której "strzegli" żołnierze 55. pułku zmechanizowanego 16. Dywizji Pancernej. W środku pod gmachem dyrekcji wiecowano, robotnicy siedzący na ogrodzeniu wykrzykiwali wojsko z nami, z drugiej strony przez megafony zawiadamiano o blokadzie stoczni i zakazie jej opuszczania. Gdy kilka czołgów wycofano, grupa stoczniowców zeskoczyła z ogrodzenia i ruszyła do przodu. Ich zamiary trudno było potem ocenić. Padły strzały. Zginęły 2 osoby, kilkanaście odniosło rany.

Zaostrzenie sytuacji w Gdyni spowodowało, że Kliszko, obawiając się strajku okupacyjnego także tutaj, późnym popołudniem w środę, podjął decyzję o blokadzie, a następnie o zwolnieniu z pracy całej załogi Stoczni im. Komuny Paryskiej, mającej wrócić na stanowiska dopiero po weryfikacji pracowników. Na jego rozkaz blokada wojskowa miała być umieszczona przy przystanku Gdynia Stocznia, na którym wysiadali także z pociągu robotnicy innych jeszcze zakładów. Nie zgodził się, by decyzję o blokadzie przekazano przez środki masowego przekazu. Niezależnie od niego Kociołek, nie znający tych ustaleń, występując wieczorem przed kamerami gdańskiej telewizji skomentował sytuację i ponowił apel o powrót do normalnej pracy. Dezinformacji i bałaganu, który nastąpił, nie dało się naprawić poprzez wysyłanie gońców z informacjami do mieszkań pracowników czy wzywające do niepodejmowania pracy komunikaty nadawane na stacjach przez megafony. Nie wiedzieć czemu, nie wydano polecenia, aby kolejka nie dojeżdżała do ostatniej przed blokadą stacji.Tak więc gdy wezwani przez Kociołka pracownicy rankiem 17 grudnia kolejnymi kursami przyjeżdżali i gromadzili się w coraz większym tłumie na peronie (co kilka minut nadjeżdżały kolejne pociągi), drogę do Stoczni Gdyńskiej zagradzały im oddziały wojska (7. kompanii piechoty 36. pułku zmechanizowanego) i milicji (2. kompania SPMO ze Słupska). Zdezorientowani ruszyli naprzód. Pierwsze padły strzały ostrzegawcze - w powietrze, potem salwy w bruk, które miały robotnikom uświadomić determinację władz. Ten rozkaz to kolejny błąd: kule rykoszetem odbijały się od bruku, a powodowane przez nie rany były groźniejsze. Padło wielu rannych i zabitych. W gruncie rzeczy była to masakra bezbronnych, wcale nie agresywnych ludzi, którzy w odpowiedzi na apel wicepremiera udali się tego ranka do pracy.

Zajścia rozszerzyły się i przeniosły do miasta. Milicjanci odpierali napór gromadzących się, już teraz wściekłych, demonstrantów. Do akcji włączono śmigłowce wojskowe, z których rzucano petardy i gazy łzawiące. Pochód (a nawet kilka niezależnych pochodów) zmierzał w kierunku gmachu Prezydium MRN. Na czele niesiono ciała ofiar strzałów pod Stocznią.  Ogółem tego  dnia w Gdyni zginęło siedemnastu ludzi, rannych było kilkaset, w tym 40 milicjantów. Paradoksalne było to, że najwięcej ofiar było w mieście, w którym protest robotniczy był najbardziej spokojny i zorganizowany.

17 grudnia nie tylko Gdynia była areną zmagań robotników z milicją. Strajki ogarnęły także Szczecin. Scenariusz był podobny, jak na Pomorzu Gdańskim. Do strajku przystępowały kolejne wydziały Stoczni im. A. Warskiego, następnie Stocznia Remontowa "Gryfia". Z gromadzącymi się jeszcze na terenie zakładu robotnikami nie rozmawiano, udający się w kierunku miasta pochód starł się z oddziałami milicji, demonstranci podpalali wozy milicyjne, a ostatecznie zdewastowali i podpalili gmach KW PZPR. Zamieszki trwały dwa dni. Według oficjalnego komunikatu Prokuratury Generalnej śmierć poniosło 16 osób, rannych było dalszych kilkaset (w tym 71 milicjantów). Szkody liczono w milionach złotych. Demonstracje uliczne odbywały się też w wielu innych miastach: Elblągu, Słupsku, dzień później w Wałbrzychu. 19 grudnia także w Bydgoszczy i Chorzowie. Krótkotrwałe strajki objęły zakłady w Krakowie, Białymstoku, Nysie, Oświęcimiu, Warszawie, Wrocławiu i in. Choć przepływ informacji był mocno utrudniony, a pierwszy raz premier Cyrankiewicz wypowiedział się na temat rozruchów w telewizyjnym przemówieniu dopiero 17 grudnia, w protestach uczestniczyły w rezultacie dziesiątki tysięcy osób.

Żądania wysuwane przez robotników miały prawie wyłącznie ekonomiczny charakter. Wielokrotnie to podkreślano. Głodny robotnik to nie chuligan - głosił transparent wywieszony na Stoczni im. A. Warskiego, a przy wejściu wisiała duża tablica z napisem: Strajk ma podłoże ekonomiczne a nie polityczne. Podstawowy był postulat cofnięcia podwyżki cen, żądano też podniesienia płac i skrócenia tygodnia roboczego do pięciu dni. Wyartykułowano także postulat utworzenia niezależnych związków zawodowych i - co już z pewnością ocierało się o politykę - ustąpienia z władz partyjnych i państwowych osób winnych obecnej sytuacji w kraju.

Dymisja Gomułki 

Z zaniepokojeniem wydarzenia w Polsce śledzili przywódcy radzieccy. 17 grudnia po południu odbyła się rozmowa telefoniczna Gomułki z Breżniewem. Gomułka zapewniał,  że porządek zostanie zaprowadzony, a jeśli zajdzie potrzeba, zwrócimy się oczywiście po pomoc. Interwencja była więc prawdopodobna choć różne sygnały świadczyły o tym, że przywódcy radzieccy zdecydowanie bardziej woleli, aby polski kryzys rozwiązać środkami politycznymi, np. przez zmianę I sekretarza. Wielu członków kierownictwa PZPR podzielało ten pogląd.

Kryzys grudniowy reaktywował istniejące podziały i spowodował personalne przetasowania wewnątrz grupy kierowniczej PZPR. To,  że Gomułka powinien  ustąpić, szeptano pokątnie (przynajmniej w kręgach Moczara) jeszcze przed przesileniem 1968 roku. Wiedział to także Gomułka przygotowując na ewentualnych zastępców S. Kociołka lub J. Tejchmę, względnie młodych członków aparatu, nie mających jednak odpowiedniego zaplecza. Na pewno nie planował, że jego odejście zostanie wymuszone. Do jego dymisji przyczyniły się dodatkowe okoliczności. Jedną z nich był list wystosowany przez Biuro Polityczne KPZR, a doręczony przez ambasadora Aristowa 18 grudnia wieczorem Cyrankiewiczowi, a następnie Gomułce. Zawierał on sugestię rozwiązywania kryzysu polskiego we własnym gronie, co można traktować jako cofnięcie poparcia udzielanego dotychczasowemu I sekretarzowi. Drugą - choroba, poniekąd stanowiąca skutek przemęczenia, w każdym razie wymagająca hospitalizacji. Trzecią - nastroje panujące w kierownictwie partyjnym, zmęczonym stylem pracy i apodyktycznością Gomułki. Do działania skłaniała też sytuacja ekonomiczna i społeczna oraz dojrzewające ambicje postaci drugiego planu.

Kandydatem na stanowisko I sekretarza KC PZPR posiadającym najwięcej atutów był Edward Gierek. Miał poparcie Kremla (przekazane w rozmowach z Jaroszewiczem i przez ambasadora Aristowa), uznanie w krajowym aparacie partyjnym i kształtowaną od lat grupę zwolenników, biografię  i osobowość mocno kontrastującą z samym Gomułką. Nie bez znaczenia był też brak jego bezpośredniego zaangażowania w proces decyzyjny dotyczący wydarzeń w Trójmieście, dający się wykorzystać dla pozyskania na nowo społecznego poparcia w napiętej sytuacji ekonomicznej i politycznej. Rozmowy z Gierkiem podjęli się Franciszek Szlachcic i Stanisław Kania. Nakłonienia Gomułki do rezygnacji ze stanowiska podjął się Józef Tejchma.

Na 19 grudnia w godzinach południowych już wcześniej zostało zwołane posiedzenie Biura Politycznego. Gomułka planował wziąć trzymiesięczny urlop zdrowotny i powierzyć zastępstwo w tym czasie właśnie Gierkowi. W porządku obrad miały być też kwestie bieżące dotyczące sytuacji w kraju i dalszych decyzji co do przywracania porządku, łagodzenia nastrojów itp. Sam Gomułka nie zamierzał wycofywać się z podwyżek cen. W posiedzeniu ostatecznie nie wziął udziału - lekarze potwierdzili konieczność zabrania go do lecznicy. Obecni natomiast byli: Cyrankiewicz, Gierek, Jaszczuk, Jędrychowski, Kliszko, Kociołek, Kruczek, Loga-Sowiński, Spychalski, Strzelecki, Tejchma, Jagielski, Jaroszewicz, Moczar, Szydlak, Olszowski, Starewicz. W zastępstwie obrady poprowadził premier Cyrankiewicz. Zaakceptowano  propozycję  przygotowaną  i ustaloną wcześniej z Gomułką, dotyczącą zwiększenia zasiłków dla rodzin o najniższych dochodach. Ale najważniejszą sprawą była kwestia przywództwa, a tej tego dnia nie rozstrzygnięto. Ostatecznie podjęto decyzję o zwołaniu następnego posiedzenia Biura nazajutrz, a w dwie godziny po nim decydującego w sprawach tej wagi plenum KC.

W godzinach rannych 20 grudnia uzyskano pisemną rezygnację Gomułki (co było warunkiem wyrażenia  zgody na kandydowanie przez Gierka), którą Biuro Polityczne przyjęło jednogłośnie, desygnując następnie Gierka na I sekretarza. VII Plenum KC PZPR uchwaliło, że przeznaczy się dodatkową kwotę (6,5 mld zł) z budżetu państwa na podwyżki płac, rent i emerytur i podjęło ostatecznie (bez dyskusji) decyzje personalne. I sekretarzem został Edward Gierek. Na jego wniosek ze składu BP usunięty został Marian Spychalski, a także - z równoczesnym odwołaniem z sekretariatu KC - Jaszczuk, Strzelecki i Kliszko. Nowe osoby w Biurze Politycznym to Babiuch, Jaroszewicz, Moczar, Olszowski i Szydlak, zastępcami członków BP zostali Jaruzelski, Jabłoński, Kępa. Do Sekretariatu KC dokooptowano Babiucha, Barcikowskiego i Kociołka. W kilka dni później Sejm dokona zmiany na funkcji premiera, szefem rządu zostanie Piotr Jaroszewicz. Cyrankiewicz obejmie funkcję przewodniczącego Rady Państwa, na krótko jednak, i niebawem on uda się na polityczną emeryturę.

W wieczornym programie telewizyjnym Gierek wystąpił już w nowej roli. Nawet jeśli jego przemówienie niewiele różniło się treścią czy językiem, była to jednak nowa twarz, nawiasem mówiąc dużo bardziej medialna niż poprzednika. Mówił inaczej, nowocześniej, cieplej. Ogólnie budził nadzieję. Jak podano w komunikacie prasowym z następnego dnia, Gomułka został odwołany ze względu na zaburzenie w układzie krążenia, powodujące przemijające zakłócenia sprawności widzenia. I realnie, i metaforycznie coś było na rzeczy.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL